Bardzo inteligentni ludzie a antyspołeczne nawyki: co naprawdę się za tym kryje

Bardzo inteligentni ludzie a antyspołeczne nawyki: co naprawdę się za tym kryje
Oceń artykuł

Niektórzy wydają się mieć wszystko: błyskotliwy umysł, ogromną ciekawość, a mimo to trzymają się na dystans od ludzi.

Dla otoczenia wyglądają na chłodnych, zamkniętych i „dziwnych”. Psychologowie i filozofowie coraz częściej podkreślają, że u części osób o bardzo wysokiej inteligencji taka pozorna antyspołeczność bywa raczej strategią przetrwania niż problemem charakteru.

Dlaczego bardzo inteligentni ludzie często wybierają samotność

Od dzieciństwa uczymy się dopasowywać do grupy: szkoła, rodzina, media społecznościowe nieustannie podpowiadają, jak należy się zachowywać. Dla wielu osób to po prostu bezpieczna droga – robią to, czego oczekują inni, nawet jeśli oznacza to przygaszenie własnej osobowości.

U części osób o ponadprzeciętnej inteligencji ten schemat przestaje działać. Silna potrzeba myślenia po swojemu, stawiania pytań i podważania „oczywistych oczywistości” prowadzi do konfliktu z tym, co uznaje się za normalne. Stąd częste wrażenie, że są „antyspołeczni”.

To, co dla tłumu wygląda jak chłód czy niechęć do ludzi, dla danej osoby bywa sposobem na ochronę własnego myślenia i kreatywności.

Filozoficzny popularyzator Julian de Medeiros, komentując poglądy Nikoli Tesli, zwraca uwagę, że osoby bardzo inteligentne często ograniczają kontakty towarzyskie, bo potrzebują długich bloków nieprzerwanego czasu na myślenie i pracę. W oczach innych wygląda to jak odrzucenie, w ich własnych – jak niezbędna przestrzeń do funkcjonowania.

Inny sposób postrzegania rzeczywistości

Osoby o wybitnej inteligencji opisują często pewne doświadczenie: siedzą w sali pełnej ludzi, wszyscy się śmieją, rozmawiają, a one patrzą na tę scenę z boku, jakby oglądały film. Nie czują się częścią tego samego „scenariusza”.

Wielu myślicieli pisało o tym zjawisku. Zwracali uwagę, że im bardziej ktoś jest skupiony na złożonych ideach, tym silniej rozpraszają go drobne bodźce – hałas, małostkowe rozmowy, presja grupy. To nie jest pogarda wobec innych, raczej inny próg wrażliwości.

Im wyższa wartość, jaką ktoś przypisuje swojemu czasowi i koncentracji, tym ostrożniej dobiera ludzi i sytuacje, którym je poświęci.

Nikola Tesla miał łączyć samotność z kreatywnością. Podkreślał, że momenty odcięcia od zgiełku, także społecznego, sprzyjają powstawaniu nowych idei. Historia potwierdza ten wzorzec: wielu wynalazców, pisarzy czy naukowców uchodziło za mało towarzyskich, bo większość energii inwestowali w pracę intelektualną, a nie w podtrzymywanie lekkich relacji.

Samotność jako narzędzie, nie cel

Klucz tkwi w tym, że dla takich osób samotność bywa narzędziem. Ma umożliwić:

  • głęboką koncentrację bez ciągłych przerw,

Prawdopodobnie można pominąć