Skromna Renault Twingo przerobiona na auto luksusowe. Kolekcjonerzy szaleją

Skromna Renault Twingo przerobiona na auto luksusowe. Kolekcjonerzy szaleją
4.6/5 - (45 votes)

W połowie lat 90. niewielkie atelier nadwoziowe wpadło na pomysł, który wtedy brzmiał jak żart: zamienić prostą Renault Twingo w elegancką limuzynę w miniaturze. Dziś te nieliczne egzemplarze uchodzą za pełnoprawne auta kolekcjonerskie, osiągające ceny, o których zwykłym „twingo” się nie śniło.

Od budżetowego malucha do małej „limuzyny”

Pierwsza generacja Twingo kojarzy się z kolorowym, plastikowym wnętrzem, prostotą i niską ceną. To miało być auto dla każdego: młodych kierowców, rodzin z ograniczonym budżetem i mieszkańców miast, którzy potrzebują czegoś małego i zwrotnego. Zero prestiżu, maksimum praktyczności.

Właśnie ten kontrast przyciągnął warsztat zajmujący się zazwyczaj wyjątkowo drogimi klasykami. Specjaliści od renowacji aut pokroju Bugatti uznali, że czas pobawić się konwencją i sprawdzić, co się stanie, gdy na zwykłe miejskie auto nałożą filtr luksusu z najwyższej półki.

Twingo w ich wydaniu przestało być anonimową „mieszczuchą”. Stało się czymś między designerskim gadżetem a kolekcjonerskim dziełem rzemiosła.

Luksus w rozmiarze XS: co zmieniono w Twingo

Sam pomysł opierał się na prostym założeniu: mechanika zostaje seryjna, cała magia dzieje się w nadwoziu i kabinie. Każde auto przechodziło gruntowną przemianę, praktycznie ręcznie, jak w czasach przedmasowej produkcji.

Lakier jak w limuzynie, nie jak w miejskim pudełku

Z zewnątrz na pierwszy rzut oka widać zupełnie inną klasę wykończenia niż w seryjnym modelu. Twingo otrzymywało:

  • dwukolorowe malowanie inspirowane dawnymi limuzynami,
  • specjalnie dobrane felgi, pasujące do eleganckiej stylistyki,
  • starannie dopracowane elementy nadwozia, dzięki którym auto wyglądało bardziej „dorosło”.

W latach 90. takie wykończenie kojarzyło się z dużymi autami dla szefów firm, a nie z mikrosamochodem, który ledwo mieści się na miejscu parkingowym przed blokiem. Ten dysonans do dziś budzi uśmiech u fanów motoryzacyjnych ciekawostek.

Wnętrze jak w saloniku, nie jak w tanim kompakcie

Prawdziwy szok kryje się w środku. Tam, gdzie zwykle dominowały twarde plastiki i proste tkaniny, nagle pojawia się atmosfera przytulnego saloniku. Kabina została niemal w całości przerobiona.

Element Typowe Twingo Wersja luksusowa
Tapicerka tkanina, tworzywa sztuczne skóra na fotelach i panelach
Wykończenie deski goły plastik fornir z lakierowanego drewna
Dach i słupki prosta podsufitka materiał w stylu alcantary
Detale nierzadko surowe i „budżetowe” ręcznie dopasowywane elementy, dekoracyjne przeszycia

Tak przygotowane wnętrze sprawia, że kierowca czuje się raczej jak w małym aucie klasy premium, niż w miejskim maluchu epoki hiperinflacji i kaset magnetofonowych.

Limitowana seria, którą znają tylko wtajemniczeni

Mimo zgody producenta na cały projekt, auto nigdy nie trafiło do normalnej produkcji. To nie była wersja w katalogu salonu, tylko niemal rzemieślnicza seria dla chętnych gotowych zapłacić znacznie więcej niż za zwykłe Twingo.

Szacunki mówią o mniej niż 50 egzemplarzach, wszystkie numerowane. Jeden z nich trafił do oficjalnej kolekcji historycznej producenta i bywa pokazywany na dużych imprezach dla fanów klasyków. To sporo mówi o tym, jak nietypowy status ma ten projekt: nie jest to już tylko ciekawa modyfikacja, ale fragment historii marki.

Mniej niż pięćdziesiąt aut, każde wykończone ręcznie – dla kolekcjonerów to brzmi jak przepis na przyszłą „białą krukę”.

Cena przeróbki: prawie drugie Twingo

W latach 90. taki kaprys kosztował bardzo dużo jak na miejskie auto z niewielkim silnikiem. Sama przemiana seryjnego egzemplarza w wersję luksusową pochłaniała, według ówczesnych wyliczeń, kwotę stanowiącą około trzy czwarte ceny nowej Twingo z salonu.

W praktyce oznaczało to, że:

  • fabrycznie nowe Twingo kosztowało wówczas w granicach 60 tysięcy franków,

Opublikuj komentarz

Prawdopodobnie można pominąć