Usunięto 131 kotów z wyspy. W trzy lata wydarzył się ekologiczny szok
Na odległym japońskim archipelagu wystarczyła jedna, z pozoru prosta decyzja, by niemal wymarły ptak dostał drugie życie.
Po usunięciu 131 bezdomnych kotów z wysp Ogasawara naukowcy zobaczyli coś, czego nie mieli prawa się spodziewać: populacja rzadkiego gołębia z czerwonym łbem nie tylko przestała spadać, lecz w zaledwie trzy lata wzrosła niemal dziesięciokrotnie. Dla biologów zajmujących się gatunkami na granicy wymarcia to jak przyspieszony film z odradzającym się ekosystemem.
Japońskie wyspy, bezdomne koty i ptak na krawędzi
Ogasawara to położony daleko od głównych wysp Japonii archipelag, nazywany czasem „Galapagos Wschodu”. Odizolowane lądy, niezwykła roślinność i gatunki, których nie ma nigdzie indziej na Ziemi. Właśnie tam żyje gołąb o charakterystycznej czerwonej głowie, uznawany za krytycznie zagrożony.
Przez lata największym zagrożeniem nie były dla niego burze ani brak pożywienia, lecz drapieżniki wprowadzone przez człowieka. Wśród nich – bezdomne koty, które szybko nauczyły się, że powolne, mało płochliwe ptaki to łatwa zdobycz. Dorosłe osobniki ginęły podczas żerowania, a młode nie miały szans opuścić gniazda.
Przeczytaj również: Dlaczego warto karmić ptaki w marcu? Prosta metoda od ornitologów
W pewnym momencie na wyspach doliczono się jedynie 111 dorosłych ptaków i 9 młodych. Dla większości podobnych populacji to praktycznie wyrok. Biolodzy zaczęli mówić o ostatnim etapie powolnego wymierania.
Operacja: ewakuacja 131 kotów
Japońskie służby ochrony przyrody, przy wsparciu badaczy z Uniwersytetu w Kioto, zdecydowały się na odważny krok: całkowite usunięcie bezdomnych kotów z kluczowych siedlisk gołębia. Akcja trwała kilka miesięcy i wymagała żmudnego odławiania zwierząt, często w trudnym terenie.
Przeczytaj również: Królowe trzmieli przeżyją nawet tydzień pod wodą! Niesamowite odkrycie naukowców
- 131 kotów odłowiono z wysp, na których gniazdował rzadki ptak,
- priorytetem było ograniczenie cierpienia zwierząt i przeniesienie ich poza cenne tereny,
- teren po akcji był stale monitorowany, by upewnić się, że żaden drapieżnik nie powraca.
Wielu ekspertów spodziewało się, że bez drapieżników ptaki zaczną się rozmnażać nieco szybciej, ale wciąż będą ograniczane przez problemy genetyczne typowe dla małych populacji. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
Dziesięciokrotny wzrost liczby ptaków w trzy lata
Trzy lata po zakończeniu odłowu kotów badacze przeprowadzili szczegółowe liczenia. Wynik wyglądał jak błąd w tabeli. Zamiast nieco większej, wciąż chwiejnej populacji zobaczyli prawdziwy skok liczebności.
Przeczytaj również: Dlaczego psy podczas spacerów potrzebują czasu na węszenie, nie tylko marszu
| Grupa ptaków | Przed usunięciem kotów | Trzy lata później |
|---|---|---|
| Dorosłe osobniki | 111 | 966 |
| Młode osobniki | 9 | 189 |
W tak krótkim czasie populacja rzadkiego gołębia wzrosła niemal dziesięć razy, co stawia ten przypadek wśród najszybszych znanych powrotów gatunku z krawędzi wymarcia.
To oznacza, że praktycznie co roku liczba ptaków zwiększała się o kilkadziesiąt procent. Taki wzrost przypomina raczej sytuację, gdy na bezludną wyspę wpuszcza się nowy, świetnie przystosowany gatunek, a nie los skrajnie zredukowanej populacji, obciążonej latami strat.
Dlaczego mała populacja nie załamała się genetycznie
Z punktu widzenia podręczników biologii cała historia jest zaskakująca. Niewielka liczba osobników zwykle prowadzi do silnej genetycznej „butelki”: pojawia się więcej chorób, rosną wady rozwojowe, spada płodność. Słowem – im mniej zwierząt, tym gorzej z ich dalszym rozmnażaniem.
W przypadku gołębia z Ogasawary naukowcy spodziewali się właśnie tego. Tymczasem analizy genetyczne, opisane w prestiżowym czasopiśmie naukowym, pokazały coś zupełnie innego. Ptaki okazały się zaskakująco zróżnicowane genetycznie jak na tak małą populację.
Badania DNA wykazały, że mimo skrajnie niskiej liczebności, różnorodność genetyczna ptaków pozostała na poziomie umożliwiającym szybkie odbudowanie stada po usunięciu drapieżników.
Skąd ta odporność? Zespół z Kioto wskazuje na kilka elementów:
- długi okres wcześniejszej stabilności populacji, zanim pojawiły się koty,
- być może większa liczebność w niedalekiej przeszłości niż zakładano,
- naturalne mechanizmy unikania kojarzenia w bliskim pokrewieństwie.
W efekcie, gdy z krajobrazu zniknął główny drapieżnik, chętnie rozmnażające się ptaki wystartowały jak z procy. Każdy sezon lęgowy przynosił kolejne, mocne pokolenie.
Co usunięcie kotów zmieniło w ekosystemie
Gołębie to nie tylko kolorowy element krajobrazu. Na wyspach Ogasawara ich rola sięga dużo dalej. Zjadają owoce lokalnych drzew i rozpraszają nasiona na dużą odległość, przyczyniając się do odnowy i mieszania się lasu.
Gdy ich liczba była dramatycznie mała, wiele gatunków roślin miało trudności z rozsiewaniem nasion. Po gwałtownym odbiciu populacji gołębia naukowcy zaczęli rejestrować zmiany w strukturze roślinności – więcej młodych drzew, większe zróżnicowanie gatunkowe w podszycie.
Równocześnie zniknięcie bezdomnych kotów zmniejszyło presję na inne drobne zwierzęta, np. jaszczurki czy małe ptaki, które również padały ofiarą polowań. Lokalny łańcuch pokarmowy zaczął przypominać ten sprzed pojawienia się drapieżników wprowadzonych przez człowieka.
Nauka z wysp dla reszty planety
Historia Ogasawary szybko trafiła na biurka specjalistów zajmujących się ochroną przyrody w innych częściach globu. Dla wielu z nich to dowód, że w niektórych przypadkach samo usunięcie drapieżnika może przynieść efekt znacznie większy, niż wskazywały inicjalne modele.
Nie oznacza to, że każdy zagrożony gatunek zareaguje aż tak spektakularnie. Wiele zależy od jego biologii, historii populacji i stopnia utraty siedlisk. Ten przypadek pokazuje jednak, że nawet bardzo pesymistyczne prognozy nie zawsze się sprawdzają.
Dla planistów ochrony przyrody to mocny argument, by nie spisywać na straty małych, izolowanych populacji tylko dlatego, że spadły poniżej określonych progów liczebności.
Co ta historia mówi o naszych własnych decyzjach
Ogasawara to odległe wyspy, ale mechanizmy, które tam zadziałały, dotyczą wielu miejsc na Ziemi. Ludzie wprowadzają koty, psy czy inne drapieżniki na wyspy, działki rekreacyjne i do parków, często w dobrej wierze. Dla wrażliwych, mało mobilnych gatunków może to oznaczać powolne, niezauważalne wymieranie.
Przykład rzadkiego gołębia pokazuje, że przemyślane, zdecydowane działanie da się przeprowadzić tak, by:
- ratować lokalną przyrodę,
- unikać niepotrzebnego cierpienia zwierząt domowych i bezdomnych,
- uzyskać wyraźny efekt w stosunkowo krótkim czasie.
Dla zwykłego czytelnika płynie z tego mniej spektakularny, ale bardzo praktyczny wniosek: kontrola nad tym, gdzie przebywają nasze zwierzęta, ma ogromne znaczenie. Kot wychodzący, wypuszczany na noc „żeby się wyszalał”, w skali jednej ulicy wydaje się drobiazgiem. W skali małej wyspy czy odizolowanego rezerwatu może stać się czynnikiem decydującym o przetrwaniu rzadkich gatunków.
Ekosystem z Ogasawary przypomina trochę delikatny mechanizm zegarka. Jedno małe kółko zębate – w tym wypadku drapieżnik wprowadzony przez człowieka – potrafi rozregulować cały układ. Usunięcie go nie zawsze naprawi szkody w pełni, ale ta historia pokazuje, że czasem wystarczy jedna dobrze zaplanowana zmiana, by przyroda odzyskała zaskakująco dużą część dawnej równowagi.


