Nowe dane: intensywne rolnictwo przyspiesza znikanie ptaków z naszych pól

Nowe dane: intensywne rolnictwo przyspiesza znikanie ptaków z naszych pól
Oceń artykuł

Naukowcy przeanalizowali setki gatunków i wskazali jednoznacznie na obszary z dużym zużyciem nawozów i pestycydów. Tam spadek liczebności ptaków nie tylko trwa, ale z roku na rok wyraźnie przyspiesza, tworząc prawdziwe „czerwone strefy” dla przyrody.

Najważniejsze informacje:

  • Średni spadek liczebności analizowanych gatunków ptaków wyniósł 15% w latach 1987–2021.
  • Aż 47% badanych gatunków ptaków znajduje się w grupie wykazującej istotny spadek liczebności.
  • Intensywne stosowanie pestycydów niszczy owady, które są kluczowym źródłem pożywienia dla ptaków i ich piskląt.
  • Monokultury i likwidacja miedz oraz zadrzewień odbierają ptakom naturalne miejsca lęgowe i schronienie.
  • Wzrost temperatur potęguje stres u gatunków już osłabionych brakiem pokarmu i siedlisk.
  • Rolnictwo regeneratywne jest wskazywane jako rozwiązanie pozwalające utrzymać produkcję żywności przy ochronie bioróżnorodności.
  • Ptaki świadczą bezpłatne usługi ekosystemowe, takie jak naturalna regulacja liczby szkodników i gryzoni.

Ptaki znikają w zastraszającym tempie

Badanie opublikowane w prestiżowym piśmie „Science” objęło 261 gatunków ptaków w Ameryce Północnej w latach 1987–2021. To długi okres, który pozwala zobaczyć nie tylko, ile osobników ubyło, lecz także jak zmienia się tempo tego spadku.

Średnio populacje analizowanych gatunków zmalały o około 15 procent. To już samo w sobie brzmi niepokojąco, ale szczegóły są jeszcze gorsze. Aż 47 procent gatunków zaliczono do grupy z „istotnym spadkiem” liczebności.

Silna intensyfikacja rolnictwa wiąże się ze strefami, w których ptaków ubywa nie tylko dużo, lecz także coraz szybciej z roku na rok.

Naukowcy poszli krok dalej. Zamiast ograniczyć się do prostego porównania „kiedyś – dziś”, przeanalizowali, jak zmienia się samo tempo zjazdu. Dla prawie jednej czwartej badanych gatunków okazało się, że krzywa nie jest liniowa. Staje się coraz bardziej stroma, jakby ktoś wciskał gaz do dechy w aucie jadącym w dół.

Najgorsze tereny: farmy z dużą ilością chemii

Te „gorące punkty” przyspieszonego spadku wyraźnie pokrywają się z regionami, gdzie dominuje przemysłowe rolnictwo. Chodzi przede wszystkim o:

  • rozległe pola uprawne o małej różnorodności roślin,
  • wysokie zużycie pestycydów (zwłaszcza insektycydów i herbicydów),
  • intensywne nawożenie sztucznymi nawozami.

To nie jest jednostkowa obserwacja. Wcześniejsza analiza Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody wykazała, że populacje 61 procent gatunków ptaków na świecie są w trendzie spadkowym. Rozszerzanie i zaostrzanie rolnictwa wymieniono wśród głównych przyczyn.

Badacze ostrzegają, że takie analizy pozwalają wcześniej wychwycić tereny, na których sytuacja gwałtownie się pogarsza, zanim liczebność ptaków spadnie do poziomu krytycznego.

Jak przemysłowe rolnictwo uderza w ptaki

Utrata siedlisk: pola zamiast zarośli i łąk

Najbardziej widoczny problem to fizyczna zmiana krajobrazu. Przekształcanie łąk, zarośli czy mozaikowego krajobrazu rolniczo-leśnego w wielkie pola prowadzi do:

  • wycinania drzew i krzewów,
  • likwidacji zadrzewionych miedz i zakrzaczeń,
  • budowy dróg dojazdowych i infrastruktury, która pocięła dawne siedliska.

Dla wielu gatunków to właśnie takie przejściowe, „nieuporządkowane” miejsca są kluczowe: zapewniają schronienie, miejsca lęgowe i bogatą bazę pokarmową. Gdy krajobraz zamienia się w jednorodny dywan kukurydzy czy soi, większość tych zasobów znika.

Cicha rewolucja w łańcuchu pokarmowym

Drugim filarem jest chemia rolnicza. Pestycydy nie muszą masowo truć dorosłych ptaków, żeby poważnie im zaszkodzić. Ich główny cios idzie w innym kierunku: niszczą to, czym ptaki się żywią.

Kluczową rolę odgrywają owady. To podstawowe źródło białka dla wielu gatunków, szczególnie w okresie karmienia piskląt. Insektycydy projektuje się tak, by owady znikały z pól. Gdy znikają, ptaki tracą stołówkę.

Herbicydy i nawozy też dokładają swoją cegiełkę. Zmieniają skład roślinności, upraszczając ją i zaburzając układ lokalnych ekosystemów. Część gatunków roślin zanika, a z nimi wyspecjalizowane owady, które z kolei były pokarmem dla określonych ptaków. To efekt domina, którego nie widać z perspektywy jednego sezonu, ale w skali dekad staje się dramatycznie wyraźny.

Mniej owadów to mniej jedzenia, gorszy stan kondycyjny dorosłych ptaków i słabsze przeżywalności piskląt. Ten proces nie musi być spektakularny, wystarczy, że trwa nieprzerwanie przez wiele lat.

Wspólny cios: rolnictwo i rosnące temperatury

Badacze przyjrzeli się też roli rosnących temperatur. Zauważyli, że ocieplenie klimatu jest połączone z ogólnym spadkiem liczebności ptaków, choć nie zawsze oznacza coraz szybszy spadek, jak w przypadku intensywnego rolnictwa.

Ciekawszy jest inny wniosek: w regionach, gdzie rolna intensywność była wysoka, a temperatura dodatkowo rosła, sytuacja ptaków wygląda jeszcze gorzej. To przykład tzw. stresorów nakładających się na siebie. Gatunki już osłabione utratą siedlisk i brakiem pokarmu trafiają na kolejną przeszkodę – upały, częstsze ekstremalne zjawiska pogodowe, susze.

Rolnictwo wzmacnia zresztą samo ocieplenie lokalnie. Pola oferują mniej cienia niż naturalne lasy, a wycinka drzew ogranicza pochłanianie dwutlenku węgla. W rezultacie krajobraz rolniczy nagrzewa się szybciej i trudniej oddaje ciepło.

Czy da się karmić ludzi, nie zabijając ptasich populacji?

Naukowcy i ornitolodzy nie mówią, by wrócić do czasów bez upraw. Zwracają uwagę, że sposób produkcji żywności można zmieniać, ograniczając presję na przyrodę. W dyskusjach coraz częściej pojawia się hasło „rolnictwo regeneratywne”. Kryje się pod nim kilka podejść:

  • redukcja użycia pestycydów i herbicydów,
  • utrzymywanie pasów zadrzewień, miedz i zarośli jako korytarzy dla dzikiej fauny,
  • większa różnorodność upraw zamiast ogromnych monokultur,
  • dbanie o glebę tak, by lepiej zatrzymywała wodę i wspierała życie biologiczne.

Kluczowym błędem jest zamiana złożonych krajobrazów w jednolite pola jednej rośliny. Dla części rolników to wygodne logistycznie, ale dla ptaków to niemal pustynia – brakuje schronienia, zróżnicowanego pokarmu, miejsc do gniazdowania.

Rolnictwo, które zostawia miejsce na miedze, zadrzewienia i zróżnicowane uprawy, staje się mniej wrogie dla ptaków, a przy okazji zwiększa odporność samych gospodarstw na susze czy gwałtowne zjawiska pogodowe.

Co z tego wynika dla Polski i Europy?

Choć badanie dotyczy Ameryki Północnej, wnioski łatwo przenieść na nasz kontynent. W wielu regionach Europy, w tym w Polsce, w ostatnich dekadach zniknęły miliony polnych skowronków, kuropatw czy przepiórek. Dane z monitoringów ornitologicznych pokazują, że gatunki związane z krajobrazem rolniczym tracą najwięcej.

Mechanizmy są bardzo podobne: uproszczony krajobraz, presja na maksymalizację plonu z hektara, chemizacja oraz coraz częstsze susze. Zmiana sposobu produkcji żywności nie jest więc fanaberią ekologów, tylko warunkiem utrzymania żywych, funkcjonujących ekosystemów, od których zależy chociażby zapylanie upraw i stabilność plonów.

Dla czytelnika może to brzmieć abstrakcyjnie, ale przykładów z życia nie brakuje. Gdy z krajobrazu znikają jaskółki, szpaki czy jerzyki, rośnie liczba uciążliwych owadów. Gdy brakuje naturalnych drapieżników gryzoni, rosną straty w uprawach zbóż i warzyw. Ptaki pełnią więc realną funkcję „bezpłatnych usług ekosystemowych”, na których korzysta także rolnik.

W kolejnych latach temat relacji między rolnictwem a przyrodą prawdopodobnie stanie się jeszcze gorętszy. Presja na zwiększanie produkcji będzie się ścierać z koniecznością ochrony klimatu i bioróżnorodności. Decyzje polityczne, dopłaty i regulacje mogą przesądzić, czy pola zamienią się w biologiczne pustynie, czy w krajobraz, który karmi ludzi, nie wypychając z niego całkowicie ptaków i innych dzikich zwierząt.

Podsumowanie

Badania opublikowane w prestiżowym piśmie „Science” dowodzą, że intensywne rolnictwo przemysłowe drastycznie przyspiesza spadek liczebności populacji ptaków. Głównymi przyczynami kryzysu są chemizacja upraw, utrata siedlisk oraz nakładające się na nie zmiany klimatu, co prowadzi do powstawania tzw. biologicznych pustyń.

Opublikuj komentarz

Prawdopodobnie można pominąć