Ludzie, którzy starzeją się wolniej, robią to z czasem inaczej

Ludzie, którzy starzeją się wolniej, robią to z czasem inaczej
Oceń artykuł

Coraz więcej badań nad długowiecznością wskazuje, że kluczowy nie jest wyłącznie gen, dieta czy liczba kroków, ale… nasz sposób przeżywania czasu.

Naukowcy zajmujący się długim, zdrowym życiem zaczynają mówić jednym głosem: osoby, które wyglądają i funkcjonują młodziej niż wskazuje metryka, mają wspólny, zaskakujący rys. Nie chodzi o kosztowne kuracje ani egzotyczne suplementy, lecz o regularne chwile głębokiego skupienia, w których człowiek zapomina o zegarku i o sobie samym.

Metryka to nie wszystko: wiek biologiczny kontra kalendarzowy

W gabinecie lekarskim coraz rzadziej liczy się tylko data urodzenia. Specjaliści mówią dziś o wieku biologicznym – tym, który zapisuje się w sercu, mózgu, naczyniach krwionośnych czy w DNA. Dwie osoby po sześćdziesiątce mogą więc mieć organizmy odpowiadające odpowiednio pięćdziesięcio- i siedemdziesięciolatkowi.

Na ten rozjazd wpływa oczywiście zestaw znanych czynników: geny, środowisko, ruch, dieta, jakość snu. Silnie działa też przewlekły stan zapalny, nazywany niekiedy „cichym podpalaczem” organizmu, bo przyspiesza zużywanie się tkanek. Coraz wyraźniej widać jednak, że do tej układanki trzeba dopisać jeszcze jeden element: to, jak psychika obchodzi się z czasem i perspektywą starzenia.

W badaniu obejmującym kilkaset kobiet w średnim wieku sprawdzono, jak lęk przed starością przekłada się na tzw. wiek epigenetyczny, czyli ślady starzenia odczytywane z materiału genetycznego. Im większa obawa przed utratą zdrowia i sprawności, tym szybciej „przestawiał się” biologiczny zegar komórkowy. Lęk związany z upływem lat nie pozostawał więc tylko w głowie, ale materializował się w ciele.

Stan umysłu wobec własnej przyszłości może przyspieszać lub hamować procesy zapisujące się w komórkach i naczyniach krwionośnych.

Wspólny mianownik „młodych siedemdziesięciolatków”

Psycholog Mihaly Csikszentmihalyi opisał stan zwany flow. To moment, kiedy jesteśmy tak pochłonięci zadaniem, że gubimy poczucie czasu, a tło znika. Może to być gra na instrumencie, trudniejsza partia w szachach, wymagający projekt, dłubanie w warsztacie czy pochłaniająca rozmowa.

Badania cytowane w pismach naukowych pokazują, że osoby, które w dorosłym życiu nie rezygnują z takich chwil pełnego zaangażowania, mają większą szansę na dobrą, długą formę. W ich codzienności stale pojawia się równowaga między tym, co znane i opanowane, a tym, co stawia wyzwanie. Umysł nie zapada się w nudę, ale też nie ucieka w ciągły niepokój.

Naukowcy zajmujący się psychologią starzenia dodają do tego jeszcze jedną obserwację: wraz z wiekiem ludzie, którzy lepiej się trzymają, zaczynają świadomie porządkować swój czas. Zamiast „zaliczać” kolejne atrakcje, wybierają mniej relacji, za to bardziej wspierających, i aktywności, które przynoszą im prawdziwe emocjonalne korzyści, a nie tylko nowość.

Ludzie, którzy z czasem uczą się selekcjonować znajomości i zajęcia pod kątem jakości, częściej zgłaszają mniej negatywnych emocji i utrzymują lepszą kondycję psychiczną.

Inne podejście do czasu, inny przebieg starzenia

Ciekawostką jest to, że taki zwrot w stronę „gęstszego”, bardziej sensownego przeżywania dnia nie dotyczy wyłącznie emerytów. Młodsze osoby, które doświadczyły ciężkiej choroby, często opowiadają, że zaczęły inaczej patrzeć na czas: mniej gonią za tym, by „zdążyć wszystko”, a bardziej dbają o relacje, pasje, obecność tu i teraz.

W grupie seniorów, którzy zachowują świeżość myślenia i sprawność, często powtarza się ten sam obraz: ktoś po siedemdziesiątce, kto żywo opowiada nie o tym, ile spraw załatwił danego dnia, lecz o drobnych scenach – świetle wpadającym przez okno, rozmowie z obcą osobą, wciągającej lekturze. Taka osoba nieraz nie pamięta dokładnej daty, ale pamięta jakość chwili.

Przyjemność kontra sens: dwa rodzaje dobrostanu

Psycholog Carol Ryff, badająca tysiące osób w różnym wieku, rozróżnia dwie formy dobrego samopoczucia. Pierwsza to krótkotrwała przyjemność: relaks, zabawa, miły wieczór przed telewizorem. Druga – tak zwany dobrostan eudajmoniczny – opiera się na poczuciu sensu, rozwoju i sprawczości.

Osoby, które na co dzień mają poczucie celu, czują się potrzebne, podejmują wysiłek, by się czegoś uczyć lub komuś pomagać, prezentują wyraźnie inne parametry zdrowotne. W badaniach wychodziły u nich:

  • niższe stężenie kortyzolu, hormonu przewlekłego stresu,

Prawdopodobnie można pominąć