Tysiące tabliczek czekolady w aucie 30-latka. Policja w Brandenburgii bada sprawę

Tysiące tabliczek czekolady w aucie 30-latka. Policja w Brandenburgii bada sprawę
4.7/5 - (41 votes)

Policjanci natknęli się na auto wypchane jedzeniem.

W poniedziałek funkcjonariusze z powiatu Prignitz w Brandenburgii zatrzymali do kontroli samochód osobowy. W środku siedziało dwóch mężczyzn, a w bagażniku i na tylnej kanapie leżały setki opakowań żywności. Szybko okazało się, że to nie jest zwykłe zakupy po drodze do domu.

Niecodzienna kontrola drogowa w Weisen

Do zatrzymania doszło w miejscowości Weisen, położonej w landzie Brandenburgia. Patrol policji zwrócił uwagę na auto, które wyraźnie było mocno obciążone. Po zatrzymaniu pojazdu i otwarciu bagażnika policjanci zobaczyli towar, który bardziej pasował do hurtowni niż do prywatnego samochodu.

Kierowcą był 30-letni mężczyzna, obok niego siedział pasażer. Obaj twierdzili, że przewożą jedynie żywność. Problem w tym, że ilości były tak duże, że funkcjonariusze od razu nabrali podejrzeń co do pochodzenia produktów.

Policja znalazła w aucie ponad 1100 tabliczek czekolady oraz setki innych artykułów spożywczych i chemicznych. Śledczy mówią o „średnim, czterocyfrowym” poziomie wartości towaru.

Co dokładnie znaleźli policjanci

Lista produktów, które leżały w aucie, wygląda jak spis z magazynu dyskontu. Według informacji policji, w samochodzie znajdowały się między innymi:

  • ponad 1100 tabliczek czekolady, różnych marek i smaków,
  • 286 opakowań orzechów,
  • 72 opakowania kawy,
  • ponad 60 puszek ryb w konserwie,
  • znaczne ilości tabletek do zmywarek,
  • duże ilości wędlin pakowanych próżniowo.

Dla funkcjonariuszy to jasny sygnał, że nie chodzi o zaopatrzenie dużej rodziny. Taką ilość produktów kupują zwykle sklepy, bary, ewentualnie firmy cateringowe – a nie dwóch mężczyzn w prywatnym aucie bez widocznych oznaczeń działalności gospodarczej.

Brak dokumentów i wyjaśnień

Jak przekazała policja, ani kierowca, ani pasażer nie byli w stanie przedstawić żadnego dowodu zakupu. Nie pokazali paragonów, faktur, ani innych dokumentów potwierdzających, że żywność pochodzi z legalnego źródła.

Obaj mieli opowiedzieć sprzeczne historie na temat pochodzenia towaru. To dodatkowo wzmocniło podejrzenia funkcjonariuszy. W takiej sytuacji policjanci nie mają dużego pola manewru – muszą zabezpieczyć towar i sprawdzić, czy nie pochodzi on z kradzieży.

Bez paragonów, faktur i spójnego wytłumaczenia tak duża ilość jedzenia staje się dla policji sygnałem ostrzegawczym i punktem wyjścia do postępowania o paserstwo.

Hehlerware, czyli podejrzenie paserstwa

Niemiecka policja podkreśla, że z dotychczasowych ustaleń wynika, iż może chodzić o tak zwaną Hehlerware, czyli towar pochodzący z przestępstwa, przeznaczony do dalszej sprzedaży. W polskim prawie taka sytuacja odpowiada przestępstwu paserstwa – ktoś nie kradnie sam, ale pomaga w zbyciu skradzionych rzeczy.

Według wstępnych wyliczeń wartość przewożonej żywności sięga „średniego, czterocyfrowego” poziomu, czyli kilku tysięcy euro. To już nie jest drobna sprawa w stylu wyniesienia kilku czekolad ze sklepu, tylko poważniejsza działalność, zwykle zorganizowana i powtarzalna.

Dlaczego akurat czekolada i kawa

Eksperci od przestępczości sklepowej od lat zwracają uwagę, że pewne produkty szczególnie przyciągają złodziei. Chodzi o rzeczy, które łatwo sprzedać i które mają dobrą marżę na czarnym rynku.

Rodzaj produktu Dlaczego jest atrakcyjny dla złodziei
Czekolada i słodycze Wysoki popyt, długi termin przydatności, łatwe do ukrycia
Kawa Droższy produkt w małym opakowaniu, chętnie kupowany „okazyjnie”
Orzechy i przekąski Małe, lekkie, dobrze sprzedają się na targowiskach
Środki chemiczne Tablety do zmywarki, proszki – relatywnie drogie, stale potrzebne

Takie towary często trafiają potem na nieformalne bazary, do małych sklepików, a nawet do internetu – wystawiane jako „nadwyżki magazynowe” lub „likwidacja sklepu”. Nabywcy rzadko pytają o faktury, liczy się atrakcyjna cena.

Co dalej ze sprawą z Weisen

Wszystkie znalezione w samochodzie produkty trafiły do policyjnego magazynu jako zabezpieczony dowód w sprawie. Funkcjonariusze próbują teraz ustalić, skąd dokładnie pochodzi towar. Śledczy sprawdzają zgłoszenia kradzieży z okolicznych sklepów i sieci handlowych – zarówno z samego powiatu Prignitz, jak i z sąsiednich regionów.

Kierowca i jego pasażer muszą liczyć się z zarzutami związanymi z paserstwem lub współudziałem w kradzieży, jeśli śledztwo potwierdzi przestępcze pochodzenie żywności. W niemieckim prawie za paserstwo grożą kary finansowe, a w poważniejszych przypadkach także więzienie.

Śledczy poszukują powiązań między przechwyconym ładunkiem a seriami kradzieży ze sklepów samoobsługowych, które od dłuższego czasu odnotowują rosnące straty.

Rosnący problem kradzieży sklepowych

Sprawa z Weisen wpisuje się w szerszy trend. W Niemczech, tak jak w Polsce, sieci handlowe skarżą się na rosnącą skalę kradzieży. Coraz częściej nie są to pojedyncze, przypadkowe zdarzenia, tylko działanie zorganizowanych grup.

Mechanizm bywa podobny: jedna grupa wynosi towar z kilku sklepów, inna odpowiada za transport i przechowywanie, a jeszcze inna za sprzedaż. Część rzeczy trafia do lombardów, część na bazary, a część – sprzedawana jest po prostu z bagażnika samochodu, „po znajomości” albo przez ogłoszenia w sieci.

Jak rozpoznać podejrzanie tani towar

Ta sprawa to też przypomnienie dla klientów, że bardzo okazyjna cena może mieć swoje ukryte źródło. Warto zachować ostrożność, zwłaszcza gdy ktoś oferuje markowe produkty spożywcze czy środki chemiczne dużo taniej niż dyskonty.

Kilka praktycznych sygnałów ostrzegawczych:

  • sprzedawca nie wystawia żadnego paragonu ani rachunku,
  • towar ma ślady po usuniętych etykietach sklepowych lub zabezpieczeniach,
  • daty ważności są nietypowo krótkie lub częściowo starte,
  • sprzedaż odbywa się „z bagażnika” albo w przypadkowych miejscach,
  • cena jest wyraźnie niższa niż w promocjach dużych sieci.

Osoba, która kupuje świadomie kradziony towar, też może mieć problemy. Nawet jeśli ktoś „tylko bierze czekoladę po taniości”, w świetle prawa może odpowiadać za paserstwo.

Gdzie kończy się okazja, a zaczyna przestępstwo

Sprawa z Brandenburgii dość obrazowo pokazuje, jak wygląda współczesna „drobnica” kryminalna. Na pierwszy rzut oka to tylko słodycze, kawa i chemia gospodarcza. W praktyce z tego typu procederu powstają regularne, nielegalne biznesy, na których jedni zarabiają, a inni – w tym sklepy i uczciwi klienci – tracą.

Dla konsumenta granica bywa niewyraźna. Czasem ktoś myśli: „Skoro to tylko jedzenie, to co za różnica?”. Różnica pojawia się wtedy, gdy uświadomimy sobie, że każda taka „okazja” napędza kolejne kradzieże i kolejne transporty towaru jak ten przechwycony w Weisen. Warto więc dwa razy zastanowić się, zanim skusimy się na zbyt dobrą ofertę od anonimowego sprzedawcy.

Prawdopodobnie można pominąć