Szerszeń azjatycki kontra pszczoły: sprytna metoda tropi gniazda u źródła

Szerszeń azjatycki kontra pszczoły: sprytna metoda tropi gniazda u źródła
5/5 - (49 votes)

Winny jest niepozorny, ale wyjątkowo groźny intruz z Azji, który terroryzuje pszczoły.

Ten drapieżnik nie tylko wyjada pojedyncze robotnice. Paraliżuje całe rodziny pszczele, blokując im możliwość latania po nektar i pyłek. W jednym z regionów Europy jeden z pszczelarzy postanowił odeprzeć atak, sięgając po nietypową, mocno „szpiegowską” technologię.

Szerszeń azjatycki – koszmar każdej pasieki

Szerszeń azjatycki od kilku lat rozszerza swój zasięg w Europie, w tym w krajach sąsiednich Polski. Dla ludzi zwykle nie stanowi tak dużego zagrożenia jak rodzime osy, ale dla pszczół miodnych to drapieżnik z najwyższej ligi.

Najgroźniejsza jest jego technika polowania. Robotnice zawisają w powietrzu tuż przed wylotem ula i czekają, aż pszczoły zaczną wlatywać i wylatywać. Wtedy błyskawicznie je chwytają, odgryzają głowę, a odwłok odrzucają. Do własnego gniazda zabierają tylko tułów – bogaty w białko „pakiet” dla larw.

Pojedyncza taka grupa jest w stanie w krótkim czasie zdziesiątkować całą pasiekę, doprowadzając rodzinę pszczelą do załamania.

Stale krążące drapieżniki wywołują u pszczół silny stres. Robotnice boją się opuszczać ul, przez co rodzina nie wnosi nektaru i pyłku. Zapasy się kurczą, a bez odpowiednich rezerw na zimę cały rój może po prostu nie przetrwać.

Dlaczego walka z tym gatunkiem jest tak trudna

Szerszenie azjatyckie są bardzo ruchliwe, inteligentne i szybko adaptują się do nowych warunków. Klasyczne pułapki czy pojedyncze opryski w okolicach pasieki zwykle tylko ograniczają liczbę osobników, ale nie likwidują źródła problemu.

Największym kłopotem okazuje się odnalezienie gniazda. Może się ono znajdować:

  • w koronach wysokich drzew,
  • w trudno dostępnych zaroślach,
  • w pobliżu zabudowań, ale dobrze zamaskowane,
  • w miejscach, gdzie zwykły przechodzień nigdy nie spojrzy w górę.

Gdy gniazdo rozrośnie się w pełni sezonu, kolonia liczy nawet dziesiątki tysięcy osobników. To wtedy ataki na ule stają się niemal ciągłe, a presja na pszczoły – nie do zniesienia.

Technologia na ratunek pszczołom

W jednym z regionów na zachód od Polski pszczelarz postanowił uderzyć w szerszenie tam, gdzie są najbardziej wrażliwe – w ich pierwsze, małe gniazda zakładane na początku sezonu. Do tego celu wykorzystał dość zaskakujący zestaw: elektronikę, antenę i noktowizję.

Jak działa „podsłuch” na szerszenie

Pszczelarz opracował metodę, która w praktyce przypomina akcję z filmu szpiegowskiego. Schemat wygląda następująco:

  • Najpierw odławia jednego z szerszeni atakujących ul.
  • Krótko go usypia przy pomocy gazu, by owad nie stawiał oporu.
  • Na odwłoku montuje miniaturową nadającą się do lokalizacji „pluskwę” – malutką elektronikę z sygnałem dźwiękowym.
  • Wypuszcza owada z powrotem w teren.
  • Z nadajnikiem sprzęga antenę przypominającą klasyczny „rake” znany jeszcze z czasów telewizji analogowej. Antena połączona jest ze smartfonem, który odbiera sygnał z miniaturowej elektroniki przyczepionej do szerszenia.

    Nadajnik działa jak punkt świetlny w radiu – pozwala namierzyć kierunek, w którym leci drapieżnik, a w konsekwencji znaleźć gniazdo, do którego wraca.

    Wykorzystanie kamer termicznych

    Samo śledzenie sygnału to nie wszystko. Pszczelarz sięga też po lornetkę z kamerą termiczną. Dzięki obrazowi w podczerwieni łatwiej zauważyć skupisko owadów, które emituje wyższą temperaturę niż otoczenie. To ułatwia lokalizację gniazda w gęstych koronach drzew, gdzie gołym okiem trudno cokolwiek dostrzec.

    Gdy uda się ustalić dokładne położenie gniazda, zespół przystępuje do jego likwidacji – zazwyczaj wczesnym rankiem albo późnym wieczorem, kiedy większość robotnic przebywa w środku. Dzięki temu jednorazowa akcja ma realną szansę przerwać dalszy rozwój kolonii.

    Dlaczego zniszczenie pierwszego gniazda ma tak duże znaczenie

    Cykl życia szerszenia azjatyckiego opiera się na tak zwanym gnieździe pierwotnym. To niewielka konstrukcja zakładana wiosną przez samotną królową. W tym pierwszym „mieszkaniu” dorasta pokolenie robotnic, które później pomaga budować już duże, wtórne gniazdo.

    Rodzaj gniazda Okres powstawania Znaczenie dla populacji
    Pierwotne (małe) wiosna – początek lata miejsce wychowania pierwszych robotnic i przyszłych matek
    Wtórne (duże) lato – jesień główna „fabryka” nowych osobników, tysiące szerszeni

    Jeśli uda się usunąć gniazdo pierwotne, królowa i jej pierwsze potomstwo giną lub tracą zdolność do budowy kolejnych siedzib. W praktyce oznacza to, że:

    • do jesieni nie pojawią się nowe królowe,
    • nie powstaną wielkie konstrukcje wtórne,
    • pasieki w okolicy zyskują cały sezon względnego spokoju.

    Jedno zlikwidowane gniazdo na początku sezonu to często brak dziesiątek tysięcy drapieżnych osobników kilka miesięcy później.

    Jak takie działania wpływają na pszczelarstwo i przyrodę

    Uderzenie w szerszenie na wczesnym etapie ma znaczenie nie tylko dla pojedynczej pasieki. Ograniczenie presji drapieżników wspiera całą sieć lokalnych zapyleń. Pszczoły mogą spokojniej zbierać nektar z sadów, pól i łąk, co przekłada się na plony warzyw, owoców i roślin oleistych.

    Pszczelarze wskazują, że takich akcji nie wystarczy przeprowadzać incydentalnie. Najlepsze efekty daje współpraca kilku osób z danego regionu, a niekiedy także zaangażowanie samorządów. Wspólne zgłaszanie pojawiających się gniazd, szkolenia dla straży pożarnej i dokładniejsze monitorowanie terenów wiejskich zwiększają szanse na skuteczną kontrolę gatunku inwazyjnego.

    Czy taka metoda sprawdziłaby się w Polsce

    Szerszeń azjatycki jest już odnotowywany w kolejnych krajach Europy Zachodniej. Specjaliści z Polski ostrzegają, że przeniknięcie go do naszego kraju to raczej kwestia czasu niż pytanie „czy w ogóle”. W tym kontekście opisane rozwiązanie z nadajnikiem i kamerą termiczną może stać się jednym z narzędzi, po które sięgną polscy pszczelarze.

    Nie oznacza to, że to jedyna droga. Równolegle rozwija się klasyczne monitorowanie pojawów nowego gatunku, tworzenie map zagrożenia oraz testowanie pułapek ograniczających liczebność robotnic w pobliżu pasiek. Elektroniczne śledzenie pojedynczych osobników wyróżnia się tym, że celuje dokładnie w źródło – czyli w gniazdo.

    Co może zrobić zwykły właściciel ogrodu

    Choć metoda z nadajnikiem pozostanie raczej w rękach profesjonalistów, każdy, kto posiada działkę czy ogród, może wesprzeć pszczoły i ograniczyć szanse na ekspansję drapieżników. W praktyce oznacza to kilka prostych kroków:

    • obserwowanie okolicznych drzew i budynków pod kątem nietypowych gniazd o kulistym kształcie,
    • niewchodzenie samodzielnie w kontakt z dużymi skupiskami żądlących owadów,
    • zgłaszanie podejrzanych gniazd lokalnym służbom lub pszczelarzom,
    • sadzenie roślin miododajnych, które wspierają kondycję rodzin pszczelich.

    Przy gwałtownych zmianach klimatu i rosnącej liczbie gatunków inwazyjnych coraz większe znaczenie mają sprytne, czasem nieoczywiste rozwiązania. Połączenie wiedzy pszczelarskiej z elektroniką i techniką lokalizacji pokazuje, że nawet z bardzo niebezpiecznym drapieżnikiem można sobie poradzić, jeśli uderzy się w niego w odpowiednim momencie.

    Warto przy tym pamiętać, że każda uratowana rodzina pszczela to nie tylko miód w słoiku. To też lepiej zapylone sady, zdrowsze warzywniki i stabilniejsze ekosystemy w całej okolicy. Dlatego dyskusje o kontroli szerszenia azjatyckiego prędzej czy później staną się częścią szerszej rozmowy o tym, jak chronić owady zapylające w dobie szybkich zmian środowiskowych.

    Prawdopodobnie można pominąć