Rosyjski „konkurent Starlinka” rusza z pierwszą flotą satelitów

Rosyjski „konkurent Starlinka” rusza z pierwszą flotą satelitów
4.2/5 - (45 votes)

Rosja uruchamia własną konstelację satelitów internetowych, która ma uniezależnić kraj od zagranicznych systemów i dorównać ofercie Starlink.

Nowy projekt, rozwijany przez spółkę Bureau 1440 w ramach programu Rassvet, wystartował z pierwszym zestawem satelitów. To jasny sygnał, że Kreml traktuje dostęp do internetu z orbity jako strategiczny element zarówno gospodarki, jak i bezpieczeństwa militarnego.

Nowa konstelacja nad Ziemią: 16 satelitów to dopiero początek

W poniedziałek na niską orbitę okołoziemską trafiło 16 pierwszych satelitów rosyjskiej firmy Bureau 1440. To niewielka liczba w zestawieniu z około 10 tysiącami jednostek Starlink należących do SpaceX, ale dla Moskwy ma znaczenie symboliczne i technologiczne.

Start pierwszej serii satelitów oznacza przejście z etapu testów do budowy komercyjnej usługi dostępu do internetu z orbity, z planami na dziesiątki startów i setki urządzeń w przestrzeni kosmicznej.

Projekt funkcjonuje pod nazwą Rassvet i w założeniu ma stworzyć rosyjski, kontrolowany przez państwo system łączności szerokopasmowej. Chodzi zarówno o zwykłych użytkowników, jak i administrację, wojsko oraz strategiczne sektory gospodarki.

Rassvet jako odpowiedź na dominację Starlinka

Rosyjskie władze od kilku lat obserwują gwałtowny wzrost roli Starlinka w sytuacjach kryzysowych. System Elona Muska stał się jednym z kluczowych narzędzi komunikacji w trakcie wojny w Ukrainie. Terminale satelitarne zapewniają łączność tam, gdzie tradycyjna infrastruktura telekomunikacyjna została zniszczona lub jest zakłócana.

SpaceX uruchomił również specjalną „listę białych terminali”, dzięki której wybrane urządzenia po stronie ukraińskiej zachowują dostęp do sieci, podczas gdy sprzęt używany przez rosyjskie siły pozostaje odcięty. To pokazało, jak duży wpływ na działania wojskowe ma jeden komercyjny system kontrolowany z zagranicy.

Rosja dostała bolesną lekcję: brak własnej konstelacji satelitarnej oznacza podatność na decyzje prywatnych firm i rządów innych państw.

Rassvet ma więc nie tylko zapewnić szybki internet na obszarach słabo zaludnionych, ale przede wszystkim ograniczyć strategiczną zależność od zagranicznych operatorów.

Plany na najbliższe lata: setki satelitów i miliardy dolarów

Rosyjska agencja kosmiczna Roskosmos stawia przed sobą bardzo ambitne cele liczbowo. Według deklaracji dyrektora Dmitrija Bakanowa, na niskiej orbicie do 2035 roku ma pojawić się ponad 900 rosyjskich satelitów służących do łączności.

Jeszcze wcześniej, bo już w przyszłym roku, ma ruszyć komercyjna eksploatacja pierwszych około 250 satelitów. Ta liczba wciąż będzie niższa od obecnej floty Starlinka, ale wystarczy do uruchomienia usługi o zasięgu krajowym i częściowo międzynarodowym.

Element programu Planowana skala Horyzont czasowy
Pierwszy start Bureau 1440 16 satelitów obecnie
Początek komercyjnej usługi około 250 satelitów przyszły rok
Docelowa konstelacja Rassvet ponad 900 satelitów do 2035 roku

Rząd w Moskwie deklaruje, że na rozwój systemu przeznaczy 1,26 miliarda dolarów ze środków publicznych. Sama spółka Bureau 1440 ma z kolei dołożyć około 4 miliardów dolarów z własnych funduszy do 2030 roku. W sumie mowa więc o ponad 5 miliardach dolarów inwestycji rozłożonych na kilka lat.

Po co Rosji własny internet satelitarny

Na pierwszy rzut oka projekt przypomina po prostu próbę skopiowania modelu biznesowego Starlinka. Kulisy są jednak bardziej złożone. Kreml od dawna stara się wzmocnić kontrolę nad informacją i infrastrukturą cyfrową w granicach Federacji Rosyjskiej.

  • zapewnienie łączności w odległych regionach Syberii i Dalekiego Wschodu, gdzie sieci naziemne są drogie w utrzymaniu,
  • uniezależnienie krytycznych usług od zagranicznych operatorów i ich decyzji politycznych lub biznesowych,
  • wzmocnienie kanałów komunikacji wojskowej w sytuacjach konfliktu,
  • wsparcie dla branż takich jak energetyka, wydobycie surowców i transport morski w Arktyce.

Nie chodzi wyłącznie o wygodę użytkowników, którzy będą mogli przeglądać sieć na odludziu. Z perspektywy władz chodzi o suwerenność cyfrową i możliwość prowadzenia działań bez ryzyka nagłego odcięcia infrastruktury przez inne państwa lub firmy.

Technologiczny wyścig na orbicie

Uruchomienie pierwszych satelitów Bureau 1440 wpisuje się w nową fazę rywalizacji gospodarczo-technologicznej. Na orbicie o niskiej wysokości ścigają się już nie tylko Stany Zjednoczone i Chiny, ale także kolejne kraje i konsorcja prywatne. Konstelacje do łączności szerokopasmowej powstają lub są planowane również w Europie, Indiach czy Ameryce Południowej.

Dla Rosji, silnie dotkniętej sankcjami i ograniczeniami dostępu do zachodnich technologii, rozwój własnych satelitów to szansa na ominięcie części barier. Jednocześnie to ogromne wyzwanie, bo produkcja nowoczesnej elektroniki kosmicznej wymaga komponentów, które nie zawsze są łatwo dostępne.

Jak może wyglądać konkurencja ze Starlinkiem

Bureau 1440 na razie nie jest w stanie dorównać skali działania SpaceX. Starlink oferuje już usługi w dziesiątkach krajów na kilku kontynentach. Rosyjski system startuje w momencie, gdy globalny rynek usług satelitarnych jest mocno obsadzony.

Rosyjski projekt prawdopodobnie skupi się najpierw na terytorium własnego państwa i zaprzyjaźnionych rynkach, na przykład w niektórych krajach Azji Centralnej. Otwartym pytaniem pozostaje, czy będzie w stanie konkurować ceną, jakością sygnału oraz dostępnością sprzętu z amerykańską ofertą.

Dla użytkownika końcowego kluczowe będą trzy rzeczy: koszt miesięcznej subskrypcji, cena terminala i stabilność połączenia w trudnych warunkach atmosferycznych.

Rosja zyska natomiast argument polityczny: w razie dalszego zaostrzania sankcji czy kolejnych konfliktów kraj będzie mógł oprzeć się na własnym systemie, zamiast liczyć na łaskę zagranicznych dostawców.

Co to oznacza dla Polski i Europy

Dla polskich użytkowników internetu wejście w życie Rassvetu nie zmieni codzienności. Rywalizacja ma jednak znaczenie strategiczne dla całego regionu. Nowe rosyjskie satelity pojawią się na orbitach bliskich tym, na których krąży część floty Starlinka, co zwiększa ruch i potencjalne ryzyko kolizji lub zakłóceń.

Każda kolejna konstelacja to także większe obciążenie dla środowiska kosmicznego: rosnąca ilość śmieci orbitalnych, potrzeba lepszej koordynacji tras przelotów oraz coraz bardziej skomplikowany monitoring ruchu. Dla Europy to argument, by przyspieszyć własne inicjatywy satelitarne i nie pozostawać wyłącznie klientem amerykańskich czy azjatyckich systemów.

Na co zwrócić uwagę w najbliższych latach

Rozwój rosyjskiego odpowiednika Starlinka warto obserwować z kilku powodów. Po pierwsze, pokaże on, czy rosyjski sektor kosmiczny poradzi sobie z dużym programem w warunkach ograniczonego dostępu do zachodnich technologii. Po drugie, może przynieść nowe wzorce dotyczące regulacji dostępu do internetu w krajach autorytarnych, gdzie priorytetem jest kontrola przepływu informacji.

Dla użytkowników zainteresowanych technologią satelitarną to także dobra okazja, by lepiej zrozumieć różnice między poszczególnymi systemami – od liczby satelitów, przez wysokość orbit, aż po opóźnienia sygnału i realne prędkości pobierania danych. Te parametry bezpośrednio przekładają się na komfort korzystania z usług, a w sytuacjach kryzysowych mogą decydować o tym, czy linia komunikacji pozostanie dostępna.

Prawdopodobnie można pominąć