Remake God of War musi wyciąć jeden wstydliwy element z trylogii

Remake God of War musi wyciąć jeden wstydliwy element z trylogii
4.8/5 - (44 votes)

Remake klasycznych God of War to nie tylko lepsza grafika i nowe efekty.

Twórcy muszą zmierzyć się z czymś znacznie bardziej niewygodnym.

Stare odsłony serii kojarzą się z brutalną akcją, spektakularnymi bossami i kontrowersją. Teraz studio Santa Monica stoi przed pytaniem, co zrobić z najbardziej kiczowatym i dziś już mocno niezręcznym elementem oryginalnej trylogii.

Stare God of War to nie tylko brutalność, ale też żenujące mini gierki

W pierwszych trzech częściach God of War, tych rozgrywających się w mitologicznej Grecji, Kratos to zupełnie inna postać niż w odsłonie z 2018 roku i w Ragnarok. Duch Sparty jest tam bezwzględny, okrutny i kompletnie nieprzejmujący się losem kogokolwiek, kto stanie mu na drodze. Spala żołnierza żywcem, żeby rozwiązać zagadkę, wykorzystuje służącą jako żywy blokadę mechanizmu, skazuje niewinnych na śmierć bez mrugnięcia okiem.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jeden motyw, który dziś wygląda już archaicznie: mini gry o zabarwieniu erotycznym. W niemal każdej greckiej odsłonie Kratos może skorzystać z „przyjemności ciała” w towarzystwie młodych kobiet. Gracz uruchamia taką scenkę, podchodzi do łóżka, kamera dyskretnie odjeżdża, a na ekranie pojawia się klasyczny zestaw QTE. Nie widzimy szczegółów, ale dźwięki i ruchy kamery nie pozostawiają żadnych wątpliwości, co się dzieje.

Scenki erotyczne w pierwotnej trylogii miały być dowodem „dorosłości” gry, dziś wielu fanów postrzega je raczej jako tanie zagranie pod nastolatków.

W pierwszych dwóch częściach takie sekwencje dawały nagrodę w postaci czerwonych kul, czyli waluty służącej do ulepszania broni i mocy. W trzeciej odsłonie nagrodą był już tylko pucharek o wymownym tytule, który sprowadza całą sytuację do rubasznego żartu. Dla wielu graczy stała się to po prostu seria gagów, które trzeba „odhaczyć” przy każdym przejściu kampanii.

Ukryty sens tych scenek: próba ucieczki od traumy

Na pierwszy rzut oka takie mini gry wyglądają jak typowa, niskich lotów prowokacja. Zaskakujące jest to, że w pierwszej części serii stała za nimi całkiem poważna intencja. Reżyser pierwszego God of War wyjaśniał w starych wywiadach, że przynajmniej na początku przygodne relacje Kratosa miały odzwierciedlać jego rozpacz po stracie żony.

Bohater zabił rodzinę własnymi rękami, zmanipulowany przez boga wojny. To wydarzenie pcha go w spiralę zemsty, ale jednocześnie zostawia go z poczuciem winy, od którego nie potrafi uciec. W jednym z dzienników znalezionych w grze czytamy, że żadna nowo poznana kobieta nie jest w stanie zagłuszyć wspomnień o ukochanej. Tekst leży dosłownie obok łoża, na którym odpoczywa Kratos w świątyni.

Szybkie romanse miały pokazywać, że Kratos desperacko szuka ulgi w bólu po stracie rodziny, ale to nigdy nie działa. Każda kolejna noc tylko pogłębia jego poczucie pustki.

Problem w tym, że ten kontekst szybko zniknął. W kolejnych odsłonach seria zamieniła ten motyw w mało subtelną tradycję. Gracze zaczęli kojarzyć przygodne epizody nie z dramatem bohatera, ale raczej z chwytliwym dodatkiem „dla dorosłych”, który ma rozładować napięcie po kolejnych rzeziach. I właśnie tutaj zaczyna się kłopot w kontekście planowanego remake’u.

Nowy Kratos nie pasuje do starych, rubasznych scen

Od wydania God of War z 2018 roku mamy przed sobą innego Kratosa. To wciąż brutalny wojownik, ale jednocześnie starszy, bardziej refleksyjny, znacznie bardziej świadomy własnych błędów. Relacja z Atreusem pokazuje jego chęć zmiany i lęk przed powtórzeniem dawnych tragedii. W takich ramach stary wizerunek „podrywacza na siłce z Olimpu” po prostu nie działa.

Jeśli studio Santa Monica odświeży klasyczną trylogię na nowoczesnych silnikach, z realistyczną grafiką i mocniej zarysowaną psychologią postaci, każda z tych dawnych mini gier natychmiast stanie się jeszcze bardziej niezręczna. To, co w czasach PS2 i PS3 uchodziło jako „drobna prowokacja”, dziś w jakości 4K będzie wyglądało jak scena z zupełnie innej gry.

  • Ton nowych odsłon jest poważniejszy, bardziej skupiony na emocjach.
  • Publiczność gier akcji dojrzała i inaczej patrzy na erotykę w grach.
  • Marka God of War zyskała status historii o rodzicielstwie, winie i przebaczeniu.
  • Proste, rubaszne żarty mogą podkopać zaufanie do takiej opowieści.

Czy remake powinien całkiem usunąć te sceny?

Twórcy są w niekomfortowej sytuacji. Z jednej strony takie elementy były częścią tożsamości dawnej trylogii. Dla części fanów ich brak mógłby wyglądać jak wymuszone „wygładzanie historii”. Z drugiej, w obecnym klimacie kulturowym i przy nowym wizerunku Kratosa, powrót do starych rozwiązań grozi oskarżeniami o sztuczną nostalgię i brak wyczucia.

Rozsądnym wyjściem wydaje się pełne przepisanie tych fragmentów zamiast prostego kopiuj-wklej. Studio może pójść w kilka stron:

Opcja Na czym polega Ryzyko
Całkowite usunięcie Brak scenek, nacisk na fabułę i walkę Część fanów uzna to za cenzurę i „wybielenie” serii
Subtelne nawiązanie Krótka scenka bez QTE, skupiona na emocjach Kratosa Wymaga bardzo dobrego scenariusza, inaczej wciąż wypadnie kiczowato
Świadome odwrócenie motywu Zasugerowanie, że Kratos świadomie odmawia dawnych pokus Ryzyko, że wyjdzie z tego moralitet łopatą, zamiast ciekawej sceny

Jeśli studio zdecyduje się zostawić w remake’u erotyczne motywy, musi całkowicie zmienić ich funkcję: z taniej nagrody za QTE na element, który faktycznie rozwija postać.

Remake jako szansa na dojrzalsze podejście do przeszłości

Nowe wersje starych gier coraz częściej pełnią rolę nie tylko odświeżenia hitu, ale też komentarza do własnej historii. W przypadku God of War taka okazja wydaje się wyjątkowo kusząca. Twórcy mają szansę pokazać, jak ogromną drogę przeszła marka – od brutalnego, czasem wręcz nastawionego na szokowanie slashera do złożonej opowieści o konsekwencjach przemocy.

Dobrze poprowadzony remake mógłby w kilku scenach zarysować różnicę między młodym, impulsywnym Kratosem a tym, którego poznaliśmy w nowszych częściach. Motyw dawnych romansów da się przekuć w coś więcej niż rubaszny żart – można pokazać próbę ucieczki przed pamięcią o rodzinie albo świadome odrzucenie takiego stylu życia w pewnym kluczowym momencie.

Gracze oczekują czegoś więcej niż mrugnięcia okiem

Rynek gier zmienił się dramatycznie od czasów pierwszej trylogii. Dzisiejsi odbiorcy, również ci wychowani na starych częściach, zwykle wymagają, by kontrowersyjne elementy miały sens w kontekście całej historii. Same mrugnięcia okiem do fanów rzadko wystarczają. Jeśli dany motyw wraca, dobrze, gdy niesie ze sobą coś nowego – reinterpretację, dopowiedzenie, wywołanie dyskusji.

Rozpisanie wątków relacyjnych w odświeżonym God of War wymaga wyczucia. Współczesne gry potrafią pokazać bliskość czy pożądanie w sposób dojrzalszy, bez taniej sensacji i nagród wymuszających interakcję w stylu „naciśnij przycisk, żeby zobaczyć więcej”. Seria, która już udowodniła, że potrafi podejść dojrzale do przemocy, może zrobić to samo z seksualnością.

Dlaczego ten temat budzi takie emocje

Spór o sens istnienia dawnych mini gierek to tak naprawdę spór o to, czym dziś ma być God of War. Czy ma pozostać wiernym zapisem tamtych czasów, czy raczej wykorzystać remake jako narzędzie korekty i dopowiedzenia historii. Odpowiedź wpłynie nie tylko na jedną kontrowersyjną sekwencję, ale na cały odbiór projektu.

Jeśli studio poradzi sobie z tym wątkiem z wyczuciem, może zyskać coś więcej niż kolejną udaną grę akcji. Remake stanie się wtedy komentarzem do własnych błędów, do zmiany wrażliwości odbiorców i do dojrzewania samej branży. A Kratos – zamiast bohatera z memów o „mini gierkach” – pozostanie tym, kim jest dziś dla wielu graczy: symbolem skomplikowanego, obciążonego winą antybohatera, który próbuje żyć inaczej niż kiedyś.

Prawdopodobnie można pominąć