Ranking makaronów zaskakuje: najlepsze wcale nie z pszenicy
Nowy test popularnych makaronów pokazuje, że klasyczne pszenne świderki wcale nie są numerem jeden na talerzu.
Niezależna organizacja konsumencka przeanalizowała 25 rodzajów makaronu sprzedawanych w marketach, dyskontach i sklepach bio. Sprawdzono nie tylko smak i cenę, ale przede wszystkim skład, zanieczyszczenia i wartość odżywczą. Wyniki są mocno zaskakujące dla fanów tradycyjnego makaronu z pszenicy.
Makaron makaronowi nierówny: co naprawdę wyszło w teście
Makaron uchodzi za produkt prosty, tani i w miarę bezpieczny. W wielu domach ląduje na talerzu kilka razy w tygodniu, szczególnie w postaci świderków czy fusilli. Analiza 25 różnych opakowań pokazała jednak, że między poszczególnymi produktami zieje przepaść, jeśli chodzi o zdrowotność.
Eksperci przyjrzeli się trzem kluczowym aspektom, które realnie wpływają na organizm osoby jedzącej makaron regularnie.
- Wartość odżywcza – zawartość błonnika, białka i minerałów.
- Bezpieczeństwo – pozostałości pestycydów i metali ciężkich, głównie kadmu.
- Sposób produkcji – czy suszenie było delikatne, czy zbyt agresywne technologicznie.
Ostatni punkt może brzmieć technicznie, ale ma praktyczne znaczenie. Przemysłowe, bardzo intensywne suszenie makaronu można wykryć po poziomie związku nazywanego furosyną. Gdy jest go dużo, oznacza to, że część naturalnych właściwości ziarna została zniszczona wysoka temperaturą.
Wniosek z analizy jest prosty: jasny, mocno przetworzony makaron z pszenicy ma zwykle najmniej wartości odżywczych, a lepiej wypadają wersje pełnoziarniste i te z roślin strączkowych.
Strączki na czele: kto wygrał ranking
Największą niespodzianką testu jest zwycięzca. Na pierwszym miejscu nie stanął makaron z pszenicy, nawet tej twardej, ale produkt na bazie ciecierzycy. Chodzi o świderki z ciecierzycy marki Lazzaretti, które uzyskały ocenę 17,7 na 20 punktów.
Dlaczego to właśnie ten makaron został gwiazdą zestawienia? Liczby robią wrażenie: w 100 gramach znajduje się około 20,4 g białka i 11,8 g błonnika. To parametry bliższe daniu wysokobiałkowemu niż zwykłej porcji makaronu. Do tego w badaniach nie znaleziono śladów pestycydów ani kadmu.
Jest jednak haczyk – cena. Kilogram takiego makaronu kosztuje około 14 euro, co stawia go raczej w kategorii produktu okazjonalnego niż codziennej podstawy obiadu dla rodziny.
Pełnoziarnisty kompromis: mocny środek stawki
Drugie miejsce zajęły pełnoziarniste świderki z pszenicy durum pochodzącej z upraw ekologicznych, pod marką Montebello. Ocena 16,6 na 20 punktów i cena około 3 euro za kilogram tworzą znacznie bardziej realistyczny wybór do koszyka.
Ten makaron łączy dwa atuty: dobrą zawartość błonnika i brak wykrywalnych pozostałości środków ochrony roślin. Dla osób szukających zdrowszej wersji klasycznych świderków to jedna z najrozsądniejszych opcji.
Na trzecim miejscu zestawienia znalazł się kolejny makaron pełnoziarnisty – fusilli integrale marki Granoro z wynikiem 15,9 na 20. To klasyczny produkt z pszenicy, ale z wykorzystaniem pełnego ziarna, co wpływa na większą ilość błonnika i składników mineralnych.
Makaron z certyfikatem ekologicznym rzadziej zawiera wykrywalne ilości pestycydów, co szczególnie liczy się przy produktach pełnoziarnistych, gdzie ziarno trafia do opakowania praktycznie w całości.
Znane marki na końcu tabeli: dlaczego przegrywają
Dla wielu konsumentów prawdziwą niespodzianką jest słaby wynik makaronów reklamowanych jako “premium”. W rankingu kilka znanych marek zajęło miejsca bliżej końca niż czołówki.
Przykłady z testu pokazują wyraźny schemat:
- Fusilli al bronzo marki Barilla – mimo luksusowego wizerunku, tylko 11,6 na 20 punktów. Problemem okazała się niska zawartość błonnika, obecność resztek pestycydów i podwyższony poziom furosyny.
- Świderki z oznaczeniem geograficznym z linii Reflets de France – ocena około 11,4 na 20 punktów, efekt rozczarowujący w stosunku do marketingu.
- Świderki z jajkiem marki Lustucru – na końcu stawki z wynikiem 11,3 na 20 punktów. Zbyt mało błonnika i wykryte pozostałości pestycydów znacząco obniżyły notę.
Kolorowe opakowanie, tradycyjne nazwy i obietnica “rzemieślniczej jakości” nie przełożyły się więc na realnie lepszy produkt w porównaniu z makaronami pełnoziarnistymi czy strączkowymi.
Jak czytać etykietę makaronu w praktyce
Konsumenci często wybierają makaron automatycznie, sięgając po tę samą paczkę co zawsze. Dane z testu pokazują, że warto poświęcić choć minutę na analizę etykiety.
| Element etykiety | Na co zwrócić uwagę |
|---|---|
| Rodzaj mąki | Lepsza pszenica twarda (durum), mąki pełnoziarniste lub z roślin strączkowych. |
| Błonnik | Dobra wartość to min. 5–6 g na 100 g produktu suchego. |
| Białko | Im więcej, tym sycący posiłek; strączkowe makarony mają znacznie wyższy poziom. |
| Certyfikat bio | Zmniejsza ryzyko obecności pozostałości pestycydów. |
| Dodatki | Makaron nie powinien zawierać zbędnych ulepszaczy, barwników czy wzmacniaczy smaku. |
W przypadku makaronu jasnego z pszenicy ważne jest też, by nie opierać na nim całej diety. Taki produkt dostarcza głównie skrobi, a znacznie mniej błonnika i mikroelementów niż jego pełnoziarnisty odpowiednik.
Dlaczego błonnik i kadm w makaronie tak bardzo się liczą
Błonnik to element, który najmocniej różni najlepsze makarony od tych najsłabszych. Wysoka zawartość błonnika spowalnia wchłanianie cukrów, pomaga stabilizować poziom glukozy we krwi i sprawia, że porcja makaronu syci na dłużej. Dla osób, które jedzą makaron kilka razy w tygodniu, kumulatywny efekt ma ogromne znaczenie dla masy ciała i samopoczucia.
Druga strona medalu to zanieczyszczenia. W badaniu skupiono się szczególnie na kadmie, metalicznym pierwiastku wiązanym z ryzykiem problemów nerkowych i podejrzeniem związku z rakiem trzustki. Rośliny mogą go wchłaniać z gleby, a w produktach zbożowych trafia głównie do zewnętrznych części ziarna. Stąd właśnie przewaga wersji ekologicznych, gdzie sposób prowadzenia upraw ogranicza takie zagrożenia.
Jak sprytnie ułożyć domowe menu z makaronem
Wyniki testu nie oznaczają, że trzeba rezygnować z makaronu. Raczej sugerują zmianę proporcji i sprytne mieszanie różnych rodzajów. Przykładowy schemat może wyglądać tak:
- Na co dzień – pełnoziarniste świderki lub rurki, najlepiej z upraw ekologicznych.
- Raz na jakiś czas – makaron z ciecierzycy lub soczewicy jako białkowa baza obiadu.
- Rzadziej – jasny makaron pszenny, przede wszystkim przy okazji “komfortowych” dań jak klasyczne spaghetti z sosem.
Dobrym trikiem jest też mieszanie dwóch rodzajów makaronu w jednym garnku, na przykład pół na pół wersji pełnoziarnistej i strączkowej. Dla wielu osób to łagodniejsza drogą do zmiany przyzwyczajeń, bo smak nie różni się tak bardzo jak przy nagłym przejściu na same strączkowe świderki.
Co ta analiza mówi polskiemu konsumentowi
Choć test przeprowadzono na zagranicznym rynku, mechanizmy wyglądają podobnie do tych znanych z polskich półek. Makaron kojarzony z tradycją i “włoską jakością” często wcale nie oznacza lepszego składu. Również u nas produkty pełnoziarniste i te z dodatkiem roślin strączkowych zwykle wygrywają pod względem odżywczym, choć bywają droższe i mniej promowane.
Warto mieć z tyłu głowy prostą zasadę: im jaśniejszy, bardziej “biały” makaron, tym częściej brakuje mu błonnika i składników mineralnych. Z kolei wyższa cena nie zawsze idzie w parze z lepszym składem, szczególnie gdy płaci się głównie za markę i marketing.
Dla osób dbających o zdrowie kluczowe staje się więc nie tyle ograniczenie makaronu jako takiego, ile świadome wybieranie jego formy. Strączkowe świderki mogą pełnić rolę białkowego dania, pełnoziarniste fusilli – stałej bazy tygodniowego jadłospisu, a klasyczne białe spaghetti – okazjonalnej przyjemności. Ta sama kategoria produktu może więc działać jak zupełnie różne narzędzia w kuchni, w zależności od tego, po jakie opakowanie sięgniemy w sklepie.


