Po Palworld nadchodzi Pickmon: nowa gra na granicy plagiatu?

Po Palworld nadchodzi Pickmon: nowa gra na granicy plagiatu?
4.5/5 - (60 votes)

Po kontrowersjach wokół Palworld na scenę wjeżdża Pickmon, kolejna produkcja z „uroczymi stworkami”, która bez wstydu ociera się o Pokémony.

Nowa gra survivalowa od studia PocketGame już na pierwszych grafikach budzi skojarzenia z hitami Nintendo i głośnym Palworld. Twórcy najwyraźniej uznali, że skoro poprzednie spory prawne nie przyniosły efektu, można pójść o krok dalej i połączyć obie inspiracje w jednym tytule.

Od „Pokémon z bronią” do „kopii kopii”

Palworld narobił sporo szumu, gdy gracze ochrzcili go mianem „Pokémonów z giwerami”. Projekt Pocketpair balansował na krawędzi, korzystając z dobrze znanego schematu łapania stworzeń i budowania więzi z nimi, ale wrzucając to wszystko w brutalny, memiczny klimat survivalu. Nintendo zareagowało pozwem, oskarżając twórców o naruszenie swojej własności intelektualnej, lecz sprawa jak dotąd nie doprowadziła do spektakularnego przełomu.

W tym próżniowym momencie wjeżdża Pickmon. Studio PocketGame, wspierane przez wydawcę Networkgo, nie tylko czerpie z klasycznej formuły Pokémonów, ale także wyraźnie podgląda rozwiązania z Palworld. Efekt? Otwarty świat, stworki do kolekcjonowania, rozbudowa bazy i walka o przetrwanie, czyli miks znanych motywów w nowym opakowaniu.

Pickmon wpisuje się w niebezpieczny trend: gra, która wygląda jak połączenie oryginału z jego kontrowersyjnym naśladowcą.

Co to w ogóle jest Pickmon?

Pickmon to zapowiadana gra survivalowa na PC, osadzona w otwartym świecie. Gracz trafia do niebezpiecznego otoczenia, w którym kluczową rolę odgrywają tytułowe stworki. Można je łapać, trenować, wysyłać do walki, a także wykorzystywać przy rozbudowie bazy i zbieraniu surowców.

Opis brzmi znajomo? Nieprzypadkowo. Mechaniki Pickmonu przypominają po trochu klasyczne gry potworkowe, a po trochu Palworld, gdzie „Pals” służą zarówno jako towarzysze, jak i tania siła robocza w fabrykach i kopalniach.

Znajome kształty i twarze stworków

Najwięcej emocji wzbudzają jak na razie same projekty stworzeń. Na materiałach z gry widać istoty, które mocno przypominają popularne potwory z Pokémonów, a także charakterystyczne Pals z Palworld.

  • jedna z bestii nawiązuje sylwetką do legendarnego smoka znanego fanom Pokémonów,
  • inna przypomina antropomorficzną postać o wyglądzie wojownika, kojarzoną z tytułem Pocketpair,
  • część stworków bazuje na prostym miksie „uroczy plus groźny”, który kojarzy się z japońskimi grami potworkowymi ostatnich dekad.

Różnice oczywiście istnieją – zmieniono detale, proporcje, kolory. Całość nadal jednak sprawia wrażenie stworzonej według jednego, wyświechtanego szablonu, który gracze widzieli już wiele razy.

Prawo, patenty i kreatywne omijanie problemów

Spór wokół Palworld pokazał, jak trudno prawnie udowodnić plagiat w grach wideo. Samo podobieństwo wizualne postaci bywa niewystarczające. Prawnicy częściej szukają naruszeń w konkretnych patentach, mechanikach, nazwach czy znakach towarowych, niż w samym fakcie, że potwór A przypomina potwora B.

Dobrym przykładem jest motyw rzucania kulami do łapania stworzeń. Ten element rozgrywki od lat kojarzy się z serią Nintendo i jest powiązany z określonymi rozwiązaniami prawnymi. Palworld początkowo korzystał z bardzo podobnej mechaniki, lecz projektanci ostatecznie z niej zrezygnowali, by nie ryzykować dalszych problemów.

Granica między inspiracją a naruszeniem praw autorskich w grach bywa płynna. Często o wszystkim decydują drobne, ale bardzo świadome różnice w mechanice.

Zamiast kul – karty

Twórcy Pickmon wyciągnęli wnioski. W ich grze nie łapiemy stworków za pomocą kul, lecz za pomocą kart. Z perspektywy gracza to kosmetyczna różnica – nadal chodzi o zamknięcie istoty w przenośnym przedmiocie i możliwość jej przywołania w dowolnym momencie. Z punktu widzenia prawników to już inne rozwiązanie, bo omija najbardziej „oczywiste” skojarzenia patentowe.

Takie manewry pokazują, jak deweloperzy lawirują pomiędzy inspiracją a ryzykiem pozwu. Mechanika zostaje w zasadzie ta sama, lecz forma i kilka szczegółów zostają zmienione na tyle, by w razie potrzeby bronić się przed zarzutami o kopiowanie.

Dlaczego takie gry powstają mimo ryzyka?

Rynek gier ze stworkami to prawdziwa żyła złota. Marka Pokémon od lat wykręca gigantyczne wyniki sprzedaży – nie tylko gier, ale też kart, gadżetów i filmów. Każdy twórca, który choć trochę zbliży się do tego schematu, ma szansę przyciągnąć fanów spragnionych podobnych doznań, ale w świeższej formie.

Palworld pokazał jeszcze coś innego: mieszanka znanego motywu z kontrowersją potrafi wywołać viral. Wystarczyło połączyć w jednym zdaniu słowa „słodkie stworki” i „broń palna”, by internet eksplodował memami, a sprzedaż gry wystrzeliła. Dla części studiów to sygnał: opłaca się iść po bandzie, nawet jeśli grozi to konfliktem z gigantem.

Cecha Pokémon Palworld Pickmon
Platforma startowa konsole Nintendo PC, konsole PC
Gatunek JRPG, kolekcjonowanie stworzeń survival, otwarty świat survival, otwarty świat
Relacja ze stworkami przyjaźń, przygoda towarzysze i „pracownicy” towarzysze, budowniczowie bazy
Kontrowersje niewielkie zarzuty o plagiat podejrzenia o „kopiowanie kopii”

Czy Nintendo może zatrzymać Pickmon?

Na razie Pickmon nie ma podanej daty premiery. Z zapowiedzi wynika jedynie, że gra ma trafić na PC, o ile po drodze nie pojawi się przeszkoda w postaci pozwu lub innej formy nacisku ze strony większych graczy rynku.

Nintendo wciąż monitoruje sytuację z Palworld, a spór z Pocketpair nie został zamknięty efektownym nokautem. Wiele zależy od tego, jak bardzo Pickmon zbliży się w finalnej wersji do wizualnego i mechanicznego DNA Pokémonów. Jeśli twórcy postawią na bezpieczny dystans, gra prawdopodobnie wyjdzie bez większych turbulencji. Jeśli odważą się na śmielszą zbieżność, konflikt z dużym wydawcą znów trafi na nagłówki serwisów gamingowych.

Pickmon może stać się testem, jak daleko da się przesunąć granicę inspiracji, zanim prawnicy dużych korporacji powiedzą „dość”.

Co to znaczy dla graczy i branży?

Dla części odbiorców Pickmon to po prostu kolejna gra, przy której można spędzić dziesiątki godzin, łapiąc stworki i stawiając kolejne moduły bazy. Dla innych – symbol znużenia wtórnością i recyklingiem tych samych schematów. Coraz częściej widać komentarze, że rynek potrzebuje świeżych pomysłów, a nie trzeciej czy czwartej wariacji na ten sam temat.

Z perspektywy branży taki tytuł jak Pickmon niesie jeszcze inne ryzyko: jeśli podobnych projektów powstanie zbyt wiele, może dojść do kolejnych procesów i zaostrzenia ochrony prawnej. Duże firmy zaczną agresywniej patentować nie tylko konkretne rozwiązania, ale i ogólne motywy. W efekcie mniejszym studiom trudniej będzie legalnie nawiązywać do istniejących hitów, nawet w uczciwej, kreatywnej formie.

Jak rozpoznać, kiedy gra się tylko inspiruje?

Dla zwykłego gracza rozróżnienie bywa trudne, ale da się wypatrzyć kilka sygnałów. Jeśli nowy tytuł:

  • ma bardzo podobny interfejs, układ lokacji i sposób prezentacji walk,
  • kopiuje charakterystyczne proporcje, kolorystykę i detale postaci,
  • powtarza unikatowe mechaniki krok po kroku, zmieniając jedynie nazwy,
  • stosuje marketing oparty na bezpośrednim porównaniu do jednego hitu,

to prawdopodobnie wychodzi daleko poza zwykłą inspirację. Pickmon, przynajmniej na etapie zapowiedzi, zdaje się balansować dokładnie na tej linii: nie kopiuje wszystkiego 1:1, ale rzuca się w oczy jako bardzo bliski krewny dwóch znanych już produkcji.

Dla polskich graczy może to być ciekawy przypadek do obserwowania. Z jednej strony fani survivalu i gier ze stworkami dostają kolejny projekt do listy życzeń na PC. Z drugiej – jeśli sprawa trafi na wokandę, Pickmon może zamienić się w głośny przykład tego, jak mocno branża gier napiera na granice prawa autorskiego i jak twórcy próbują na tym zarobić, nie wychodząc oficjalnie poza ramy legalności.

Prawdopodobnie można pominąć