Nowy intymny gadżet po seksie: cichy „odkurzacz” ma ulżyć milionom kobiet

Nowy intymny gadżet po seksie: cichy „odkurzacz” ma ulżyć milionom kobiet
4.9/5 - (45 votes)

Francuski start-up postanowił wejść dokładnie w ten mało glamour moment i stworzył urządzenie, które ma w kilka sekund usuwać resztki nasienia z pochwy. W zamyśle – mniej dyskomfortu, mniej jednorazowych produktów higienicznych, a więcej realnej wygody po zbliżeniu.

O co chodzi z tym „intymnym odkurzaczem”?

Urządzenie o nazwie Woumer to niewielki, wodoodporny sprzęt, który wygląda raczej jak łazienkowy gadżet wellness niż sprzęt medyczny. Jego zadanie jest proste: delikatnie zassać pozostałe po stosunku płyny z pochwy, by ograniczyć długotrwałe wyciekanie i uczucie wilgoci.

Twórcy mówią o czasie działania rzędu 10 sekund, bez bólu i bez agresywnego efektu „przyssania”. Konstrukcja powstała we współpracy z lekarzami – w projekt zaangażowano ginekologów, położne i seksuologów, którzy mieli pilnować bezpieczeństwa i sensu całej koncepcji.

Urządzenie ma usuwać nadmiar płynów, nie ingerując w naturalny ekosystem bakteryjny pochwy ani w skuteczność wkładki domacicznej.

W odróżnieniu od klasycznego odkurzacza domowego, tu kluczowe są dwie rzeczy: bardzo łagodne podciśnienie i możliwie cicha praca. Producent zapewnia, że nad akustyką urządzenia pracowano specjalnie po to, by można było używać go bez skrępowania, np. w mieszkaniu z cienkimi ścianami.

Dlaczego w ogóle po seksie jest tak nieprzyjemnie?

Dla wielu kobiet „po” to wcale nie jest relaksujący moment. Zamiast spokojnie zasnąć, trzeba kombinować z ręcznikami, wkładkami, papierem toaletowym czy staniem nad sedesem i „odkładaniem grawitacji swojej pracy”. Cały proces może trwać nawet kilka godzin, bo nasienie i inne płyny stopniowo wypływają na zewnątrz.

Tu dochodzi aspekt zdrowotny. Środowisko pochwy jest naturalnie kwaśne, a nasienie – zasadowe. Długie zaleganie nasienia w pochwie może zaburzać równowagę tego delikatnego układu, co sprzyja np. infekcjom bakteryjnym lub grzybiczym u osób podatnych na takie problemy.

  • utrzymująca się wilgoć = odczuwalny fizyczny dyskomfort, otarcia bielizną
  • zasadowy odczyn nasienia może naruszać kwaśne pH pochwy
  • zaburzone pH to wyższe ryzyko stanów zapalnych i infekcji
  • codzienna „awaryjna” higiena po seksie generuje śmieci: chusteczki, ręczniki papierowe, podpaski

Właśnie w tę przestrzeń celuje nowe urządzenie: ma skrócić czas, w którym płyny zalegają w pochwie, a jednocześnie ograniczyć marnowanie jednorazowych produktów higienicznych.

Jak działa Woumer w praktyce?

Z zewnątrz to niewielki, całkowicie wodoodporny sprzęt z wymiennym zbiorniczkiem. Użytkowniczka przykłada końcówkę do wejścia pochwy, uruchamia delikatną aspirację, a płyny trafiają do pojemnika, który potem można umyć pod bieżącą wodą z mydłem.

Nie używa się żadnych dodatkowych płynów ani środków myjących – urządzenie ma jedynie „zebrać nadmiar”, nie płukać pochwy w środku. To spora różnica w porównaniu z dawno już odradzanymi irygacjami dopochwowymi, które wypłukują również pożyteczne bakterie.

Cecha Woumer Klasyczne chusteczki / papier
Czas użycia Ok. 10 sekund kilka wizyt w łazience
Skuteczność zbierania płynów z wnętrza pochwy głównie z zewnętrznych okolic
Odpadki brak, sprzęt wielorazowy sporo śmieci jednorazowych
Wpływ na florę bakteryjną minimalny, bez płukania wnętrza żaden lub irytacja przy intensywnym wycieraniu

Producent mocno podkreśla słowo „łagodny”. Aspiracja ma pozostać płytka, tak aby nie zaburzać działania wkładek domacicznych i nie ciągnąć tkanek w głąb. Konstrukcja i moc ssania dobierano według specjalistów właśnie tak, by nie powodować mikro-urazów śluzówki.

Bezpieczeństwo – co urządzenie robi, a czego nie zastępuje

Największy znak zapytania dotyczy oczywiście bezpieczeństwa: czy to w ogóle dobry pomysł, by coś „odsysało” wnętrze pochwy? Zespół stojący za projektem argumentuje, że działanie ogranicza się do powierzchownych warstw. Urządzenie nie sięga do szyjki macicy, nie może też sięgnąć aż do samej wkładki domacicznej.

Sprzęt służy wyłącznie poprawie komfortu, nie jest metodą antykoncepcji i nie chroni przed chorobami przenoszonymi drogą płciową.

To ważne: najbardziej ruchliwe plemniki docierają w okolice szyjki macicy w ciągu kilku sekund od wytrysku. Żaden, nawet najbardziej wydajny „odkurzacz”, nie cofnie tego procesu. Urządzenie nie może więc być traktowane jak zastępstwo tabletki „po” czy klasycznej antykoncepcji.

Woumer nie zmniejsza też ryzyka zakażenia HIV, kiłą, rzeżączką, chlamydiozą i innymi infekcjami przenoszonymi podczas seksu. Prezerwatywa, badania i odpowiedzialne podejście do życia seksualnego pozostają podstawą, a gadżet jest jedynie dodatkiem do poprawy subiektywnego komfortu.

Ile to kosztuje i dla kogo jest przeznaczone?

Start-up pozycjonuje Woumer jako produkt „premium”. W fazie wprowadzenia na rynek cena wynosi ok. 89 euro, a później ma wzrosnąć do około 139 euro. To spory wydatek jak na gadżet, który nie leczy chorób, tylko poprawia jakość codzienności.

Z drugiej strony urządzenie ma służyć latami, więc twórcy zachęcają, by patrzeć na nie jak na inwestycję, która z czasem amortyzuje się przez mniejsze zużycie podpasek, wkładek i rolek papieru „tylko do użycia po seksie”. W praktyce adresatką są osoby, które:

  • często uprawiają seks waginalny z osobą posiadającą penisa i nasienie,
  • źle znoszą długie wyciekanie i uczucie wilgoci,
  • chcą ograniczyć ilość odpadów higienicznych,
  • mają za sobą nieprzyjemne doświadczenia z nawracającymi infekcjami i szukają nowych rozwiązań.

Urządzenie nie będzie odpowiedzią na potrzeby wszystkich. U części osób tradycyjne sposoby radzenia sobie z „po” są wystarczające i kupowanie elektronicznego gadżetu po prostu nie ma sensu.

Technologia w służbie intymności – krok naprzód czy dziwactwo?

Intymność przez lata pozostawała na marginesie technologicznej innowacji. Pojawiły się co prawda dopracowane wibratory, aplikacje do śledzenia cyklu czy kubeczki menstruacyjne, ale bardzo mało uwagi poświęcano temu nudnemu, lecz realnemu problemowi: co się dzieje godzinę po seksie, kiedy już zgasną emocje, a zaczyna się logistyka.

Woumer uderza dokładnie w tę lukę. Wiele kobiet od razu w internetowych komentarzach przyznało, że taka pomoc brzmi kusząco. Inne uznały pomysł za zbyt „medykalizujący” naturalne procesy – przecież od wieków ciało samodzielnie radzi sobie z usuwaniem nadmiaru nasienia.

Granica między realną pomocą a „gadżetyzacją” kobiecego ciała jest cienka i każda osoba musi sama ocenić, po której stronie chce stanąć.

Nie sposób też pominąć aspektu psychicznego. Dla części użytkowniczek możliwość szybkiego „ogarnięcia” ciała po seksie może zmniejszyć wstyd, poprawić poczucie kontroli i zwyczajnie ułatwić zasypianie. Dla innych dodatkowy krok w łazience będzie raczej zbędnym rytuałem niż wsparciem.

Co jeszcze warto wziąć pod uwagę przed zakupem?

Każda ingerencja w okolice intymne niesie pewne ryzyka. Osoby z bardzo wrażliwą śluzówką, skłonnością do otarć czy przewlekłymi stanami zapalnymi powinny skonsultować pomysł używania takiego urządzenia z ginekologiem. Delikatne, ale powtarzalne podciśnienie może u niektórych powodować podrażnienie, zwłaszcza jeśli sprzęt będzie używany zbyt często lub zbyt dużą siłą ssania.

Warto też pamiętać o podstawowej higienie: dokładnym myciu końcówki i zbiorniczka po każdym użyciu, suszeniu elementów przed złożeniem oraz niewspółdzieleniu urządzenia z innymi osobami. Gadżet, który ma poprawiać komfort, przy złej higienie może stać się nowym źródłem bakterii.

Na szerszym tle Woumer jest kolejnym sygnałem, że rynek technologii zaczyna traktować kobiece potrzeby intymne poważniej. Między jednym kolejnym smartfonem a kolejną aplikacją fitness pojawiają się sprzęty dotykające tematów, o których zwykle mówi się szeptem. Nie każdy będzie ich potrzebował, nie każdy będzie chciał za nie płacić – ale sam fakt, że ktoś w ogóle wziął na warsztat „bałagan po seksie”, sporo mówi o zmianie podejścia do kobiecego komfortu.

Prawdopodobnie można pominąć