Nowy cios w dorabianie do emerytury. Po 2027 r. wielu seniorom zniknie część pieniędzy

Nowy cios w dorabianie do emerytury. Po 2027 r. wielu seniorom zniknie część pieniędzy
Oceń artykuł

Od 2027 roku we Francji ciche przepisy zmienią zasady dorabiania do emerytury.

Najmocniej odczują to osoby przed 67. rokiem życia.

Reforma przeszła niemal bokiem opinii publicznej, bo schowano ją w budżecie systemu ubezpieczeń społecznych. Skutek może być jednak bardzo odczuwalny: praca po przejściu na emeryturę przestanie się naprawdę opłacać setkom tysięcy przyszłych seniorów, szczególnie między 64. a 67. rokiem życia.

Trzy kluczowe progi wiekowe: 64 i 67 lat zmieniają wszystko

Nowe zasady opierają się na trzech etapach życia zawodowego emeryta:

  • przed ukończeniem 64 lat,
  • między 64. a 67. rokiem życia,
  • po ukończeniu 67 lat.

Oficjalnie władze tłumaczą zmiany chęcią ograniczenia „przypadków nadmiernego korzystania z systemu” i skierowania wsparcia do osób o niższych dochodach. W praktyce chodzi też o cięcie kosztów. Szacunki mówią o oszczędnościach rzędu 0,4 mld euro w 2027 roku i aż 1,9 mld euro w 2030 roku.

Reforma nie znosi dorabiania do emerytury, ale mocno je przycina, aż do 67. roku życia. Prawdziwe „wolne dorabianie” zostanie zarezerwowane dla najstarszych roczników.

Eksperci prawa pracy zwracają uwagę, że w ten sposób władze domykają wcześniejsze reformy wiekowe. Cała konstrukcja jest podporządkowana granicy 64 lat, czyli nowemu wiekowi uprawniającemu do emerytury w pełnym wymiarze.

Przed 64. rokiem życia: dorabianie w praktyce bez sensu

Najbardziej dotkliwe zmiany dotyczą osób, które chciałyby przejść na emeryturę wcześniej, a później dorabiać. W tym przedziale wiekowym system zostanie tak ustawiony, by dorabianie przestało mieć realny finansowy sens.

Zasada jest prosta: każde euro zarobione w pracy zostanie „skonsumowane” przez obniżenie wypłacanej emerytury. Czyli łączne wpływy seniora się nie zmienią.

Mechanizm wygląda następująco: emeryt dostaje mniej emerytury dokładnie o taką kwotę, jaką zarobi przy dorabianiu. Cały dodatkowy wysiłek nie podnosi ostatecznie miesięcznego dochodu.

Przykład z życia wzięty:

  • emerytura: 2000 euro miesięcznie,
  • praca na część etatu: 500 euro miesięcznie,
  • po zmianach emerytura zostanie obniżona o 500 euro,
  • łącznie emeryt i tak dostaje 2000 euro.

W efekcie osoba w wieku 62–63 lat, która liczyła na kilka lat spokojniejszej pracy z jednoczesnym pobieraniem emerytury, będzie miała zerowy zysk z dorabiania. Państwo chce w ten sposób skłonić ludzi do pracy w formule emerytury częściowej albo po prostu do dłuższego pozostania w pełnym zatrudnieniu aż do 64 lat.

Między 64. a 67. rokiem życia: dorabianie tylko do limitu

Drugi etap dotyczy osób, które osiągnęły już wiek otwierający prawo do świadczenia (64 lata), ale nie mają jeszcze tak zwanego pełnego wymiaru uprawnień, czyli nie ukończyły 67 lat. Tutaj władze wprowadzają mechanizm częściowego przycinania emerytury.

Według opisu ekspertów, system ma działać w następujący sposób:

Wiek emeryta Sposób dorabiania Skutek finansowy
64–67 lat Dorabianie bez okresu karencji, także u tego samego pracodawcy Przy przekroczeniu rocznego limitu przychodu część emerytury jest redukowana

Państwo ma ustalić roczny próg dochodów – zapowiadano kwotę wyższą niż 7 tys. euro rocznie. Po przekroczeniu tego progu wchodzi w grę tak zwane „obcinanie” emerytury w wysokości 50 procent nadwyżki.

Jak wygląda to w liczbach?

  • próg dochodu z pracy i innych świadczeń: 7000 euro rocznie,
  • emeryt w wieku 65 lat zarabia z dorabiania 9000 euro rocznie,
  • nadwyżka ponad limit: 2000 euro,
  • emerytura roczna zostanie wtedy obniżona o połowę nadwyżki, czyli o 1000 euro.

Dorabianie między 64. a 67. rokiem życia nadal będzie możliwe, lecz ponad określony próg emeryt zacznie realnie tracić część świadczenia. Im wyższe dodatkowe zarobki, tym mocniejsze przycięcie emerytury.

Dla wielu osób, które planowały przejście na emeryturę zaraz po osiągnięciu nowego wieku uprawniającego do świadczenia i liczyły na dodatkowy etat lub zlecenia, równanie finansowe bardzo się skomplikuje. Część z nich może po prostu zdecydować się pozostać dłużej w pełnym zatrudnieniu, by nie tracić na redukcji.

Po ukończeniu 67 lat: pełna swoboda dorabiania

Dopiero po przekroczeniu 67. roku życia wraca pełna swoboda łączenia pracy z emeryturą. W tym wieku uznaje się, że emeryt otrzymuje tak zwany pełny wymiar świadczenia i każde dodatkowe dochody z pracy nie wpływają już na jego wysokość.

Zmienia się też ważny szczegół techniczny. Obecnie, przy powrocie do tego samego pracodawcy, obowiązuje półroczny okres przerwy, zanim senior znów będzie mógł dorabiać. Reforma ma znieść ten wymóg dla nowych roczników – osoba po 67. roku życia będzie mogła kontynuować zatrudnienie lub wrócić do niego bez przerwy, bez żadnego limitu dochodów.

Po 67. urodzinach dorabianie stanie się na papierze najbardziej korzystne: bez limitu, bez okresów karencji, bez przycinania świadczenia.

Trzeba przy tym pamiętać, że łączenie pracy z emeryturą to we Francji zjawisko masowe. W samym 2019 roku w takim modelu funkcjonowało ponad pół miliona osób. System istnieje od końca lat czterdziestych i był już wielokrotnie korygowany, szczególnie w latach 2003 i 2014. Nowa zmiana to kolejny krok w stronę większego uzależnienia opłacalności dorabiania od wieku.

Krytyczne głosy: ryzyko pracy „na czarno” i spadku składek

Prawnicy i ekonomiści ostrzegają, że takie przycinanie możliwości dorabiania może mieć skutek odwrotny do zamierzonego. Do tej pory wielu seniorów oficjalnie łączyło etat lub zlecenia z wypłatą świadczenia, utrzymując poziom życia zbliżony do okresu sprzed emerytury. System, choć kosztowny, był oceniany jako stabilny i raczej akceptowalny społecznie.

Jeśli osoby w wieku 64–67 lat zobaczą, że każda dodatkowa godzina pracy realnie zmniejsza ich emeryturę, część z nich może szukać innych rozwiązań. Eksperci mówią wprost o ryzyku przechodzenia do szarej strefy – zatrudnienia bez umowy albo z zaniżonymi deklarowanymi zarobkami.

Jeśli państwo odbiera część tego, co emeryt uczciwie zarabia, naturalną reakcją bywa szukanie sposobów, by choć fragment dochodu pozostał nieopodatkowany i nieujawniony. W efekcie maleją wpływy ze składek i podatków.

To nie jest drobny problem. Osoby łączące emeryturę z pracą robią to najczęściej z bardzo prostego powodu: chcą utrzymać standard życia, do którego przywykły, spłacić zobowiązania, wesprzeć dorosłe dzieci lub po prostu nie rezygnować z aktywności zawodowej. Kiedy korzyści z legalnego dorabiania zaczynają topnieć, pojawia się silna pokusa, by część zajęć wykonywać poza oficjalnym obiegiem.

Co ta reforma mówi o kierunku zmian w emeryturach

Historia francuskiego dorabiania do emerytury jest ciekawą lekcją dla innych krajów, w tym Polski. Z jednej strony rządy starają się zachęcać ludzi do dłuższej aktywności zawodowej, bo system emerytalny jest pod presją starzejącego się społeczeństwa. Z drugiej – gdy emeryci rzeczywiście chcą pracować, pojawia się pokusa ograniczania kosztów systemu poprzez cięcia i limity.

Nowe reguły dzielą seniorów na trzy kategorie, a każda z nich ma inne bodźce:

  • przed 64 latami: formalnie można łączyć dochody, ale bez realnej korzyści finansowej,
  • 64–67 lat: dorabianie jest częściowo opłacalne, lecz powyżej określonego limitu zaczyna obniżać świadczenie,
  • powyżej 67 lat: pełna swoboda, ale dotyczy to już najstarszej grupy wiekowej.

W dłuższej perspektywie takie rozwiązania mogą skłaniać ludzi do przemyślenia całej strategii kariery. Część osób będzie wolała pracować intensywniej i dłużej przed przejściem na emeryturę, zamiast liczyć na łagodny zjazd z częściowym dorabianiem. Inni będą szukać form zatrudnienia, które łatwiej ukryć lub podzielić na formalne i nieformalne elementy.

Warto też pamiętać o prostej psychologii. Gdy seniorzy widzą, że państwo czy ubezpieczyciel odbiera im część efektów dodatkowej pracy po wielu latach składkowych, rośnie poczucie niesprawiedliwości. Nawet jeśli system księgowo się domyka, pojawia się frustracja i spada zaufanie do reguł gry. A to może ostatecznie okazać się droższe niż krótkoterminowe oszczędności zapisane w budżecie na kolejne lata.

Prawdopodobnie można pominąć