Nowe dane z Europy: jedna na sześć kleszczy przenosi boreliozę

Nowe dane z Europy: jedna na sześć kleszczy przenosi boreliozę
4.8/5 - (34 votes)

Nowe badania z Europy pokazują, że ryzyko zakażenia boreliozą po ukąszeniu kleszcza jest wyższe, niż dotąd sądziło wielu lekarzy i turystów.

Naukowcy przeanalizowali tysiące kleszczy zebranych od ludzi i stworzyli dokładną mapę zagrożenia. Wynik zaskoczył nawet badaczy: mniej więcej co szósty pasożyt niósł bakterię wywołującą boreliozę.

Jedna na sześć kleszczy zakażona boreliozą

Badanie, na które powołują się eksperci, prowadzono we Francji, ale jego wnioski są ważne także dla Polaków. Klimat i gatunki kleszczy są tam zbliżone do naszych, więc wyniki dobrze pokazują, z jakim ryzykiem realnie mamy do czynienia w Europie Środkowej.

Wśród 2 009 kleszczy, które ugryzły ludzi, aż 15,4% przenosiło bakterię Borrelia burgdorferi – główną przyczynę boreliozy. To w praktyce mniej więcej jeden osobnik na sześć.

To spore zaskoczenie, bo wielu spacerowiczów wciąż zakłada, że zakażony jest „promil” kleszczy. Badanie obala ten mit: ryzyko istnieje przy każdym wyjściu do lasu, parku czy na łąkę, zwłaszcza wiosną i latem.

Czym jest borelioza i jak się objawia

Borelioza to choroba bakteryjna wywoływana przez Borrelia burgdorferi. Do zakażenia dochodzi po ukąszeniu przez zakażonego kleszcza. Sam moment wkłucia zwykle nie boli, dlatego wiele osób nawet go nie zauważa.

Najbardziej charakterystyczny, choć nie zawsze obecny, jest rumień wędrujący – czerwona plama wokół miejsca ukąszenia, często rozszerzająca się i przypominająca tarczę strzelniczą. Do tego mogą dojść:

  • gorączka lub stan podgorączkowy
  • silne zmęczenie
  • bóle głowy
  • bóle mięśni i stawów

Przy wczesnym rozpoznaniu leczenie antybiotykiem zazwyczaj działa bardzo dobrze. Problem zaczyna się, gdy ktoś zbagatelizuje objawy lub w ogóle ich nie zauważy.

Nieleczona borelioza może prowadzić do przewlekłych zapaleń stawów, porażeń nerwów, zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, zaburzeń pracy serca i długotrwałych zmian skórnych.

Ogromny program, tysiące kleszczy i mapa zagrożenia

Opisane dane pochodzą z dużego programu badań partycypacyjnych, w którym udział brało ponad 26 tysięcy osób. W latach 2017–2019 mieszkańcy Francji zgłaszali ukąszenia, przesyłali kleszcze do analizy i podawali miejsce, w którym doszło do kontaktu z pasożytem.

Na tej podstawie badacze zebrali i przebadali 2 009 kleszczy, które faktycznie ugryzły ludzi. Nie analizowali przypadkowych osobników z traw czy krzewów, tylko te, które już znalazły żywiciela. To duża różnica – pozwala lepiej ocenić realne, a nie tylko teoretyczne zagrożenie.

Naukowcy rozłożyli próbę równomiernie na poszczególne regiony, badając od około 100 do 300 kleszczy na każdy obszar. Dzięki temu powstała mapa, która jasno pokazuje, gdzie ludzie są najczęściej narażeni na kontakt z zakażonym pasożytem. Najwyższe odsetki dodatnich wyników zaobserwowano w regionach wschodnich i w centralnej części kraju.

Dominujący gatunek – dobrze znany także w Polsce

Aż 94% przebadanych osobników należało do gatunku Ixodes ricinus. To właśnie ten kleszcz jest najczęstszy także w Polsce, więc wyniki można śmiało uznać za bardzo istotne dla naszego regionu.

Patogen wykryty u kleszczy Odsetek zakażonych osobników Jaką chorobę wywołuje
Borrelia burgdorferi 15,4% borelioza
Anaplasma phagocytophilum 7,1% anaplazmoza granulocytarna
Neoehrlichia mikurensis 2,9% neoehrlichioza
Babesia spp. 1,3% babeszjoza

Badanie pokazało też, że 4,5% kleszczy przenosiło co najmniej dwa różne patogeny jednocześnie. To może tłumaczyć, dlaczego u części pacjentów przebieg choroby bywa cięższy lub bardziej nietypowy, niż wynikałoby to z jednego zakażenia.

Nie tylko borelioza: cały pakiet chorób odkleszczowych

W Polsce najczęściej mówi się o boreliozie i kleszczowym zapaleniu mózgu. Francuscy badacze przypominają, że lista zagrożeń jest dłuższa. Zakażenia Anaplasma phagocytophilum mogą prowadzić do wysokiej gorączki, dreszczy i zaburzeń morfologii krwi. Babesia spp. uszkadza krwinki czerwone, co przypomina w pewnym stopniu malarię – pojawia się anemia, osłabienie, bóle mięśni.

Kleszcz może być jednocześnie nosicielem kilku drobnoustrojów, a objawy u chorego nakładają się na siebie, przez co lekarz ma trudniejsze zadanie diagnostyczne.

Naukowcy zwracają uwagę, że choroby te mogą występować także u zwierząt domowych, zwłaszcza psów. Dla właścicieli to dodatkowa motywacja, by stosować preparaty ochronne nie tylko na własnej skórze, lecz także u pupili.

Siła nauki obywatelskiej: zwykli ludzie pomagają badaczom

Ciekawostką w całym projekcie jest to, że bez udziału obywateli nie udałoby się zebrać tak dużej próbki. Tysiące osób zgłaszało ukąszenia, wysyłało kleszcze i podawało dane o miejscu kontaktu z pasożytem.

Badacze podkreślają, że klasyczne projekty terenowe mają ograniczenia: trudno objąć nimi cały kraj, a tym bardziej uzyskać reprezentatywną próbę kleszczy, które faktycznie żerują na ludziach i zwierzętach domowych. Tu sytuacja wyglądała inaczej – naukowcy dostali dokładnie takie próbki, z jakimi na co dzień stykają się mieszkańcy.

We Francji działa aplikacja mobilna zachęcająca do zgłaszania ukąszeń zarówno ludzi, jak i zwierząt. Użytkownik wysyła zdjęcie, lokalizację, opis sytuacji. Te dane zasilają kolejne analizy i pozwalają tworzyć coraz dokładniejsze modele ryzyka.

Modelowanie ryzyka: gdzie i kiedy kleszcze gryzą najczęściej

Na podstawie zebranych informacji naukowcy prowadzą teraz prace nad modelami, które mają wyjaśnić różnice między regionami. Biorą pod uwagę m.in. typ krajobrazu, rodzaj lasów, zagęszczenie zwierzyny, wilgotność, temperaturę i nawyki mieszkańców.

Celem jest stworzenie narzędzi, które pozwolą przewidzieć, gdzie ryzyko ukąszenia zakażonym kleszczem będzie w najbliższych latach najwyższe. Taka wiedza może pomóc w planowaniu kampanii edukacyjnych, szczepień przeciw kleszczowemu zapaleniu mózgu czy prostych działań, jak koszenie traw i utrzymywanie przejrzystych ścieżek.

Jak realnie zmniejszyć ryzyko po ukąszeniu kleszcza

Wnioski z badań są mało komfortowe: nie da się już udawać, że kleszcze to rzadki problem, który „pewnie mnie nie dotyczy”. Na szczęście wiele da się zrobić na poziomie codziennych nawyków. Warto na przykład:

  • zakładać długie spodnie i skarpetki podczas spacerów po lesie i wysokiej trawie
  • używać repelentów przeznaczonych do ochrony przed kleszczami
  • po powrocie do domu dokładnie obejrzeć ciało, szczególnie zgięcia kolan, pachwiny, skórę głowy i za uszami
  • szybko usuwać kleszcza pęsetą, chwytając go jak najbliżej skóry i wyciągając zdecydowanym ruchem
  • obserwować miejsce ukąszenia i w razie wątpliwości skonsultować się z lekarzem

Im krócej kleszcz pozostaje w skórze, tym mniejsze ryzyko zakażenia. Warto też robić zdjęcie miejsca wkłucia – ułatwia to późniejszą konsultację z lekarzem, szczególnie gdy pojawi się podejrzana wysypka.

Borelioza w statystykach a borelioza w życiu codziennym

Liczby z badania wyglądają groźnie, ale nie oznaczają, że każda wyprawa do lasu skończy się chorobą. Zakażenie zależy od wielu czynników: czasu żerowania kleszcza, liczby bakterii, reakcji układu odpornościowego, a także od tego, czy osoba w porę zauważyła objawy i zgłosiła się po pomoc.

W praktyce najwięcej problemów pojawia się tam, gdzie brakuje wiedzy. Część chorych przez miesiące leczona jest na „migreny”, „stany lękowe” czy „bóle kręgosłupa”, podczas gdy przyczyna leży w przeszłym ukąszeniu kleszcza. Dlatego rośnie znaczenie rzetelnej informacji – zarówno dla lekarzy, jak i dla zwykłych spacerowiczów.

Badanie z Francji pokazuje jeszcze jedną ważną sprawę: naukowcy zyskują nowe narzędzia, ale bez świadomości społecznej i codziennych nawyków profilaktyka nie zadziała. Proste rzeczy – jak sprawdzenie skóry po grzybobraniu, użycie repelentu albo ochrona psa – w praktyce decydują o tym, czy statystyka „jedna na sześć” pozostanie tylko liczbą z raportu, czy przełoży się na czyjeś realne problemy zdrowotne.

Prawdopodobnie można pominąć