Mam go znów! Afrykański ssak uznany za zaginiony wraca na mapę

Mam go znów! Afrykański ssak uznany za zaginiony wraca na mapę
Oceń artykuł

Przez ponad 20 lat biolodzy byli przekonani, że ten niezwykły afrykański ssak zniknął z jednego z krajów na zawsze.

Naukowcy przeszukiwali parki narodowe, analizowali tropy, rozstawiali sprzęt. W raportach powtarzało się jedno: cisza. Aż do momentu, gdy w senegalskiej dżungli wreszcie zarejestrowała go cicha, niepozorna kamera ukryta przy wyschniętym korycie rzeki.

„Zaginiony” mieszkaniec sawanny znów przed kamerą

W Senegalu przez długie lata panowało przekonanie, że pangolin olbrzymi, nazywany też „łuskowatym mrówkojadem”, zniknął z lokalnych ekosystemów. Ostatnie oficjalne stwierdzenie obecności tego gatunku pochodziło z 1999 roku, a wcześniejsze zdjęcia sięgały lat 60. XX wieku.

Między lutym a majem 2023 roku zespół Panthera Senegal wspólnie z Dyrekcją Parków Narodowych rozstawił ponad 200 fotopułapek w Parku Narodowym Niokolo-Koba na wschodzie kraju. Główny cel był zupełnie inny: monitorowanie dużych drapieżników, takich jak lwy czy lamparty. Okazało się jednak, że kamery uchwyciły aż 45 gatunków ssaków ważących powyżej 200 gramów.

W nocy z 7 na 8 marca 2023 roku, o godzinie 1:37, jedna z kamer przy wyschniętej rzece zarejestrowała charakterystyczną sylwetkę pokrytą łuskami. Na nagraniu widać dorosłego pangolina olbrzymiego (Smutsia gigantea), który spokojnie przemieszcza się pomiędzy konarami i osadami rzecznymi.

Pojawienie się pangolina na nagraniu to pierwsza udokumentowana obserwacja tego gatunku w Senegalu od 1999 roku i zarazem pierwsza fotografia od 1967 roku.

Badacze zwracają uwagę, że zwierzę uchwycono w lesistej dolinie rzecznej w wschodniej części parku, a więc w innym rejonie niż wcześniejsze obserwacje, koncentrujące się wokół obszaru Simenti. Przy ponad 9 tysiącach kilometrów kwadratowych powierzchni, Niokolo-Koba wyrasta dziś na jedną z kluczowych ostoi zagrożonych gatunków w całej Afryce Zachodniej.

Gdzie jeszcze przetrwał pangolin olbrzymi

Pangolin olbrzymi to największy przedstawiciel pangolinów w Afryce. Występuje w sposób rozproszony od Senegalu aż po zachodnią część Kenii. Taka rozległa mapa nie oznacza jednak komfortowej sytuacji. Coraz więcej luk, coraz więcej „białych plam” wskazuje na lokalne zaniki populacji.

Gatunek figuruje na Czerwonej Liście IUCN jako „zagrożony wyginięciem” (Endangered). Naukowcy wskazują trzy główne czynniki spadku liczebności:

  • wylesianie i fragmentacja siedlisk,
  • rozszerzanie pól uprawnych i infrastruktury,
  • kłusownictwo na mięso oraz nielegalny handel łuskami.

W wielu parkach Afryki Zachodniej istnieje silne podejrzenie, że te zwierzęta już wyginęły lokalnie. Łączone programy monitoringu, czasem trwające latami, nie przynosiły żadnych wiarygodnych potwierdzeń obecności, mimo stosowanych metod terenowych i rozmów z mieszkańcami okolicznych wsi.

W praktyce oznacza to, że w części obszarów pangolin istnieje już tylko w pamięci najstarszych strażników i myśliwych, a nie w aktualnych danych naukowych.

Tryb życia, który sprzyja znikaniu z radaru

Pangolin olbrzymi korzysta z szerokiej gamy środowisk: od lasów wilgotnych, przez zadrzewione sawanny, mozaiki lasów i trawiastych polan, aż po lasy nadrzeczne. Najczęściej kojarzy się go właśnie z takimi korytarzami leśnymi wzdłuż rzek, gdzie łączy się gęsta roślinność, mnóstwo kryjówek i bogactwo mrówek oraz termitów – głównego pożywienia.

To zwierzę prowadzi nocny i wybitnie samotniczy tryb życia. Dni spędza w głębokich norach lub w ukryciu pod wykrotami i w gęstych zaroślach. Po zmroku wyrusza na żer. Taka strategia bardzo utrudnia jego wykrywanie, nawet jeśli w danym miejscu wciąż występuje.

Większość klasycznych metod monitoringu w parkach narodowych projektuje się pod kątem dużych kotowatych lub roślinożernych ssaków kopytnych. Ich trasy, odchody czy ślady racic łatwiej zidentyfikować. Pangolin zostawia o wiele subtelniejsze ślady. Niezależne badania pokazują, że nawet w obszarach, gdzie wiemy o jego obecności, fotopułapki rejestrują te zwierzęta bardzo rzadko.

Jak fotopułapki zmieniają losy „zaginionych” gatunków

Historia z Niokolo-Koba świetnie pokazuje, jak zmienia się narzędziownik biologów terenowych. Fotopułapki, które działają bez przerwy przez wiele tygodni, reagują na ruch i ciepło. Nie męczą się, nie hałasują, nie ingerują w środowisko. A przy tym rejestrują zarówno lwy, jak i płochliwe, mało znane ssaki.

Narzędzie Co daje w przypadku pangolina olbrzymiego
Fotopułapki Szansa na rejestrację rzadkich, nocnych wizyt przy ścieżkach i korytach rzek
Wywiady z lokalnymi społecznościami Informacje o polowaniach, tradycyjnych wierzeniach, częstotliwości spotkań
Analiza śladów i nor Wskazówki co do aktywnych terytoriów i możliwych korytarzy migracji

W Senegalu pełen obraz zaczyna się dopiero wyłaniać. Jedno nagranie nie mówi wszystkiego: nie wiadomo, czy w parku żyje kilka osobników, mała rozproszona populacja, czy też pojedynczy „ostatni mieszkaniec”. Dla planowania ochrony potrzebne są kolejne dane, w tym powtórne rejestracje w innych częściach Niokolo-Koba.

Jedno zdjęcie przez sekundę potrafi odwrócić bieg dyskusji – z „ten gatunek już tu nie żyje” na „wciąż mamy szansę go chronić”.

Dlaczego ten gatunek jest tak mocno na celowniku kłusowników

Pangoliny zalicza się do najczęściej przemycanych ssaków na świecie. Łuski, zbudowane z keratyny, wciąż pojawiają się w nielegalnym handlu, mimo coraz ostrzejszych przepisów i rosnącej świadomości. W wielu regionach Afryki mięso pangolina trafia też na lokalne targowiska jako drogi, „egzotyczny” produkt.

W Afryce Zachodniej przejście od tradycyjnego, okazjonalnego polowania do silnie zorganizowanego handlu oznacza dla gatunku ogromne obciążenie. Mniejsze, rozproszone populacje nie mają szans się odbudować, gdy rocznie ginie choćby kilka dorosłych osobników z jednego fragmentu lasu.

Co może uratować pangolina olbrzymiego

Specjaliści od ochrony przyrody wskazują na trzy kluczowe kierunki działań w tej części kontynentu:

  • wzmocnienie nadzoru nad handlem dzikimi zwierzętami i punktami przerzutowymi,
  • utrzymanie dużych, połączonych ze sobą obszarów leśnych i sawannowych,
  • dostosowanie metod monitoringu do dyskretnego trybu życia pangolinów.

Z Niokolo-Koba płynie jasny sygnał: nawet przy ograniczonych zasobach dobrze zaplanowane rozmieszczenie fotopułapek pozwala dostrzec gatunki, które zniknęły z oczu strażników. Połączenie tych danych z działaniami antykłusowniczymi oraz pracą z lokalnymi społecznościami może jeszcze odwrócić losy pangolina w regionie.

Dlaczego „powrót” jednego ssaka ma znaczenie dla wszystkich

Pytanie, czy w jednym parku żyje kilka czy kilkanaście osobników, może wydawać się abstrakcyjne dla kogoś, kto nigdy nie widział tego zwierzęcia na żywo. W ochronie przyrody to jednak różnica między wyginięciem lokalnym a wciąż istniejącą szansą na odrodzenie.

Jeżeli gatunek przetrwa choćby w jednym, dobrze zabezpieczonym obszarze, łatwiej zaplanować tworzenie korytarzy ekologicznych, dosadzanie drzew czy działania edukacyjne w sąsiednich krajach. Taki „ostatni bastion” staje się punktem odniesienia dla całej strategii ochrony w Afryce Zachodniej.

Historia pangolina olbrzymiego w Senegalu pokazuje też coś, co rzadko przebija się do codziennych informacji: natura potrafi zaskoczyć, ale wymaga czasu, cierpliwości i prostych, konsekwentnie stosowanych narzędzi. Zwykła, nieruchoma kamera przy wyschniętym korycie rzeki zmieniła status gatunku z „najpewniej zniknął” na „ciągle ma szansę”. A to już zupełnie inny punkt wyjścia do rozmowy o przyszłości afrykańskich sawann i lasów.

Prawdopodobnie można pominąć