Małżeństwo emerytów ukryło milionowe oszczędności i brało zasiłki

Małżeństwo emerytów ukryło milionowe oszczędności i brało zasiłki
4.6/5 - (46 votes)

Starsze małżeństwo ze Szwajcarii przez lata żyło jak wzorowi emeryci, a jednocześnie korzystało z hojnych dodatków socjalnych.

Dopiero po dekadzie wyszło na jaw, że za skromnym wizerunkiem krył się majątek na bankowych kontach i misternie zaplanowane oszukiwanie systemu. Sprawa wstrząsnęła lokalnymi władzami i szybko stała się ostrzeżeniem dla innych, którzy kuszą się na „sprytne” kombinacje z zasiłkami.

Dziesięć lat życia na koszt państwa

Małżeństwo szwajcarskich emerytów, dziś w wieku około 75 lat, przez dziesięć lat pobierało świadczenia społeczne, do których nie miało prawa. W tym czasie otrzymali w sumie około 280 tysięcy franków, czyli mniej więcej 304 tysiące euro, w formie różnych dodatków do emerytury.

Oficjalnie przedstawiali się jako para o skromnych dochodach. W dokumentach podawali jedynie podstawową rentę emerytalną w wysokości około 1419 franków miesięcznie, odpowiednik mniej więcej 1535 euro. W deklaracjach składanych urzędnikom wpisali też, że posiadają zaledwie 70 tysięcy franków oszczędności, rozłożonych na trzech rachunkach bankowych.

Przez lata uchodzili za typowych, niezamożnych seniorów, chociaż w rzeczywistości dysponowali kapitałem przekraczającym milion franków.

Rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. W toku późniejszych ustaleń wyszło na jaw, że wcale nie mieli trzech kont, lecz co najmniej siedem. Na nich zgromadzili łącznie aż 1 050 000 franków, czyli w przybliżeniu 1,14 miliona euro. Mimo takiego majątku regularnie składali wnioski o pomoc socjalną, w tym o dodatki do emerytur, przeznaczone dla osób faktycznie ubogich.

Kontrole nic nie wykazały, a oni zakładali kolejne konto

Sprawa jest dla urzędów szczególnie niewygodna, bo małżeństwo przechodziło kontrole w 2018 i 2021 roku. Pracownicy pytali ich wprost o sytuację finansową i posiadane środki.

Seniorzy spokojnie podtrzymywali swoją wcześniejszą wersję – mówili o skromnych oszczędnościach i nie przyznawali się do istnienia pozostałych rachunków. Zamiast ograniczyć ryzyko, poszli o krok dalej i otworzyli ósme konto bankowe, na które przelali kolejne 30 tysięcy franków, czyli w granicach 32,5 tysiąca euro.

W praktyce przez całą dekadę korzystali z publicznych pieniędzy, żyjąc wygodnie i nie dotykając prawie własnych oszczędności. Dla systemu pomocy społecznej oznaczało to, że środki, które powinny trafić do osób w realnej potrzebie, zasilały portfel ludzi z milionowym majątkiem.

Jak działał ich schemat oszustwa

  • zaniżali dochód, podając wyłącznie podstawową emeryturę państwową,
  • zaniżali majątek, zgłaszając tylko część kont bankowych,
  • nie informowali o dodatkowych rachunkach i lokatach,
  • mimo pytań w trakcie kontroli trzymali się fałszywych danych,
  • w międzyczasie zakładali nowe konto, by rozproszyć oszczędności.

Taki sposób działania pozwolił im formalnie spełniać kryteria dochodowe i majątkowe wymagane do przyznania świadczeń. W dokumentach wyglądali jak typowe, niezamożne małżeństwo, zależne od wsparcia państwa.

Dobrowolne przyznanie się i zwrot całej kwoty

Po latach kombinowania para zdecydowała się sama zgłosić do urzędów. Z relacji wynika, że to oni pierwsi przyznali, że zataili część majątku i pobierali pieniądze, które im się nie należały. Wraz z przyznaniem się oddali pełną kwotę nienależnych świadczeń.

Ten gest mógł zadziałać łagodząco, lecz nie wyzerował odpowiedzialności karnej. Prokuratura w Zurychu uznała, że mamy do czynienia nie z jednorazową pomyłką, ale z długotrwałym i zaplanowanym procederem. Świadomie składali fałszywe deklaracje, a każdy kolejny rok potwierdzał, że nie zamierzają z tego zrezygnować.

Zwrot pieniędzy nie oznacza braku kary – szczególnie gdy chodzi o dziesięć lat celowego oszukiwania systemu.

Srogie konsekwencje: grzywny i kara finansowa w zawieszeniu

Prokuratura wymierzyła każdemu z małżonków osobną karę. Obydwoje otrzymali grzywnę w wysokości 3600 franków, co daje około 3894 euro. Do tego doszły opłaty sądowe po 1000 franków na osobę, czyli mniej więcej 1081 euro.

To jednak nie wszystko. Na oboje nałożono również karę finansową z warunkowym zawieszeniem wykonania. Jej wysokość to 14 400 franków na osobę, co odpowiada w przybliżeniu 15 577 euro. Zastosowano kwalifikację prawną określaną jako „oszustwo zawodowe”, która w szwajcarskim prawie odnosi się do działania prowadzonego w sposób ciągły, z nastawieniem na zysk i przy wykorzystaniu szczególnej przebiegłości.

Rodzaj sankcji Kwota na osobę (w frankach) Odpowiednik w euro (około)
Grzywna 3 600 3 894
Opłaty sądowe 1 000 1 081
Kara finansowa w zawieszeniu 14 400 15 577

Sędziowie uznali, że sama utrata bezprawnie uzyskanych środków i upublicznienie sprawy nie wystarczą jako przestroga. Kara ma pełnić funkcję sygnału dla innych, że podobne pomysły mogą skończyć się bardzo kosztownie.

Dlaczego system socjalny tak łatwo dał się oszukać

Sprawa pokazuje ograniczenia kontroli w systemach pomocy społecznej, nie tylko w Szwajcarii. Urzędy w dużej mierze opierają się na oświadczeniach składanych przez wnioskujących. Formalne kontrole odbywają się raz na jakiś czas, a dostęp do pełnych danych bankowych bywa utrudniony z powodu tajemnicy bankowej i przepisów o ochronie prywatności.

W praktyce oznacza to, że jeśli ktoś celowo i konsekwentnie ukrywa majątek, może przez dłuższy czas pozostawać niewykryty. Zwłaszcza gdy nie ostentacyjnie wydaje pieniądze, prowadzi spokojne życie i buduje wizerunek przeciętnego seniora.

Ryzyko dla uczciwych beneficjentów

Dla osób, które realnie potrzebują zasiłków, takie afery są szczególnie bolesne. Każda głośna historia nadużyć budzi w opinii publicznej pytania, czy świadczenia nie są zbyt łatwo dostępne i czy nie należałoby ich zaostrzyć.

Urząd, który wypłacił kilkaset tysięcy franków nieuprawnionym beneficjentom, może później zaostrzać kryteria i podkręcać kontrole. Ucierpieć mogą wtedy osoby o niskich dochodach, zmuszone do przedstawiania coraz większej liczby dokumentów i mierzące się z podejrzliwością urzędników.

Czego uczy ta historia i jakie grożą ryzyka

Opisany przypadek wyraźnie pokazuje, że granica między „drobym nagięciem rzeczywistości” a pełnowymiarowym przestępstwem bywa bardzo cienka. Na początku często pojawia się myśl, że nikt nie zauważy jednego pominiętego konta czy drobnej oszczędności. Z czasem to przeradza się w długotrwały proceder, z którego trudno się wycofać.

W większości krajów europejskich służby coraz lepiej wymieniają się danymi, a urzędy częściej łączą informacje z różnych rejestrów. To zwiększa szanse na wykrycie zatajonych dochodów lub majątku. Kto zdecydowanie nagina fakty, może po kilku latach usłyszeć zarzuty i stanąć przed sądem, nawet jeśli wcześniej udało mu się przejść przez kilka kontroli bez problemu.

Sprawa szwajcarskich emerytów pokazuje też praktyczny aspekt: zwrot całej nienależnej kwoty wcale nie zamyka tematu. Można oddać wszystko co do franka, a i tak otrzymać wysokie grzywny, dodatkowe kary w zawieszeniu i do końca życia żyć z etykietą osoby skazanej za oszustwo. Dla wielu seniorów, którzy przez lata budowali reputację uczciwych ludzi, właśnie ten wizerunkowy koszt bywa najbardziej dotkliwy.

Prawdopodobnie można pominąć