Homogenocen: nowa epoka, w której wszędzie żyją te same gatunki

Homogenocen: nowa epoka, w której wszędzie żyją te same gatunki
4.6/5 - (48 votes)

Na całej planecie zachodzi cicha zmiana: lokalne, wyspecjalizowane gatunki znikają, a ich miejsce zajmuje garstka zwierząt i roślin, które radzą sobie dosłownie wszędzie.

Biolodzy nazywają ten proces wejściem w homogenocen – epokę, w której życie na Ziemi staje się coraz bardziej ujednolicone. Dla przeciętnego obserwatora krajobraz nadal wygląda „zielono” i pełno w nim zwierząt, ale w skali globalnej to, co żyje w miastach, rzekach, lasach i oceanach, zaczyna się niepokojąco wyrównywać.

Czym jest homogenocen i skąd wziął się ten termin

Homogenocen to określenie epoki, w której działalność człowieka stopniowo wyrównuje skład gatunkowy różnych regionów. Zamiast wielu unikalnych ekosystemów mamy coraz częściej podobne zestawy organizmów, powtarzające się na różnych kontynentach.

Silnie korzystają na tym tzw. gatunki ogólne, bardzo elastyczne i niewybredne. Potrafią żyć w miastach, polach uprawnych, parkach, portach, a nawet oczyszczalniach ścieków. Towarzyszą ludziom w podróżach, ukrywają się w ładowniach statków, tirach, kontenerach czy doniczkach z ozdobnymi roślinami.

Homogenocen opisuje nie tylko masowe wymieranie, ale też coraz większe podobieństwo ekosystemów – zamiast lokalnego bogactwa, widzimy te same gatunki w wielu miejscach.

W przeciwnej sytuacji są gatunki wyspecjalizowane. Zależne od konkretnego lasu, rzeki, rafy czy jednego typu pokarmu, nie potrafią szybko przystosować się do betonu, autostrad czy monokultur rolniczych. Kiedy ich siedlisko znika lub zmienia się zbyt mocno, tracą szansę na przetrwanie.

Gatunki ogólne kontra specjaliści: kto wygrywa w epoce człowieka

Biolodzy zwykle dzielą gatunki na dwie skrajnie różne grupy:

  • Gatunki ogólne – elastyczne, żywią się wieloma rzeczami, znoszą hałas, zanieczyszczenia, zmiany temperatury. Typowe przykłady to gołębie miejskie, szczury, myszy, karaluchy, niektóre gatunki mew czy ryb słodkowodnych.
  • Gatunki wyspecjalizowane – mocno związane z określonym środowiskiem lub jednym typem pokarmu, np. ptaki żyjące tylko w starych, dziuplastych lasach, ryby wymagające krystalicznie czystych górskich potoków czy rośliny rosnące wyłącznie na określonych glebach.

Cywilizacja sprzyja tym pierwszym. Miasta dostarczają im jedzenia w praktycznie nieograniczonej ilości: śmieci, zboża, resztki jedzenia, zieleńce, magazyny. Rozwój rolnictwa daje im gigantyczne „stołówki” w postaci pól, plantacji i silosów. Do tego transport ułatwia im kolonizację kolejnych kontynentów.

Gatunki wyspecjalizowane przegrywają w tym wyścigu. Znikają lasy łęgowe, torfowiska, naturalne rzeki biegnące z licznymi zakolami, pierwotne lasy, rozległe łąki. Tam, gdzie wcześniej rosły unikalne rośliny i żyły rzadkie bezkręgowce, pojawiają się parkingi, centra logistyczne lub zmeliorowane pola.

Im prostszy i bardziej ujednolicony krajobraz tworzy człowiek, tym mniej miejsca zostaje dla wyspecjalizowanych gatunków, a tym więcej dla kilku „zwycięzców globalizacji”.

Jak zmienia się krajobraz przyrody na naszych oczach

Na wielu kontynentach opisywany proces wygląda podobnie: lokalne gatunki znikają, a ich miejsce zajmują te same zwierzęta i rośliny powtarzające się na kolejnych mapach występowania.

Dobrym przykładem są wyspy. Przez tysiące lat izolacji powstawały tam niezwykle oryginalne formy życia, często pozbawione naturalnych drapieżników. Wystarczyło, że człowiek przywiózł tam koty, psy, szczury czy mangusty, by ukształtowany przez wieki porządek załamał się w kilka dekad.

Opisano choćby historię nielotnego ptaka z Fidżi. Ten ptak doskonale radził sobie w środowisku, w którym nie musiał uciekać przed lądowymi drapieżnikami. Po wprowadzeniu drapieżnych ssaków stał się dla nich łatwym łupem i zniknął, a niszę zajęły zupełnie inne zwierzęta, przystosowane do nowej rzeczywistości.

Podobne zmiany widać w rzekach i jeziorach. Wiele miejscowych gatunków ryb wypierają gatunki wsiedlane przez człowieka w celach gospodarczych lub rekreacyjnych. Granice między fauną Europy, Ameryki czy Azji zaczynają się rozmywać – w kolejnych zbiornikach wodnych pływają te same, łatwo adaptujące się ryby.

Ujednolicenie życia to nie tylko mniej gatunków, ale też słabsze ekosystemy

Gdy te same gatunki dominują w coraz większej liczbie miejsc, spada nie tylko liczba gatunków. Zmieniaj się też relacje między organizmami. Tracimy całe sieci zależności: owady zapylające powiązane z jednym typem kwiatu, grzyby i drzewa rosnące w ścisłej symbiozie, drapieżniki kontrolujące populacje swoich ofiar.

Każdy zanikający gatunek niesie ze sobą unikalną historię ewolucyjną. Często mówimy o milionach lat przystosowywania się do konkretnego klimatu, gleby, pokarmu. Kiedy taki gatunek znika, znika też zestaw cech, który już nigdy nie odtworzy się w identycznej formie.

Niektóre gatunki są jak rzadkie książki, których nikt nigdy nie zdigitalizował – gdy znikają, całe „rozdziały” historii życia przestają istnieć.

Homogenizacja dotyczy już nie tylko lądów. W oceanach rozprzestrzeniają się organizmy przyczepione do kadłubów statków, transportowane w wodach balastowych lub hodowane w akwakulturach i uciekające do środowiska naturalnego. W rzekach zmiany przyspieszają budowy zapór, regulacja koryt, zanieczyszczenia i intensywne rybactwo.

Czynniki napędzające homogenocen

Czynnik Jak wpływa na ujednolicenie przyrody
Urbanizacja Tworzy rozległe, podobne do siebie środowiska miejskie, idealne dla kilku gatunków ogólnych.
Rolnictwo intensywne Zastępuje złożone krajobrazy mozaiką pól, często z jedną uprawą, co faworyzuje niewielką grupę organizmów.
Globalny transport Przenosi gatunki między kontynentami, ułatwia inwazje i mieszanie fauny oraz flory.
Zmiana klimatu Wypycha wiele gatunków z dotychczasowych zasięgów, zmusza je do migracji lub skazuje na zanik.
Eksploatacja zasobów Przełowienie, wycinka lasów i wydobycie surowców niszczą siedliska wrażliwych gatunków.

Czy homogenocen można zatrzymać albo chociaż spowolnić

Choć kierunek zmian wygląda pesymistycznie, badacze podkreślają, że część procesów można odwrócić lub przynajmniej przyhamować. W wielu miejscach świata, tam gdzie ludzie przywracają zniszczone środowiska, zaczyna się powolny powrót rzadkich gatunków.

Sprzyjają temu między innymi działania takie jak:

  • odtwarzanie naturalnych lasów i mokradeł, zamiast sadzenia jednego gatunku drzewa na wielkich powierzchniach,
  • renaturyzacja rzek – przywracanie meandrów, stref zalewowych, ograniczanie betonu w korytach,
  • zmiana praktyk rolniczych: pasy kwietne, miedze, zadrzewienia śródpolne, mniejsza chemizacja,
  • kontrola gatunków inwazyjnych, zwłaszcza na wyspach i w cennych obszarach przyrodniczych,
  • tworzenie sieci obszarów chronionych połączonych korytarzami ekologicznymi.

W niektórych krajach po przywróceniu naturalnych siedlisk wracają gatunki uznane wcześniej za zaginione lokalnie. Zdarza się to u ptaków, płazów, a nawet dużych ssaków. Tego typu historie pokazują, że przy odpowiednio zaplanowanych działaniach przyroda potrafi zaskakująco szybko odbudować część dawnej różnorodności.

Dlaczego ujednolicenie przyrody dotyczy też codziennego życia ludzi

Homogenocen to nie tylko abstrakcyjne hasło z literatury naukowej. Ujednolicona, zubożona przyroda jest mniej odporna na wstrząsy. Ekosystem złożony z wielu gatunków ma większą szansę „zamortyzować” suszę, chorobę roślin czy pojawienie się nowego szkodnika. Gdy pozostaje tylko kilka dominujących gatunków, jeden cios może wywołać długotrwały kryzys.

Różnorodność biologiczna wpływa też na jakość wody, stabilność gleb, zapylanie upraw, a nawet na nasze zdrowie psychiczne – im bardziej złożona i urozmaicona przyroda, tym silniejsze wrażenie obcowania z czymś żywym i dynamicznym. Ujednolicone krajobrazy są przewidywalne, ale też uboższe w doświadczenia.

Dla wielu miast i regionów to również kwestia tożsamości. Charakterystyczne gatunki roślin i zwierząt – od bocianów po konkretne gatunki drzew – tworzą lokalne poczucie miejsca. Jeśli wszędzie będą rosły te same trawniki i żywopłoty, a nad głowami krążyć będą tylko kilka popularnych ptaków, zniknie część tego, co sprawia, że dane miejsce jest „inne niż wszystkie”.

Homogenocen odsłania więc zależność między stylem życia ludzi a kształtem przyrody. Każda decyzja o tym, jak budujemy miasta, prowadzimy pola czy podróżujemy, dokłada swoją cegiełkę do tego, czy za kilkadziesiąt lat na różnych kontynentach zobaczymy to samo zestawienie kilku „wygranych” gatunków, czy wciąż jeszcze mozaikę wyjątkowych organizmów związanych z konkretnymi krajobrazami.

Prawdopodobnie można pominąć