Hiszpania tonie w deszczu: najbardziej mokra zima od 47 lat

Hiszpania tonie w deszczu: najbardziej mokra zima od 47 lat
4.8/5 - (41 votes)

Hiszpania, kojarzona z upałem i słońcem, przeżywa zimę, jakiej nie pamiętają nawet najstarsi mieszkańcy południa kraju.

Od końca grudnia do połowy lutego przez Półwysep Iberyjski przetoczyła się seria gwałtownych sztormów. To, co zwykle bywa tu krótkim, intensywnym epizodem deszczu, zamieniło się w niekończący się maraton ulew, wichur i powodzi. Statystyki mówią jasno: to najbardziej deszczowa zima w Hiszpanii od 47 lat, a konsekwencje widać od gór Sierra Nevada po wybrzeża Atlantyku.

Od suszy do powodzi: kraj zaskoczony skalą opadów

Hiszpania ma opinię państwa, które w pierwszej kolejności martwi się suszą. Monitoruje się poziom wody w zbiornikach, planuje racjonowanie wody, mówi o wysychających rzekach. Tym razem scenariusz odwrócił się o 180 stopni. Zbiorniki zaczęły się gwałtownie napełniać, a mieszkańcy wielu regionów zamiast słońca obserwowali rosnące poziomy rzek i potoków.

Z danych krajowej służby meteorologicznej AEMET wynika, że styczeń i luty 2026 roku były najbardziej deszczowym okresem zimowym od blisko pół wieku.

W niektórych miejscach w ciągu kilku dni spadła taka ilość deszczu, jaka zwykle rozkłada się na cały rok. W Grazalemie, znanej jako jeden z najbardziej wilgotnych punktów Hiszpanii, roczna norma opadów pojawiła się niemal „na raz”. To tam inżynierowie od lat uczą się, jak radzić sobie z wodą – tym razem nawet oni przyznali, że intensywność opadów ich zaskoczyła.

Wioski odcięte od świata w kilka godzin

Szczególnie dramatycznie sytuacja wyglądała na południu kraju. Gdy przez Andaluzję przeszła burza o nazwie Leonardo, spokojne doliny zamieniły się w błotne korytarze. W niektórych sektorach w ciągu jednej doby spadło nawet 120 mm deszczu. Wichura osiągała prędkość 150 km/h, łamiąc drzewa i linie energetyczne.

Na terenach wiejskich skutki były natychmiastowe. Drogi przykryła woda i błoto, a służby ratownicze często nie były w stanie dotrzeć do odciętych miejscowości. W prowincji Grenada całe odcinki dróg dosłownie zniknęły pod wezbranymi potokami, zanim ratownicy zdołali choćby ocenić sytuację.

Górskie miejscowości bez wody… przez nadmiar wody

Wioska Bayacas, wisząca na zboczach Sierra Nevada, doświadczyła bezpośredniego uderzenia żywiołu. Niewielka rzeka Chico wyszła z koryta z siłą, której mieszkańcy nie pamiętają. Nurt uszkodził wodociągi, zrywając fragmenty sieci doprowadzającej wodę pitną. Paradoksalnie, w chwili gdy z każdej strony otaczała ich powódź, ludzie zostali bez bieżącej wody.

Mosty nie wytrzymywały naporu, a lekkie zabudowania znikały pod wodą w ciągu kilku minut. W dolinie rzeki Guadalfeo woda wdarła się do domów, które budowano z myślą o upałach i braku deszczu, a nie o nagłych, gwałtownych wezbraniach.

Podczas przejścia burzy Leonardo zginęły co najmniej dwie osoby, a w wielu miejscowościach zarządzono ewakuacje z obawy przed osuwiskami.

Infrastruktura projektowana pod słońce, nie pod ulewy

Południe Hiszpanii to region słynący z około 320 dni słońca w roku. Planowanie przestrzenne, rolnictwo, systemy retencji wody – wszystko to od dekad kręci się wokół deficytu wody i ekstremalnych upałów. Realia tej zimy obnażyły słabości takiego modelu.

Systemy kanalizacyjne i odwadniające nie radziły sobie z ilością wody. Rurociągi pękały, drogi zamieniały się w kanały, które w kilka chwil zostały rozmyte przez nurt. Sieci energetyczne i telekomunikacyjne w rejonach górskich przerywały się jedna po drugiej. Służby ratownicze przyznawały, że muszą priorytetyzować pomoc, bo nie da się dotrzeć wszędzie jednocześnie.

Mieszkańcy ratują swoje domy własnymi rękami

W wielu wsiach inicjatywa przeszła w ręce mieszkańców. Ludzie budowali prowizoryczne wały z kamieni i worków z piaskiem, kopali rowy odprowadzające wodę i próbowali przekierować nurt z dala od zabudowań. Tego typu doraźne działania nierzadko wyprzedzały przyjazd straży pożarnej czy wojska.

  • przenoszono samochody na wyżej położone działki,
  • wzmacniano ściany budynków deskami i betonowymi blokami,
  • organizowano dyżury nocne, aby na bieżąco reagować na zmiany poziomu wody,
  • lokalne firmy użyczały ciężkiego sprzętu do odblokowywania dróg i przepustów.

Ten obraz pokazuje, że brakuje systemowych rozwiązań przygotowanych na powtarzalne i silne epizody deszczowe. Hiszpania dotychczas budowała swoje strategie głównie wokół suszy, a nie gwałtownej nadwyżki wody.

Gdy „wyjątek” staje się codziennością klimatyczną

Naukowcy coraz wyraźniej mówią, że nie mamy do czynienia z meteorologiczną ciekawostką. Hiszpańska AEMET podkreśla, że to już ósma z rzędu zima sklasyfikowana jako ciepła albo bardzo ciepła. Taka seria nie zdarzyła się wcześniej w historii krajowych pomiarów.

Cieplejsza atmosfera gromadzi więcej pary wodnej, a gdy nadciąga niż, uwalnia ją w formie krótkich, ale niezwykle intensywnych ulew.

Eksperci wiążą siłę burzy Leonardo ze zmianą klimatu. Ogrzane oceany intensywniej parują, a powietrze sprzyja tworzeniu się układów burzowych zdolnych do generowania rekordowych opadów na ograniczonym obszarze. Portugalczycy obserwowali zresztą bardzo podobny scenariusz – tam luty stał się najbardziej deszczowym od 47 lat miesiącem zimowym według tamtejszego instytutu IPMA.

Przyszłość: przeplatanka upałów i nawalnych deszczów

Prognozy dla Półwyspu Iberyjskiego na wiosnę mówią o wysokim prawdopodobieństwie temperatur przekraczających średnie wartości z poprzednich dekad. Czyli: ciepło utrzyma się, a to sprzyja dalszym epizodom silnych opadów.

Scenariusz, który kreślą klimatolodzy, jest mało komfortowy: dłuższe okresy suszy przerywane będą krótkimi, lecz skrajnie intensywnymi nawałnicami. Ziemia, która w czasie suszy twardnieje i traci zdolność pochłaniania wody, przy takich ulewach szybciej powoduje spływ powierzchniowy. To prosta droga do powodzi błyskawicznych i osuwisk.

Element klimatu Przeszłość (typowo) Obecna tendencja
Zimy chłodniejsze, mniej intensywne opady cieplejsze, częstsze epizody nawalnych deszczów
Lata gorące, okresowe fale upałów dłuższe i silniejsze upały, większe ryzyko suszy
Woda stabilniejsze przepływy rzek huśtawka między suszą a powodzią

Co ta zima mówi Polsce i reszcie Europy

Dla polskiego czytelnika historia o „hiszpańskiej porze deszczowej” może brzmieć egzotycznie, ale niesie kilka bardzo czytelnych sygnałów. Po pierwsze, nawet region, który od dekad żyje tematem suszy, w kilka tygodni może zmierzyć się z odwrotną skrajnością. Po drugie, infrastrukturę projektowaną na realia XX wieku coraz częściej testują zjawiska typowe dla zupełnie nowego klimatu.

W Polsce też widać te napięcia: rzeki przechodzą z niskich stanów w gwałtowne wezbrania, a systemy melioracyjne, zbiorniki i zapory nie zawsze nadążają za tym rytmem. Przykład z Andaluzji pokazuje, że trzeba myśleć równocześnie o retencji wody na czas suszy i o bezpiecznych korytarzach dla jej nadmiaru.

Dlaczego deszcze „po hiszpańsku” stają się groźniejsze

Mechanizm stojący za tym, co widzimy nad Półwyspem Iberyjskim, jest stosunkowo prosty. Cieplejsze powietrze działa jak większy magazyn na parę wodną. Gdy nadciąga front, ta zmagazynowana wilgoć spada w formie intensywnego deszczu. W miastach woda nie ma gdzie wsiąkać, bo większość powierzchni pokrywają beton i asfalt. Na terenach rolniczych problemem stają się z kolei zniszczone struktury glebowe.

W efekcie rośnie znaczenie lokalnych rozwiązań: małych zbiorników retencyjnych, renaturyzacji rzek, przywracania naturalnych terenów zalewowych. Bez takich buforów ekstremalne zjawiska pogodowe częściej będą kończyć się obrazami podtopionych domów, przerwanych dróg i ludzi, którzy z dnia na dzień muszą opuścić swoje miejscowości.

Hiszpańska, rekordowo mokra zima pokazuje coś jeszcze: zmiana klimatu nie oznacza jedynie stałego ocieplania. Dla wielu regionów chodzi głównie o coraz gwałtowniejsze wahania – od długiego braku deszczu po ulewę, która w kilka godzin potrafi zniszczyć infrastrukturę budowaną latami. To doświadczenie, które coraz częściej będą dzielić nie tylko mieszkańcy Andaluzji, ale także innych krajów Europy, w tym Polski.

Prawdopodobnie można pominąć