Firmy budowlane na krawędzi. Drogi paliwo dobija małe ekipy
Małe firmy budowlane coraz częściej liczą każdy litr paliwa.
Gwałtowny wzrost cen uderza w ich portfele i w harmonogramy robót.
Rosnące koszty dojazdów na budowy i pracy maszyn łączą się dziś z drożejącymi materiałami. Dla wielu wykonawców to mieszanka, która może zakończyć się bankructwem albo wycofaniem z rynku.
Skok cen paliwa dobija codzienną pracę ekip budowlanych
Branża budowlana opiera się na mobilności. Ekipy jeżdżą od zlecenia do zlecenia, często po kilka razy dziennie. Do tego dochodzą koparki, ładowarki, podnośniki czy agregaty prądotwórcze – wszystko to spala paliwo niemal bez przerwy. Kiedy cena rośnie skokowo, każdy metr wykopanego wykopu lub każdy kurs samochodu dostawczego staje się wyraźnie droższy.
Organizacje zrzeszające małe firmy wyliczają, że ponad dziewięć na dziesięć przedsiębiorstw już czuje skutki podwyżek. Szok najbardziej odczuwają najmniejsi gracze: rodzinne działalności, kilkuosobowe ekipy, lokalne firmy z jednym czy dwoma busami i kilkoma maszynami na placach budów.
Przy maszynie zużywającej kilkadziesiąt litrów paliwa na godzinę nawet wzrost ceny o kilkadziesiąt groszy na litr oznacza kilka złotych więcej za każdą roboczogodzinę pracy.
Takie różnice trudno „ukryć” w wycenie, jeśli klient ma już podpisany stały kosztorys. W efekcie wykonawca albo pracuje z minimalną marżą, albo wręcz dopłaca do niektórych zleceń, licząc, że przetrwa trudniejszy okres.
Dwa ciosy naraz: paliwo i drożejące materiały
Drogi olej napędowy to tylko część problemu. Firmy dostają też seryjne informacje o podwyżkach cen materiałów. Uderza to szczególnie w tych, którzy wcześniej złożyli oferty z gwarancją ceny i nie mogą już ich skorygować.
Z danych zebranych w sektorze wynika, że większość wykonawców otrzymała od dostawców oficjalne komunikaty o nowych cennikach. Na wierzchu są surowce bezpośrednio związane z ropą oraz produkty, których transport jest paliwochłonny.
| Grupa materiałów | Skala podwyżek | Przykładowe produkty |
|---|---|---|
| Produkty ropopochodne | do ok. 15% | papy, folie, niektóre chemikalia budowlane |
| Drewno i pochodne | średnio ok. 13% | więźba, płyty OSB, konstrukcje szkieletowe |
| Materiały izolacyjne | kilka–kilkanaście procent | wełna mineralna, płyty izolacyjne, styropian |
| Materiały „codzienne” | zróżnicowane podwyżki | beton, pustaki, płyty g-k, rury PVC, miedź, cynk |
Podwyżki wynikają nie tylko z wyższych kosztów samego surowca, ale także transportu. Firmy logistyczne ograniczają działalność lub doliczają dopłaty paliwowe, co natychmiast widać w fakturach za dostawy na budowę.
Marże topnieją, rośnie napięcie na budowach
W małych firmach budowlanych zyski i tak są zwykle niewielkie. Wystarczy więc kilkuprocentowy skok kosztów, aby cały sens finansowy danego zlecenia zniknął. Właściciele mówią otwarcie: niektóre kontrakty kończą „na zero” lub z symbolicznym zarobkiem.
Przez ostatnie lata wiele ekip walczyło już z innymi wstrząsami: zatorami płatniczymi, spadkiem liczby inwestycji, niepewnością na rynku mieszkaniowym. Teraz dochodzi kolejny cios związany z energią i paliwem. W efekcie część firm się zamknęła, kolejne są blisko decyzji o zawieszeniu działalności.
Organizacje branżowe mówią o tysiącach zamkniętych firm i dziesiątkach tysięcy utraconych miejsc pracy w krótkim czasie.
Coraz częściej pojawia się też temat psychicznej kondycji przedsiębiorców. Właściciele małych firm są pod presją z każdej strony: klienci oczekują dotrzymania ceny i terminów, dostawcy podnoszą stawki, a państwo ściąga podatki i składki niezależnie od tego, czy firma zarabia. Niektóre organizacje decydują się nawet na tworzenie specjalnych zespołów wsparcia dla wykonawców, którzy nie radzą sobie z przedłużającym się stresem.
Ryzyko przerw w dostawach i zatrzymanych inwestycji
Rosnące ceny to jedno, ale firmy coraz częściej dostają też ostrzeżenia o możliwych przerwach w dostawach części materiałów. Chodzi m.in. o drewno konstrukcyjne, płyty g-k, wełnę mineralną czy wybrane produkty z tworzyw sztucznych.
Dla inwestora oznacza to ryzyko poślizgu całej budowy. Wystarczy, że zabraknie jednego kluczowego materiału, a prace stają w miejscu, bo nie da się przejść do kolejnego etapu. Koszty rosną więc nie tylko po stronie firm wykonawczych, ale również po stronie zamawiających, którzy dłużej czekają na oddanie domu czy remont mieszkania.
Postulaty branży: niższa stawka VAT i tarcza paliwowa
Przedstawiciele sektora domagają się reakcji rządu. Kluczowy postulat dotyczy obniżenia stawki VAT na usługi remontowe i modernizacyjne. Niższy podatek miałby poprawić płynność firm i utrzymać popyt na prace wykończeniowe, które jako pierwsze wypadają z planów, gdy domowe budżety się kurczą.
- propozycja obniżki VAT na część prac budowlanych, aby zostawić więcej pieniędzy w firmach i u klientów,
- powrót do mechanizmów stabilizujących podatki na paliwa, by złagodzić skoki cen na stacjach,
- wsparcie w opłacaniu droższego paliwa do maszyn budowlanych i samochodów dostawczych,
- reaktywacja rządowego zespołu kryzysowego zajmującego się kłopotami branży.
Organizacje przedsiębiorców argumentują, że takie ruchy dałyby szansę na utrzymanie tysięcy miejsc pracy oraz uniknięcie fali bankructw. Zwracają też uwagę na „podwójne obciążenie”: firmy płacą wyższe rachunki za paliwo, a jednocześnie od tych samych kwot odprowadzają podatki, których części nie mogą później odzyskać.
Paradoks: drogie paliwo w czasie polityki zielonej energii
Cała sytuacja ma jeszcze jeden wymiar. Rządy deklarują przyspieszenie transformacji energetycznej, inwestują w odnawialne źródła energii i ogłaszają duże programy rozbudowy infrastruktury. Budownictwo jest niezbędne, żeby te plany zrealizować, a jednocześnie to właśnie wykonawcy najbardziej odczuwają koszt rosnących cen ropy.
Bez stabilnych i wypłacalnych firm trudno wdrażać ambicje związane z modernizacją budynków, termomodernizacją czy zmianą źródeł ciepła. Małe ekipy są potrzebne zarówno przy dużych inwestycjach publicznych, jak i przy ocieplaniu pojedynczych domów czy wymianie instalacji w blokach.
Co mogą zrobić same firmy, a co klienci
Część wykonawców nie czeka wyłącznie na decyzje polityków i szuka oszczędności na własną rękę. Najczęstsze działania to:
- łączenie zleceń w jedną trasę, aby ograniczyć puste przejazdy,
- dokładne planowanie dostaw materiałów i magazynowania,
- inwestowanie w nowsze, mniej paliwożerne auta i maszyny, jeśli firma jeszcze sobie na to pozwala,
- aktualizowanie cenników częściej niż raz w roku i wprowadzanie klauzul waloryzacyjnych w umowach.
Coraz większą rolę odgrywa też uczciwa rozmowa z klientem. Firmy zaczynają wprost informować w ofertach, że ceny mogą zostać skorygowane w razie nagłego skoku kosztów paliwa czy materiałów. Część inwestorów to akceptuje, wiedząc, że rynek jest dynamiczny i nikt nie jest w stanie zamrozić wszystkich kosztów na wiele miesięcy.
Warto przy tym pamiętać, że dobrze funkcjonujące małe firmy budowlane są strategiczne nie tylko dla dużych deweloperów czy samorządów. Bez lokalnych ekip trudniej wyremontować mieszkanie, wymienić dach na domu jednorodzinnym, naprawić instalację czy dopilnować niewielkiej przebudowy. Gdy kolejne działalności znikają, rosną nie tylko ceny, ale i czas oczekiwania na wykonawcę.
Jeśli kryzys kosztowy w budownictwie przeciągnie się na lata, skutki odczują więc nie tylko przedsiębiorcy. Uderzy to w całe otoczenie gospodarcze: od producentów materiałów, przez hurtownie i banki finansujące kredyty, po zwykłe rodziny planujące remont. Dlatego dyskusja o paliwie i podatkach dla tej branży nie jest wyłącznie techniczną sprawą – decyduje o tym, jak szybko i za ile będziemy modernizować nasze domy, mieszkania i infrastrukturę.


