Codzienne leki na depresję a nagły zgon sercowy. Kto jest najbardziej zagrożony?

Codzienne leki na depresję a nagły zgon sercowy. Kto jest najbardziej zagrożony?
4.5/5 - (50 votes)

Coraz więcej osób sięga po leki przeciwdepresyjne na długie lata, nie zdając sobie sprawy, jak może na to reagować serce.

Duńska analiza obejmująca miliony pacjentów sugeruje, że długotrwałe przyjmowanie antydepresantów może wyraźnie zwiększać ryzyko nagłej śmierci sercowej – i to już u osób w średnim wieku.

Czym jest nagły zgon sercowy i kogo dotyczy

Nagły zgon sercowy to sytuacja, w której serce z minuty na minutę przestaje bić bez wyraźnego ostrzeżenia. Dochodzi do zatrzymania krążenia, mózg i płuca nie dostają tlenu, następuje utrata przytomności i zatrzymanie oddechu. Taki epizod może wydarzyć się podczas wysiłku, ale też w spoczynku, w nocy, w pracy, w domu.

Przyczyny różnią się w zależności od wieku. U młodszych dorosłych częściej chodzi o wrodzone zaburzenia elektryczne serca lub nieprawidłową budowę mięśnia sercowego. U osób starszych główną rolę gra zwężenie naczyń wieńcowych, czyli zaawansowana miażdżyca. Do tego dochodzą czynniki znane z codziennej praktyki: nadciśnienie, cukrzyca, otyłość, palenie papierosów.

Badania pokazują, że osoby z poważnymi zaburzeniami psychicznymi – takimi jak schizofrenia czy choroba afektywna dwubiegunowa – mają około dwa razy większe ryzyko nagłej śmierci sercowej niż reszta populacji.

Od lat trwa dyskusja, skąd bierze się to podwyższone ryzyko: z samej choroby psychicznej, stylu życia, który często idzie z nią w parze, czy z leczenia farmakologicznego. Duńscy naukowcy postanowili przyjrzeć się szczególnie jednej grupie leków – antydepresantom.

Duńska analiza: miliony mieszkańców, tysiące zgonów

Zespół badaczy przeanalizował wszystkie zgony, do których doszło w Danii wśród osób w wieku od 18 do 90 lat w jednym roku kalendarzowym. Korzystali z akt zgonu i raportów z sekcji, żeby wyłapać przypadki nagłej śmierci o pochodzeniu sercowym.

Później połączyli te dane z rejestrem przepisywanych leków. Za osobę „narażoną na działanie antydepresantów” uznawano każdego, komu wypisano receptę na taki lek co najmniej dwa razy w ciągu roku w ciągu poprzedzających 12 lat. Na tej podstawie pacjentów podzielono na dwie grupy:

  • osoby przyjmujące antydepresanty przez 1–5 lat,
  • osoby leczone antydepresantami przez 6 lat lub dłużej.

Wśród 4,3 mln mieszkańców objętych analizą ponad 640 tys. osób miało przepisane leki przeciwdepresyjne. Odnotowano ponad 45 tys. zgonów, z czego 6002 zakwalifikowano jako nagłą śmierć sercową. Aż jedna trzecia tych nagłych zgonów dotyczyła osób z grupy przyjmującej antydepresanty.

W większości grup wiekowych pacjenci z historią stosowania antydepresantów mieli istotnie wyższe ryzyko nagłego zgonu sercowego niż osoby, którym takich leków nigdy nie przepisywano.

Wyjątek stanowiły jedynie najmłodsze dorosłe osoby w wieku 18–29 lat, gdzie związek nie był statystycznie jednoznaczny.

Ryzyko rośnie z wiekiem i długością terapii

Badacze uwzględnili różnice w wieku, płci oraz w innych chorobach współistniejących. Mimo tych korekt obraz pozostał niepokojący. Na tle populacji ogólnej:

Grupa Czas stosowania antydepresantów Szacowany wzrost ryzyka nagłego zgonu sercowego
Dorośli ogółem 1–5 lat ok. 56% wyższe ryzyko
Dorośli ogółem ≥ 6 lat ok. 2,2 razy wyższe ryzyko
30–39 lat 1–5 lat ok. 3 razy wyższe ryzyko
30–39 lat ≥ 6 lat ok. 5 razy wyższe ryzyko
50–59 lat 1–5 lat ok. 2 razy wyższe ryzyko
50–59 lat ≥ 6 lat ok. 4 razy wyższe ryzyko

Szczególnie mocno widać to u trzydziesto- i pięćdziesięciolatków. U osób między 30. a 39. rokiem życia, które brały antydepresanty przez 1–5 lat, ryzyko nagłej śmierci sercowej było mniej więcej trzykrotnie wyższe niż u ich rówieśników bez takiego leczenia. Przy terapii trwającej co najmniej 6 lat ryzyko rosło pięciokrotnie.

W grupie 50–59 lat ryzyko było około dwukrotnie wyższe przy średnim czasie leczenia i czterokrotnie przy długim. W starszych grupach wiekowych różnice stopniowo się zmniejszały – u 70–79-latków ryzyko było mniej więcej 1,8 raza wyższe przy terapii 1–5-letniej oraz 2,2 raza wyższe przy stosowaniu leków powyżej 6 lat.

Najwyższe wskaźniki nagłej śmierci sercowej dotyczyły osób ze schizofrenią – tam ryzyko sięgało nawet 4,5-krotności w porównaniu z populacją bez tego rozpoznania.

Czy winne są leki, czy sama depresja?

Naturalne pytanie brzmi: czy to leki zwiększają ryzyko, czy raczej cięższy stan psychiczny pacjentów, którzy je przyjmują? Sama konstrukcja badania nie pozwala postawić twardej tezy, że antydepresanty są bezpośrednią przyczyną nagłej śmierci sercowej. Związek istnieje, ale może wynikać z kilku nakładających się czynników.

Depresja i styl życia, który obciąża serce

Osoby z depresją częściej palą, gorzej się odżywiają, mniej się ruszają, rzadziej zgłaszają się na badania kontrolne. Nierzadko mają już nadciśnienie, zaburzenia lipidowe czy nieleczoną cukrzycę. To wszystko samo w sobie znacząco podnosi ryzyko zawału czy nagłego zatrzymania krążenia.

Kardiolodzy zwracają też uwagę, że depresja zwiększa ryzyko choroby wieńcowej mniej więcej o 60%. Czyli nawet bez leków osoba długo i ciężko zmagająca się z obniżonym nastrojem, lękiem i bezsennością ma serce w gorszej kondycji niż ktoś bez takich problemów.

Skutki uboczne antydepresantów a układ krążenia

Druga strona medalu to możliwe działania niepożądane leków. Część antydepresantów może wpływać na przewodzenie impulsów elektrycznych w sercu. Na EKG widać to jako wydłużenie tzw. odstępu QT, czyli czasu trwania skurczu i rozkurczu komór. U niektórych pacjentów ten parametr staje się niebezpiecznie wysoki i sprzyja groźnym arytmiom.

Inne leki z tej grupy sprzyjają przybieraniu na wadze, zaburzają gospodarkę lipidową i węglowodanową. Z czasem może się z tego rozwinąć zespół metaboliczny – kombinacja otyłości brzusznej, wysokiego ciśnienia, insulinooporności i nieprawidłowych poziomów cholesterolu. Taki zestaw kilka razy zwiększa prawdopodobieństwo poważnych zdarzeń sercowo-naczyniowych.

W analizowanym badaniu nie rozróżniano poszczególnych klas antydepresantów. Pacjenci mogli w trakcie wielu lat terapii przechodzić z jednego leku na inny, co utrudnia dokładne wskazanie najbardziej ryzykownych substancji.

Dlaczego przerwanie leczenia może być groźniejsze niż ryzyko

Wnioski duńskich naukowców nie są nawoływaniem do wyrzucenia tabletek do kosza. Wręcz przeciwnie – lekarze podkreślają, że samowolne odstawienie antydepresantów może być niebezpieczne. Nawrót depresji, nasilenie myśli samobójczych, bezsenność czy gwałtowne wahania nastroju również przekładają się na zdrowie serca i ogólną śmiertelność.

Specjaliści zwracają uwagę, że dobrze prowadzona terapia farmakologiczna poprawia jakość życia i często pomaga w zmianie trybu życia na zdrowszy. Dopiero połączenie leków, psychoterapii i pracy nad codziennymi nawykami daje szansę na ograniczenie ryzyka – zarówno samobójstwa, jak i chorób układu krążenia.

Kluczowe przesłanie badań nie brzmi „przestań brać leki”, ale „lecz depresję mądrze, mając na uwadze zdrowie serca i długość terapii”.

Jak dbać o serce podczas terapii antydepresantami

Jeśli ktoś przyjmuje antydepresanty od kilku lat, wcale nie musi żyć w ciągłym lęku. Warto natomiast wprowadzić kilka prostych zasad bezpieczeństwa, o których rzadko mówi się przy wypisywaniu pierwszej recepty:

  • regularna kontrola ciśnienia tętniczego oraz masy ciała,
  • wykonanie EKG przed rozpoczęciem leczenia i co jakiś czas w trakcie, zwłaszcza przy wysokich dawkach lub łączeniu kilku leków,
  • szczera rozmowa z psychiatrą i lekarzem rodzinnym o innych chorobach i przyjmowanych lekach (wiele preparatów wydłuża odstęp QT),
  • stopniowe zwiększanie aktywności fizycznej – nawet 30 minut szybkiego marszu dziennie poprawia kondycję serca,
  • ograniczenie alkoholu i rzucenie papierosów, które „podcinają skrzydła” sercu bardziej niż większość ludzi sądzi,
  • kontrola poziomu cukru i cholesterolu przynajmniej raz na kilka lat, częściej przy nadwadze lub obciążeniu rodzinnym.

Dla wielu pacjentów ważna może być też kwestia długości terapii. U części osób po kilku latach dobrego funkcjonowania istnieje możliwość powolnego, kontrolowanego zmniejszania dawek. Nie dzieje się to z dnia na dzień i zawsze wymaga planu ustalonego z lekarzem prowadzącym. Sama świadomość, że taki scenariusz bywa realny, zmniejsza lęk przed „dożywotnim” leczeniem.

Co ta wiedza znaczy dla osób w Polsce

Polacy również coraz częściej sięgają po leki przeciwdepresyjne. Starzenie się społeczeństwa, stres w pracy, kryzysy finansowe i samotność sprawiają, że kolejne recepty przestają kogokolwiek dziwić. Tym bardziej przydaje się chłodne spojrzenie na bilans zysków i ryzyka.

Duńskie dane nie kwestionują sensu leczenia depresji, ale przypominają o jednym: psychika i układ krążenia są ze sobą mocno związane. Osoba, która latami walczy z obniżonym nastrojem, częściej trafia na oddział kardiologiczny – z powodu zarówno samej choroby psychicznej, jak i tego, jak żyje i jakie leki przyjmuje.

Dla pacjentów praktyczny wniosek jest dość prosty. Jeśli bierzesz antydepresanty, traktuj kontrolę serca tak samo poważnie jak wizyty u psychiatry. Nie wstydź się zapytać lekarza o EKG, ryzyko arytmii czy możliwą zmianę preparatu na korzystniejszy z kardiologicznego punktu widzenia. A jeśli od lat nie miałeś badań krwi, umów je choćby po to, by „odfajkować” ten temat i mieć spokojniejszą głowę.

Dla lekarzy z kolei te dane mogą być impulsem, by bliżej współpracować – psychiatra, internista i kardiolog. Wspólne prowadzenie pacjentów z ciężką depresją lub schizofrenią, którzy od lat biorą leki i wchodzą w wiek podwyższonego ryzyka sercowo-naczyniowego, może realnie zmniejszyć liczbę nagłych, zupełnie niespodziewanych zgonów.

Prawdopodobnie można pominąć