8 cech ludzi, którzy gadają do swoich zwierząt jak do ludzi

8 cech ludzi, którzy gadają do swoich zwierząt jak do ludzi
Oceń artykuł

Mówisz do psa albo kota jak do kumpla z pracy?

Psychologowie twierdzą, że to wcale nie jest dziwactwo, tylko sygnał konkretnych cech osobowości.

Coraz więcej badań pokazuje, że sposób, w jaki traktujemy swoje zwierzaki, zdradza dużo o naszej emocjonalności, wrażliwości i stylu budowania relacji. Z pozoru zwykłe „gadajki” z psem, kotem czy królikiem często mówią o nas więcej, niż przypuszczamy.

Rozmawiasz ze zwierzakiem? To nie przypadek

Jeśli łapiesz się na tym, że opowiadasz psu o ciężkim dniu, pytasz kota, „co o tym sądzi”, albo komentujesz na głos to, co razem przeżywacie, nie jesteś sam. Taka potrzeba dialogu ze zwierzęciem pojawia się zazwyczaj u osób z określonym profilem psychologicznym.

Taka komunikacja to forma więzi – nawet jeśli druga strona nie odpowiada słowami, odpowiada spojrzeniem, mową ciała i samą obecnością.

Psychologia opisuje kilka powtarzających się cech osób, które mówią do swoich pupili jak do ludzi. Oto osiem z nich.

1. Wyjątkowa łatwość tworzenia bliskich więzi

Ludzie, którzy naturalnie zagadują do zwierząt, zwykle świetnie wyczuwają relacje – nie tylko ze zwierzętami, ale też z ludźmi. Widzą „niewidzialne nitki” łączące ich z innymi istotami. Czują, że komunikacja to nie tylko słowa, lecz także ton głosu, gest, spojrzenie czy sama obecność.

Taka osoba często szybciej łapie kontakt, łatwiej okazuje ciepło i szacunek. Dla niej pies to nie „coś do karmienia i wyprowadzania”, tylko partner do relacji, który rozumie więcej, niż się mówi publicznie.

Jeśli masz wrażenie, że twój pies czy kot „łapie w lot”, o co ci chodzi, to najczęściej dowód na to, że ty również świetnie czytasz innych.

2. Wysoka inteligencja emocjonalna

Osoby rozmawiające ze zwierzętami zwykle dobrze rozpoznają własne uczucia i w miarę sprawnie je regulują. Zauważają też emocje innych – nawet wtedy, gdy nie są one wyrażone słowami.

Kiedy ktoś siada obok psa i mówi: „Słuchaj, dziś jestem totalnie wykończony”, to nie jest tylko gadanie w próżnię. To sposób na nazwanie emocji, uspokojenie się i znalezienie dystansu. Zwierzę staje się czymś pomiędzy słuchaczem a lustrem, w którym łatwiej zobaczyć swój stan.

Taka praktyka mocno wspiera inteligencję emocjonalną, bo:

  • zmusza do nazywania tego, co się czuje,

Prawdopodobnie można pominąć