Samochody cofają się o krok: mniej ekranów, więcej diesla i zwykłych przycisków
Przez ostatnią dekadę producenci samochodów goni za cyfrową modą – im większy ekran dotykowy, tym bardziej nowoczesny wydawał się samochód. Kabiny miały przypominać smartfony, a każda funkcja była ukryta w złożonym menu. Ten trend właśnie się kończy. Euro NCAP jasno komunikuje: do pięciu gwiazdek potrzebne są fizyczne przyciski. I nie chodzi tylko o bezpieczeństwo – kierowcy po prostu mieli dość klikania po ekranie, żeby włączyć ogrzewanie.
Najważniejsze informacje:
- Euro NCAP wymaga fizycznych przycisków dla uzyskania 5 gwiazdek bezpieczeństwa
- Producenci wycofują się z wielkich ekranów dotykowych na rzecz klasycznych pokręteł
- Silniki diesla wracają do oferty – koncerny rozszerzają ofertę TDI dla klientów indywidualnych
- Samochody z extendem zasięgu (silnik spalinowy jako generator) zyskują na popularności
- Producenci rezygnują z chowanych klamek na rzecz klasycznych uchwytów
- Minivany i małe auta miejskie wracają do łask
- Producenci zmniejszają powierzchnię szyb i ogromne felgi
Producenci aut niespodziewanie zmieniają kurs: kończy się kult wielkich ekranów, wracają zwykłe przyciski, silniki Diesla i proste rozwiązania.
To, co przez lata wydawało się nieodwracalnym marszem w stronę tabletów na kółkach i całkowitej elektryfikacji, nagle hamuje. Koncerny zaczynają przyznawać, że w pogoni za modą i marketingiem w kilku miejscach przesadziły.
Dlaczego producenci samochodów nagle hamują cyfrową rewolucję
Przez ostatnią dekadę w motoryzacji panował jeden kierunek: więcej ekranów, mniej fizycznych przycisków, wszystko przez dotyk. Kabiny aut miały wyglądać jak smartfony. Kierowca miał sterować niemal każdą funkcją przez menu na centralnym monitorze.
Ten trend dociera właśnie do ściany. Coraz głośniej widać trzy zjawiska:
- powrót klasycznych przycisków i pokręteł na desce rozdzielczej,
- nowe otwarcie na silniki Diesla i napędy spalinowe wspierające elektryki,
- odwrót od „gadżetów” w rodzaju chowanych klamek czy przesadnie skomplikowanych systemów sterowania.
Proste, fizyczne sterowanie i rozsądne napędy znów stają się atutem, a nie „wstydliwym” reliktem minionej epoki.
Euro NCAP stawia granicę: przyciski wracają na deskę
Silny sygnał idzie od organizacji zajmującej się bezpieczeństwem – Euro NCAP. Nowe wytyczne mówią jasno: jeśli producent chce liczyć na upragnione pięć gwiazdek, w kabinie musi znaleźć się określone minimum fizycznych przełączników.
Chodzi o te funkcje, z których kierowca korzysta najczęściej, między innymi:
| Funkcja | Wymóg Euro NCAP |
|---|---|
| Światła awaryjne | Oddzielny, łatwo dostępny przycisk |
| Wyłączanie podstawego systemu wspomagania pasa ruchu | Przełącznik lub przycisk, nie ukryta opcja w menu |
| Regulacja ogrzewania / nawiewu | Elementy obsługiwane bez wchodzenia w złożone menu |
W praktyce oznacza to stop dla koncepcji, w której nawet ogrzewanie siedzeń czy podstawowe nawiewy wymagają kilkukrotnego klikania po ekranie. Testy i analizy wykazały, że takie rozwiązania rozpraszają kierowcę dłużej niż szybkie sięgnięcie do klasycznego pokrętła.
Niektórzy producenci już reagują. W nowych projektach kabin projektanci znów rysują rzędy fizycznych klawiszy, czasem w bardziej eleganckiej formie, ale jednak wyczuwalnych pod palcem.
Ekran ekranowi nierówny: nie wszyscy robią krok wstecz
Ciekawą drogę pokazują marki sportowe. Jeden z głośnych przykładów to nowe elektryczne coupe z Italii. Zamiast wielkiego tabletu na środku znalazły się klasyczne okrągłe zegary, natomiast w kierownicy upchnięto zestaw dotykowych pól do sterowania najważniejszymi funkcjami.
Trend nie polega na odrzuceniu technologii, ale na lepszym wyważeniu tego, co obsługujemy dotykiem, a co powinno pozostać „analogowe”.
Producenci dochodzą do wniosku, że estetyka rodem z salonu elektroniki nie zawsze poprawia bezpieczeństwo ani komfort. W wielu autach kierowcy i tak używają kilku podstawowych funkcji, reszta pozostaje uśpiona gdzieś głęboko w menu.
Diesel nie powiedział ostatniego słowa
Gdy wydawało się, że silniki wysokoprężne w Europie zostały skazane na wymarcie, w jednym z największych koncernów zapadła zaskakująca decyzja. Grupa zapowiada, że zamierza utrzymać i wręcz rozszerzyć ofertę samochodów z Dieslem dla klientów indywidualnych, nie tylko flot.
To nie jest powrót do szalonych czasów, gdy niemal każda osobówka w salonie miała odmianę „TDI” czy „HDI”. Chodzi o świadomość, że część kierowców nadal pokonuje długie dystanse, a infrastruktura ładowania w wielu krajach wciąż raczkuje.
Na tę zmianę tonacji wpływa także polityka. W Unii Europejskiej coraz wyraźniej widać, że termin 2035 na koniec sprzedaży nowych aut spalinowych może przejść korekty. Już teraz pojawiają się furtki dla paliw syntetycznych czy różnych form napędów hybrydowych.
Elektryki z „awaryjnym” silnikiem spalinowym
Równolegle trwa coś, co jeszcze niedawno wydawało się niemal herezją: wspólne projekty platform, na których obok baterii przewidziano miejsce na niewielki silnik spalinowy pracujący jako generator. To nie klasyczna hybryda, gdzie napęd na koła idzie z dwóch źródeł równolegle. Tu niewielka jednostka spalinowa ma tylko ładować akumulator, gdy ten się wyczerpie.
Dla kierowcy oznacza to dwa konkretne plusy:
- brak nerwowego planowania każdej podróży pod kątem ładowarek,
- możliwość utrzymania mniejszej, lżejszej baterii przy zachowaniu akceptowalnego zasięgu.
Takie rozwiązanie pokazuje, że dogmat o „czystym” elektryku na dedykowanej platformie ustępuje miejsca bardziej elastycznemu podejściu. Producenci zaczynają myśleć o tym, jak auto będzie używane przez realnych ludzi, a nie w katalogu.
Odwrót od chowanych klamek i modnych gadżetów
Kolejny symbol zmiany nastawienia to los chowanych klamek drzwi. Wprowadziły je na masową skalę marki z Chin – wyglądało to futurystycznie, poprawiało współczynnik oporu powietrza, dobrze prezentowało się w reklamach.
W praktyce okazało się, że taki detal bywa kłopotliwy. Przy uszkodzeniach, zamarznięciu czy awarii elektryki ratownicy mogli mieć trudniejszy dostęp do kabiny. Coraz więcej producentów wraca więc do bardziej klasycznych uchwytów, które po prostu da się złapać ręką w każdej sytuacji.
Bezpieczeństwo i pewność działania zaczynają ważyć więcej niż wizualne „efekciarstwo”.
Renesans minivana i prostego auta miejskiego
Zmienia się też spojrzenie na same typy nadwozi. Przez lata modne były głównie SUV-y i crossovery. Teraz w koncepcyjnych projektach znów pojawiają się auta przypominające minivany z lat 90. – bardzo praktyczne, z ogromną przestrzenią dla rodziny, często niższe i wygodniejsze w wsiadaniu niż mierzący prawie dwa metry SUV.
Na horyzoncie widać również świeże podejście do małych samochodów miejskich. Inspiracją stają się japońskie „kei cars” – bardzo kompaktowe, proste, z ograniczoną liczbą elektroniki i rozbudowanych systemów asystujących. W europejskiej wersji nie będzie to kalką japońskich przepisów, lecz raczej kierunkiem: mniej zbytecznych bajerów, więcej sensu w codziennym użytkowaniu i niższa cena wejścia.
Zmęczenie przesadą: za małe szyby, za duże koła, za dużo ekranów
W gabinetach projektantów trwa dziś coś w rodzaju zbiorowego rachunku sumienia. Przez lata górę brały efektywne wizualnie trendy:
- coraz mniejsze powierzchnie szyb, przez co widoczność na zewnątrz wyraźnie się pogorszyła,
- ogromne felgi, które świetnie wyglądają na zdjęciach, ale psują komfort i podnoszą koszt opon,
- agresywne, ostro łamane linie nadwozia i bardzo „sztywne” wnętrza, mniej przyjazne w dotyku.
Równolegle ekrany rosły jak na drożdżach: jeden przed kierowcą, drugi centralny, często trzeci dla pasażera i kolejne z tyłu. Szybko okazało się, że spora grupa klientów tęskni za prostszymi deskami rozdzielczymi, gdzie wzrok nie musi błądzić po świetlnej ścianie.
Po fazie zachwytu nad „gadżetem na czterech kołach” wraca oczekiwanie, że auto ma przede wszystkim dobrze jeździć, być wygodne i intuicyjne.
Niewidzialna technologia idzie do przodu, choć nie w prostym rytmie
W tle wszystkich tych powrotów do klasyki pozostaje jeden niezmienny kierunek: rozwój zaawansowanych systemów elektronicznych i dążenie do jazdy w pełni autonomicznej. Algorytmy, czujniki, sieci komunikacji – to wszystko przyspiesza, choć nie zawsze trafia na pierwsze strony katalogów.
Rynek coraz lepiej rozumie, że ta droga nie będzie prostą linią. Będą okresy dynamicznego rozwoju, po których nastąpi faza korekt, wycofywania się z niektórych pomysłów albo chwilowego „zamrożenia” nowych funkcji, jeśli sprawiają problemy w realnym ruchu.
Co ta zmiana oznacza dla kierowców i kupujących nowe auta
Dla przyszłego nabywcy samochodu cała ta korekta kursu ma kilka praktycznych konsekwencji. W salonach znów łatwiej będzie znaleźć model, w którym podstawowe funkcje da się obsłużyć bez studiowania instrukcji. Zwiększy się wybór napędów – od klasycznego Diesla, przez hybrydy z generatorem, po elektryki dla tych, którzy mają wygodny dostęp do ładowania.
Można się też spodziewać, że kolejne generacje aut staną się bardziej przyjazne dla osób mniej „technicznych”. A przynajmniej część producentów spróbuje zyskać klientów ofertą, która nie wymaga wielogodzinnej konfiguracji w menu, zanim ruszy się na wakacje.
Z drugiej strony nadmiar wyboru bywa kłopotliwy. Kierowcy będą musieli dokładnie zastanowić się, jak naprawdę użytkują samochód: czy częściej jeżdżą po mieście, czy tłuką tysiące kilometrów autostradą, gdzie mogą ładować auto i jak bardzo akceptują cyfryzację kabiny. Inaczej łatwo dać się skusić modzie, która ponownie okaże się ślepą uliczką.
Coraz wyraźniej widać, że równowaga między technologią, prostotą i rozsądkiem stanie się głównym polem rywalizacji marek. Nie wystarczy już obiecać „autonomii level 5” czy ogromnego ekranu. Trzeba będzie pokazać, jak to wszystko działa w codziennym korku, w zimie, w rękach kogoś, kto po prostu chce dojechać do pracy i nie zastanawiać się, gdzie w menu ukryto przycisk od mgłowych.
Najczęściej zadawane pytania
Dlaczego producenci aut wycofują się z dużych ekranów dotykowych?
Badania wykazały, że obsługa funkcji przez ekran rozprasza kierowcę dłużej niż fizyczne przyciski. Euro NCAP w nowych wytycznych wymaga minimum fizycznych przełączników dla uzyskania highest oceny.
Czy silniki diesla wracają do łask?
Tak, jeden z największych koncernów zapowiedział utrzymanie i rozszerzenie oferty samochodów z silnikiem diesla dla klientów indywidualnych, argumentując to niewystarczającą infrastrukturą ładowania.
Co to jest samochód z extendem zasięgu?
To elektryk wyposażony w niewielki silnik spalinowy pełniący funkcję generatora ładującego akumulator. Eliminuje to stres związany z planowaniem trasy do ładowarki.
Jakie wymagania stawia Euro NCAP producentom?
Kabina musi mieć fizyczne przyciski dla: świateł awaryjnych, wyłączania systemu wspomagania pasa ruchu, regulacji ogrzewania i nawiewu – bez ukrywania tych funkcji w menu.
Jakie zmiany w designie aut obserwujemy?
Producenci wracają do klasycznych uchwytów drzwi, mniejszych felg, większych szyb, a w koncepcyjnych projektach pojawiają się minivany przypominające modele z lat 90.
Wnioski
Dla przyszłego kupującego auto ta zmiana trendsów to dobra wiadomość. W salonach łatwiej znajdziesz model z przyciskami, które nie wymagają instrukcji obsługi. Wybór napędów się powiększył – od tradycyjnego diesla, przez hybrydy z generatorem, po elektryki z extendem zasięgu dla tych, co jeżdżą daleko. Zanim kupisz, zastanów się, jak faktycznie użytkujesz auto – inaczej łatwo dać się skusić modzie, która znów okaże się ślepa uliczką. Równowaga między technologią a prostotą to teraz główne pole rywalizacji marek.


