Zapłaciła 450 euro za szczeniaka z Facebooka. Weterynarz ujawnia szokującą prawdę o dokumentach

Zapłaciła 450 euro za szczeniaka z Facebooka. Weterynarz ujawnia szokującą prawdę o dokumentach
Oceń artykuł

Młoda kobieta kupiła wymarzonego szczeniaka przez Facebooka, a chwilę później w gabinecie weterynaryjnym usłyszała coś, co zmroziło jej krew.

Historię 26-letniej Ramony zagrała przede wszystkim na emocjach: radość z nowego psa, strach o jego zdrowie i gniew, gdy okazało się, że papiery zwierzęcia są pełne fałszywych wpisów. Sprawa świetnie pokazuje, jak łatwo wpaść w pułapkę handlarzy korzystających z mediów społecznościowych.

Wymarzony pies z ogłoszenia w mediach społecznościowych

Ramona, mieszkająca w Szwajcarii, od dawna marzyła o suczce rasy Staffordshire Terrier. Przeglądając grupy i strony poświęcone tej rasie, trafiła na ofertę sprzedaży szczeniąt. Cena – około 450 euro – jak na rasowego psa wydawała się wręcz okazją, ale wciąż mieściła się w granicach „wiarygodności” dla laika.

Kontakt z ogłoszeniodawczynią przebiegł szybko i bez większych formalności. Zdjęcia zdrowo wyglądającej małej suczki, obietnice, że „wszystkie szczepienia są zrobione”, do tego zapewnienia o paszporcie i książeczce zdrowia. Ramona zdecydowała się działać. Suczka dostała imię Nayla i wprowadziła się do nowego domu.

Radość z pojawienia się szczeniaka trwała krótko. Już pobieżny rzut oka na dokumenty wystarczył, aby pojawiły się pierwsze poważne wątpliwości.

Pierwsze sygnały, że coś jest nie tak

Gdy Ramona spokojnie przejrzała książeczkę zdrowia i resztę dokumentów, zauważyła kilka rzeczy, które zwyczajnie nie trzymały się kupy. Daty szczepień budziły podejrzenia – według wpisów część z nich miała zostać wykonana, zanim miot Nayli w ogóle przyszedł na świat. To fizycznie niemożliwe.

Druga sprawa zaskoczyła ją jeszcze bardziej. W umowie sprzedaży jako rasa psa widniał Labrador, a nie Staffordshire Terrier. Dla laika taki błąd mógłby wydawać się drobną pomyłką administracyjną, ale dla organów kontrolnych to poważny sygnał ostrzegawczy. Rasa wpływa nie tylko na cenę, ale także na kwestie prawne i wymagania dotyczące wjazdu do danego kraju.

Wizyta u weterynarza rozwiewa wątpliwości

Ramona postanowiła nie ryzykować. Z Naylą trafiła do weterynarza, który od razu przyjrzał się dokumentom. Lekarz szybko potwierdził, że coś tu się nie zgadza. Połączenie błędnych dat szczepień, pomyłki w rasie oraz braku spójności w danych świadczyło o tym, że papiery prawdopodobnie sfabrykowano.

Kobieta zgłosiła sprawę również policji, bo zaczęła podejrzewać, że może chodzić o zorganizowany handel szczeniakami z nielegalnej hodowli, a nie pojedynczy „błąd w papierach”. W wielu krajach fałszowanie książeczek zdrowia to nie tylko oszustwo finansowe, ale też narażanie zwierząt i ludzi na niebezpieczeństwo.

Siedem tygodni kwarantanny i lawina kosztów

Aby Nayla mogła legalnie pozostać w Szwajcarii, trzeba było przejść całą procedurę od nowa. Weterynarz zalecił kwarantannę trwającą siedem tygodni. W tym okresie suczka miała ograniczony kontakt z innymi zwierzętami i ludźmi, a Ramona musiała stosować się do ścisłych wytycznych.

Zrobiono szczegółowe badania krwi. Wynik okazał się jednoznaczny: w organizmie psa nie było śladów szczepienia przeciwko wściekliźnie, mimo że w dokumentach widniał wpis o wykonaniu tego zabiegu. To niezwykle niebezpieczna sytuacja, bo wścieklizna wciąż stanowi zagrożenie w wielu regionach Europy i jest chorobą śmiertelną.

Cały kalendarz szczepień trzeba było ułożyć od zera, jakby pies nigdy nie był u weterynarza. Wszystko na koszt nowej właścicielki.

Jak działają handlarze z fałszywymi dokumentami

Według specjalistów zajmujących się ochroną zwierząt i służb granicznych, sfabrykowane książeczki zdrowia są typowym narzędziem przy przemycie szczeniąt. Psy przywożone są z krajów, gdzie nielegalne pseudohodowle działają w dużych ilościach, a następnie „przerabia się” ich dokumenty, aby wyglądało, że pochodzą z zarejestrowanej hodowli albo zostały odpowiednio zaszczepione i odrobaczone.

Celem jest ominięcie przepisów dotyczących minimalnego wieku zwierzęcia przy wjeździe do danego kraju oraz obowiązkowych szczepień, głównie na wściekliznę. Młode, nieszczepione psy sprzedaje się później w mediach społecznościowych pod hasłami „pilnie oddam”, „super okazja cenowa” lub „domowa hodowla”.

  • fałszywe lub kompletnie zmyślone daty szczepień,
  • brak pieczęci lub nieczytelna pieczątka lecznicy,
  • różne nazwy lub dane w jednym dokumencie,
  • niezgodność rasy psa z opisem w papierach,
  • sprzedaż na odległość bez chęci pokazania matki miotu.

Historia z happy endem, ale z wysoką ceną

Nayla ma obecnie osiem miesięcy. Jest zdrowa, zaszczepiona, a jej dokumenty wreszcie odpowiadają rzeczywistości. Ramona dopięła wszelkie formalności, ale zapłaciła za to sporą cenę – i nie chodzi tylko o stres.

Między obowiązkowymi szczepieniami, badaniami, kwarantanną, konsultacjami z urzędami i dodatkowymi wizytami u weterynarzy, młoda kobieta wydała ponad 600 euro ponad pierwotną cenę psa. Cała „okazja” zamieniła się w spore obciążenie finansowe, które nie każdy byłby w stanie udźwignąć.

To klasyczny schemat: ktoś chce szybko sprzedać szczeniaka, a prawdziwy rachunek przychodzi później – już do nowego właściciela.

Sprzedająca Ramonie kobieta wszystkiemu zaprzecza. Twierdzi, że niczego nie fałszowała i padła ofiarą oszczerstw. Jednocześnie miała zgodzić się na oddanie części pieniędzy – około 100 euro – co Ramona odebrała raczej jako próbę uciszenia sprawy niż przyznanie się do błędu.

Jak bezpiecznie kupić psa przez internet

Ta historia nie jest odosobniona. Wzrost popularności ogłoszeń o zwierzętach w mediach społecznościowych sprawił, że handlarze mają teraz jeszcze łatwiejszy dostęp do klientów. Wiele osób nie zna przepisów, ufa atrakcyjnym zdjęciom i nie dopytuje o szczegóły.

Najważniejsze kroki przed zakupem szczeniaka

Specjaliści od ochrony zwierząt i organizacje prozwierzęce od lat powtarzają te same zasady. W praktyce sprawdzają się także w Polsce – niezależnie od tego, czy pies ma trafić do mieszkania w bloku, czy do domu z ogrodem.

Co sprawdzić Dlaczego to ma znaczenie
Możliwość obejrzenia matki i całego miotu Pozwala ocenić warunki, w jakich dorastają szczenięta, i czy to nie jest tzw. „fabryka psów”.
Numer mikroczipu i jego rejestr Identyfikacja psa powinna zgadzać się z danymi w dokumentach, bez rozbieżności w numerach.
Dokładne daty szczepień i odrobaczeń Chronią zdrowie psa i ludzi, a nieprawidłowe daty są sygnałem możliwego fałszerstwa.
Umowa sprzedaży z pełnymi danymi sprzedającego Ułatwia dochodzenie swoich praw w razie problemów i zniechęca nieuczciwych pośredników.
Opinie o hodowli lub osobie sprzedającej Negatywne komentarze lub brak jakiegokolwiek śladu w sieci mogą wiele mówić.

Warto też skonsultować się z zaufanym weterynarzem jeszcze przed odbiorem psa. Wiele lecznic oferuje pierwszą wizytę kontrolną, podczas której lekarz przejrzy dokumenty i sprawdzi, czy wiek, stan zdrowia i wpisy w książeczce do siebie pasują.

Ryzyko dla zwierząt i ludzi

Fałszowanie dokumentów to nie tylko kwestia naciągnięcia kogoś na pieniądze. Nieszczepione lub zbyt wcześnie odłączone od matki szczenięta częściej chorują, gorzej się rozwijają i mogą stanowić zagrożenie epidemiologiczne. Wścieklizna, parwowiroza czy nosówka to choroby, które wciąż zabijają psy i generują ogromne koszty leczenia.

W przypadku wścieklizny ryzyko dotyczy także ludzi. Jeśli pies bez ważnego szczepienia ugryzie kogoś, służby sanitarne traktują sprawę bardzo poważnie. Nierzadko kończy się to obowiązkową obserwacją zwierzęcia, dodatkowymi badaniami, a w skrajnych sytuacjach – nawet jego uśpieniem.

Dla osób planujących zakup psa czy kota przez internet ta historia jest dobrą lekcją ostrożności. Zamiast kierować się tylko ceną i ładnym zdjęciem, lepiej poświęcić więcej czasu na weryfikację sprzedającego, dokładne sprawdzenie dokumentów i – jeśli to możliwe – rozważyć adopcję ze sprawdzonego schroniska lub fundacji. W wielu wypadkach wyjdzie to zdrowiej i dla zwierzęcia, i dla naszego portfela.

Prawdopodobnie można pominąć