Julia Vignali i Kad Merad: ich dom w Burgundii

Julia Vignali i Kad Merad: ich dom w Burgundii
4.2/5 - (86 votes)

Zgiełk planów zdjęciowych, wieczne korki, życie na walizkach – a w kontrze do tego stara, kamienna farma w sercu Burgundii.

Najważniejsze informacje:

  • Para wybrała Burgundię ze względu na malowniczy krajobraz, autentyczność regionu oraz dobrą komunikację TGV z Paryżem.
  • Renowacja farmy opierała się na szacunku do oryginalnej architektury, kamiennych murów i historycznych elementów konstrukcyjnych.
  • Wnętrza domu urządzane są w duchu zrównoważonego rozwoju, z wykorzystaniem mebli z historią i przedmiotów z drugiej ręki.
  • Dom w Burgundii pełni funkcję hubu towarzyskiego i miejsca regeneracji po miejskich napięciach.
  • Kad Merad planuje rozwój farmy poprzez włączenie hodowli zwierząt, co ma nadać miejscu charakter żywego organizmu.

Tam para znalazła coś więcej niż tylko adres.

Gdy większość gwiazd wybiera modne kurorty nad morzem, Julia Vignali i Kad Merad wzięli kurs w przeciwną stronę. Od ponad dekady tworzą parę, a kilka lat temu zdecydowali, że ich równowaga nie kryje się ani w Paryżu, ani na Lazurowym Wybrzeżu, lecz w Saône-et-Loire, w dawnej, zrujnowanej jeszcze niedawno farmie. Ten dom nie jest dekoracją do życia, tylko osią nowego stylu codzienności: wolniejszej, bardziej uziemionej i mocno osadzonej w krajobrazie Burgundii.

Dlaczego Burgundia, a nie Lazurowe Wybrzeże

Historia zaczyna się od widoku z autostrady. Julia Vignali wielokrotnie przejeżdżała przez region, wracając z południa Francji. Tablice z napisem „Côte-Rôtie”, łagodne pagórki, winnice, poranna mgła nad polami – ten obraz długo nie dawał jej spokoju. W końcu stał się realnym adresem.

Dla pary wybór Burgundii miał kilka konkretnych powodów:

  • Uroda krajobrazu – miękkie linie wzgórz, kamienne wsie, winnice, które zmieniają barwy wraz z porami roku.
  • Dostępność z Paryża – TGV pozwala dojechać w około 1 godzinę i 20 minut, co ułatwia łączenie życia zawodowego w stolicy z oddechem na wsi.
  • Autentyczność – zamiast luksusowego resortu, prosta wieś, gdzie ludzie się znają, a sąsiedzi naprawdę mówią sobie „dzień dobry”.

Po ślubie w 2022 roku, który odbył się w niewielkiej miejscowości Mary, decyzja zapadła: kupują starą, mocno nadgryzioną zębem czasu farmę w Saône-et-Loire. Nie była to „posiadłość marzeń” w folderowym znaczeniu tego słowa. Raczej surowy, wymagający projekt, daleki od instagramowej perfekcji.

Para postawiła na Burgundię, bo dawała im jednocześnie poczucie ucieczki i praktyczną bliskość Paryża – bez potrzeby zrywania z dotychczasowym życiem zawodowym.

Stara farma, wielki remont i przywracanie życia kamieniom

Zakup „starej ruiny” to dla wielu osób koszmar, a nie spełnienie marzeń. Dla Julii Vignali stał się ekscytującym wyzwaniem. Po raz pierwszy zmierzyła się z tak dużym remontem, od konstrukcji dachu po najdrobniejsze detale wykończenia.

Szacunek do materiałów i historii miejsca

Praca nad domem nie polegała na zrównaniu wszystkiego z ziemią i postawieniu nowoczesnego pudełka z wielkimi przeszkleniami. Ich wizja opiera się na szacunku do zastanej materii:

Element Założenie
Kamienne mury Oczyszczenie i wzmocnienie, zachowanie oryginalnej tekstury i koloru
Więźba dachowa Naprawa, a nie wymiana, gdzie tylko to możliwe
Układ pomieszczeń Otwarcie przestrzeni z poszanowaniem pierwotnego charakteru gospodarstwa
Materiały Naturalne, trwałe, dobrze współgrające z kamieniem

Dla pary ta farma to nie dekoracja typu „rustykalny styl pod klucz”, lecz dialog z budynkiem, który był tu długo przed nimi. Właśnie dlatego tak mocno chronią stare belki, charakter ścian, proporcje okien. Chcą, by dom nadal „opowiadał”, że kiedyś żyli tu rolnicy, a nie projektanci wnętrz.

Przywracanie życia domu zamiast budowania go od zera nadaje nowemu etapowi ich życia ciągłość – między przeszłością miejsca a ich teraźniejszością.

Styl wnętrz: rzeczy z historią zamiast katalogowych nowości

Jednym z filarów tego projektu jest sposób urządzania przestrzeni. Julia, wzmocniona doświadczeniem z programu „Affaire Conclue”, coraz bardziej stawia na drugie życia przedmiotów. Zamiast zamawiać gotowe zestawy mebli, szuka egzemplarzy z charakterem.

Chinione skarby i zrównoważona dekoracja

W domniemałym burgundzkim azylu nie królują plastikowe dodatki, lecz:

  • skórzane fotele z przetarciami, które trafiają do renowacji zamiast na śmietnik,
  • dębowe stoły z targów staroci, ciężkie i trwałe, idealne na długie kolacje z przyjaciółmi,
  • lampy, lustra i drobiazgi z różnych epok, łączone w spójną, ale nieprzesadnie „upiększoną” całość,
  • tekstylia z naturalnych tkanin, które dobrze współgrają z kamieniem i drewnem.

Taka filozofia ma wymiar ekologiczny i emocjonalny. Każda rzecz wnosi własną historię, a dom powstaje krok po kroku, zamiast pojawić się jednego dnia z ciężarówki pełnej nowości.

Dom w Burgundii staje się manifestem tego, że zrównoważony styl życia zaczyna się od przedmiotów, które wybieramy – i od decyzji, by naprawiać zamiast wyrzucać.

Projekt na wsi: zwierzęta, natura i inne tempo dnia

Wizja pary nie kończy się na murach i meblach. Kad Merad wybiega myślą dalej, na łąki otaczające farmę. Marzy o zwierzętach, przede wszystkim o stadzie owiec, i o małym, przyjaznym dla nich azylu.

Od aktora do gospodarza z owcami

Pomysł hodowli nie jest żartem gwiazdy, lecz stopniowo konkretyzującym się planem. Owce miałyby:

  • utrzymywać porządek na łąkach i naturalnie „kosić” trawę,
  • tworzyć spokojną, repetetywną codzienność – karmienie, doglądanie, opiekę,
  • stać się częścią szerszej inicjatywy prozwierzęcej, bliskiej aktorowi.

Takie podejście zmienia charakter domu z letniskowego „miejsca na weekend” w żywy organizm, który wymaga troski i odpowiedzialności.

Perspektywa życia z owcami i innymi zwierzętami zamienia dom na wsi w realny projekt życiowy, a nie tylko ładne tło do zdjęć.

Ucieczka od paryskich napięć i nowe poczucie bezpieczeństwa

Nowy adres nabrał jeszcze większego znaczenia po włamaniu do ich paryskiego mieszkania w lutym 2023 roku. Tego typu doświadczenie mocno narusza poczucie bezpieczeństwa, szczególnie gdy żyje się pod okiem mediów. Burgundia, z dala od miejskich napięć, stała się odpowiedzią na te lęki.

Sąsiedzi, którzy się znają, i dom, który oddycha

Dla Kad Merada i Julii Vignali farma jest przede wszystkim przestrzenią relacji. W przeciwieństwie do anonimowych klatek schodowych Paryża, na wsi można realnie liczyć na sąsiadów: ludzie się widują, rozmawiają, zapraszają.

Dom funkcjonuje dziś jak hub towarzyski:

  • przyjaciele przyjeżdżają na całe weekendy,
  • przy dużym stole mieszają się znajomi z branży i mieszkańcy okolicznych wiosek,
  • dzień wyznaczają nie korki, lecz światło za oknem i rytm natury.

Ich burgundzka farma stała się realnym punktem zaczepienia – miejscem, które koi po miejskich napięciach i traumie włamania, a jednocześnie scala ważne dla nich relacje.

Dom jako sposób na spowolnienie życia – inspiracja dla innych

Historia pary rezonuje również dlatego, że odpowiada na rosnące zmęczenie życiem w metropolii. Coraz więcej osób szuka równowagi między pracą w dużym mieście a ciszą poza nim. Przykład Julii i Kada pokazuje, że taki model da się zbudować, choć wymaga konkretnych decyzji.

Co można z tego przenieść do własnej codzienności

Nawet bez sławy i budżetu gwiazd, część ich wyborów da się przełożyć na codzienne życie:

  • zamiast kupować nowe meble, odnowić to, co już mamy, korzystając z lokalnych rzemieślników,
  • część wolnego czasu spędzać poza miastem – choćby w wynajętym domu lub u rodziny na wsi,
  • budować relacje z sąsiadami, tak jak oni w Burgundii, żeby mieszkanie przestało być anonimowym „punktem na mapie”,
  • szukać miejsc, do których da się w miarę szybko dojechać z miasta, aby realnie z nich korzystać, a nie tylko marzyć o „kiedyś”.

Warto też brać pod uwagę ryzyka i koszty. Stara farma, nawet kupiona atrakcyjnie, wymaga dużych nakładów finansowych i czasu. Remont może się przeciągać, utrzymanie zwierząt wymaga obecności i wiedzy. Z drugiej strony, korzyści – stabilne miejsce spotkań, większa niezależność, kontakt z naturą – często rekompensują te wysiłki i zmieniają sposób przeżywania pracy, sławy czy stresu.

Historia domu Julii Vignali i Kada Merada dobrze pokazuje, jak jedna decyzja – kupno zrujnowanej farmy w Burgundii – potrafi uruchomić całą serię zmian. Zmienia się tempo dnia, sposób patrzenia na rzeczy, relacje z ludźmi i przyrodą. Zamiast „drugiego domu” dostaje się coś bardziej wymagającego, ale też o wiele bardziej realnego: miejsce, do którego chce się wracać, bo współtworzy ono tożsamość, a nie tylko kalendarz urlopów.

Podsumowanie

Julia Vignali i Kad Merad zamienili paryski zgiełk na starą, wymagającą renowacji farmę w sercu Burgundii. Ich dom stał się nie tylko azylem po traumatycznych przeżyciach, ale także manifestem zrównoważonego stylu życia i szacunku do historii.

Opublikuj komentarz

Prawdopodobnie można pominąć