Firmy budowlane na krawędzi. Droższe paliwo zjada ich zyski
Skok cen paliw po ostatnich napięciach na Bliskim Wschodzie uderza w firmy budowlane mocniej, niż wielu inwestorów się spodziewa.
Ekipa na budowie kojarzy się z betonem, stalą i rusztowaniami. Tymczasem dziś równie dużym kosztem jak materiały staje się samo dojechanie na miejsce i utrzymanie maszyn w ruchu. Dla tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw to różnica między przetrwaniem a zamknięciem działalności.
Gwałtowny wzrost cen paliw: 92% firm czuje uderzenie
Według badania branżowej organizacji skupiającej rzemieślników i małe firmy budowlane aż 92% przedsiębiorstw deklaruje, że drogie paliwo bezpośrednio uderza w ich codzienną działalność. To nie jest kosmetyczna zmiana w budżecie, ale realne przesunięcie kosztów, które rozsadzają kalkulacje sprzed kilku miesięcy.
Ankietę przeprowadzono wśród 2600 wykonawców. Wnioski są spójne: firmy, które już wcześniej walczyły o utrzymanie płynności po zawirowaniach związanych z sytuacją geopolityczną, dziś wchodzą w kolejną odsłonę kryzysu. Dwa lata napięć gospodarczych nadwyrężyły rezerwy finansowe. Teraz drogie paliwo staje się katalizatorem problemów.
Rosnące ceny paliw i inflacja materiałów budowlanych tworzą dla małych firm mieszankę, z którą wielu nie daje rady finansowo.
Dojechać na budowę staje się luksusem
Budowlanka jest wyjątkowo wrażliwa na cenę paliwa. Brygady codziennie przemieszczają się między kilkoma, nieraz odległymi, lokalizacjami. Do tego dochodzą ciężkie maszyny i transport materiałów. Każdy wzrost na stacji przekłada się tu na realne złotówki, które trzeba dopisać do kosztów.
Szefowie firm zwracają uwagę zwłaszcza na rosnące rachunki za paliwo do maszyn. Przykład z badania: koparka o masie 20 ton spala średnio 20 litrów na godzinę. Wzrost ceny paliwa technicznego o równowartość 30 eurocentów na litr oznacza około 6 euro więcej kosztu pracy maszyny w każdej godzinie. Przy kilku maszynach pracujących po 8–10 godzin dziennie, przez cały tydzień, daje to tysiące euro miesięcznie dodatkowego obciążenia.
Według ankiety 56% firm deklaruje, że wprost odczuwa skok cen paliwa przeznaczonego do napędu sprzętu budowlanego. Dla wielu przedsiębiorstw, które żyją z kontraktów o niskiej marży, taki skok kosztów paliwa to w praktyce utrata zysku z całego zlecenia.
Małe firmy na pierwszej linii frontu
Najbardziej narażone są niewielkie przedsiębiorstwa, często rodzinne, z jednym biurem w busie i magazynem w garażu. Ich właściciele zwykle nie mają poduszek finansowych ani rozbudowanych działów księgowych, które mogłyby szybko renegocjować ceny z klientami.
Właściciele takich firm często przyznają, że zanim zdążą zmienić cennik, pracują już na starych stawkach, za to z nowymi kosztami paliwa. Różnicę dopłacają z własnej kieszeni. Kilka takich kontraktów z rzędu może wyczyścić konto firmowe do zera.
Nie tylko paliwo. Drożeją też materiały i transport
Wzrost cen paliw nie zatrzymuje się na dystrybutorze. Uderza w cały łańcuch dostaw. Z badania wynika, że 65% firm budowlanych otrzymało już oficjalne komunikaty od hurtowni o podwyżkach materiałów. Dostawcy wprost wskazują koszt transportu jako jedną z głównych przyczyn.
Najmocniej drożeją produkty związane z ropą naftową, ale także podstawowe materiały budowlane. Wskazywane są między innymi:
- wyroby na bazie ropy (np. izolacje, tworzywa sztuczne),
- drewno i elementy drewnopochodne,
- beton i prefabrykaty betonowe,
- miedź i inne metale wykorzystywane w instalacjach,
- PVC, blachy i elementy z cynku.
Według zebranych danych część grup produktów podrożała o od kilku do nawet 20 procent. Szczególnie wyraźne są wzrosty cen izolacji, takich jak płyty termoizolacyjne czy wełna szklana, oraz płyt gipsowo-kartonowych.
Im wyższy udział transportu w cenie materiału, tym szybciej rosną jego koszty dla końcowego klienta i wykonawcy.
Ryzyko braków w dostawach
Około jedna czwarta firm sygnalizuje, że otrzymała ostrzeżenia o możliwych przerwach w dostępności niektórych produktów. Mowa m.in. o drewnie konstrukcyjnym, płytach gipsowo-kartonowych czy izolacjach z wełny mineralnej.
Dla prowadzenia budów to poważny problem. Opóźniona dostawa jednej grupy materiałów potrafi zatrzymać cały harmonogram prac, odsuwa w czasie odbiór inwestycji i wystawienie faktury. Firmy zostają z kosztami pracowników i sprzętu, ale bez wpływów za wykonaną robotę.
Mniejsza marża, większy stres i fala zamknięć
Rosnące koszty paliwa i materiałów bezpośrednio podkopują marże. Zlecenia podpisane kilka miesięcy wcześniej opierały się na zupełnie innych kalkulacjach. Dziś wielu wykonawców przyznaje, że kończy kontrakty „na zero” albo nawet z lekką stratą, byle tylko utrzymać zespół i nie stracić klienta.
Przedstawiciele branży przypominają, że sektor budowlany już wcześniej przechodził mocne tąpnięcie. W ciągu dwóch lat z rynku zniknęło kilkanaście tysięcy firm i dziesiątki tysięcy miejsc pracy. Częściowo w ciszy, bez większego echa w debacie publicznej, bo zamykały się głównie małe przedsiębiorstwa rozsiane po całym kraju.
Rosną nie tylko rachunki, ale też poziom wypalenia. Właściciele firm budowlanych coraz częściej mówią wprost o depresji i lęku o przyszłość.
Organizacje branżowe wspominają wręcz o potrzebie tworzenia struktur wsparcia psychologicznego dla przedsiębiorców. Wielu właścicieli małych firm bierze na siebie jednocześnie rolę szefa, kierowcy, księgowego i negocjatora z klientem. Kiedy do tego dochodzi presja finansowa i widmo utraty dorobku życia, zdrowie psychiczne szybko się sypie.
Przełożenie na klientów prywatnych i inwestorów
Dla inwestorów indywidualnych i deweloperów sytuacja oznacza wyższe wyceny i większą niepewność terminów. Im dłużej trwa realizacja inwestycji, tym mocniej rośnie ryzyko, że zaoferowana cena przestanie pokrywać realne koszty wykonawcy.
Firmy zaczynają się zabezpieczać, dodając do umów klauzule o możliwości aktualizacji cen w razie dalszego wzrostu kosztów paliwa i materiałów. Dla klienta to mniej komfortowe, ale z perspektywy wykonawcy bywa warunkiem przetrwania.
Branża żąda tarczy antykryzysowej dla budownictwa
Organizacje reprezentujące małe i średnie firmy budowlane apelują do rządów o konkretne decyzje, a nie tylko o deklaracje. Wśród postulatów pojawia się obniżka stawki VAT na usługi remontowe i modernizacyjne – z obecnego poziomu do wyraźnie niższego. Branża wylicza, że taka zmiana mogłaby odblokować dodatkowy obrót liczony w miliardach euro i uratować tysiące miejsc pracy.
Postulaty obejmują także powrót do specjalnych międzyresortowych zespołów kryzysowych, które podczas poprzednich zawirowań pomagały koordynować działania wobec budownictwa. Kluczowy postulat dotyczy pewnej formy osłony przed skokami cen paliw wykorzystywanych w sprzęcie budowlanym i transporcie materiałów.
| Problem zgłaszany przez firmy | Postulowane działanie |
|---|---|
| Wysoki koszt paliwa do maszyn i aut | Tymczasowe ograniczenie części podatków i opłat od paliw |
| Spadek opłacalności zleceń remontowych | Niższa stawka VAT na prace modernizacyjne |
| Ryzyko bankructw małych firm | Specjalne programy wsparcia płynności finansowej |
| Niepewność co do dostaw materiałów | Bliższa współpraca z dostawcami i uproszczenie procedur zakupu |
Przedstawiciele branży wskazują również na możliwość wprowadzenia „pływających” rozwiązań podatkowych na paliwa, które automatycznie łagodziłyby skutki skoków cen ropy. Chodzi o to, by firmy nie ponosiły pełnej konsekwencji nagłych zmian na rynkach surowcowych.
Kryzys paliwowy zderza się z zieloną transformacją
Paradoks polega na tym, że drogie paliwo uderza w budownictwo dokładnie w chwili, gdy rządy przyspieszają inwestycje w energetykę odnawialną. Ogłaszane są kolejne przetargi na farmy wiatrowe, instalacje fotowoltaiczne czy modernizacje energetyczne budynków. Do wykonania tych wszystkich zadań potrzeba właśnie tych firm, które dziś walczą o przetrwanie.
Jeśli część z nich zbankrutuje, zabraknie rąk do pracy i sprzętu. W efekcie inwestycje w OZE mogą zwolnić, a koszty transformacji energetycznej jeszcze wzrosną. To pokazuje, jak ściśle połączone są polityka energetyczna, fiskalna i sytuacja na budowach.
Co mogą zrobić same firmy
Choć wiele zależy od decyzji politycznych, przedsiębiorcy próbują także własnych rozwiązań. Najczęstsze kierunki działania to:
- optymalizacja tras dojazdu na budowy i łączenie zadań w jednym rejonie,
- wymiana najbardziej paliwożernych pojazdów na oszczędniejsze, często używane, ale lepiej dobrane,
- negocjowanie z klientami klauzul waloryzacyjnych w nowych umowach,
- rezygnacja z najmniej dochodowych zleceń o dużej odległości transportu,
- wspólne zakupy paliwa i materiałów z innymi firmami w regionie.
Dla części przedsiębiorców ratunkiem staje się też częściowe przejście na rynek lokalny. Zamiast obsługiwać odległe inwestycje, koncentrują się oni na promieniu kilkunastu kilometrów od siedziby. To ogranicza spalanie i ułatwia kontrolę kosztów.
W dłuższej perspektywie coraz głośniej mówi się o konieczności zwrotu w stronę mniej paliwochłonnych technologii budowlanych i stopniowej wymiany floty na bardziej oszczędną. Taka zmiana wymaga jednak czasu i inwestycji, a na to wiele małych firm w obecnych realiach po prostu nie ma pieniędzy. Dlatego dyskusja o drogim paliwie w budownictwie nie dotyczy tylko cen przy dystrybutorze, ale całego modelu funkcjonowania jednej z kluczowych gałęzi gospodarki.


