Google Maps szykuje nowy przycisk udostępniania lokalizacji. Zmieni codzienne nawyki?

Google Maps szykuje nowy przycisk udostępniania lokalizacji. Zmieni codzienne nawyki?
4.8/5 - (53 votes)

Google po cichu testuje w aplikacji Maps przycisk, który ma rzucić się w oczy każdemu kierowcy i pieszym użytkownikom.

Zmiana wygląda niepozornie: niewielki element nad mapą. W praktyce może sprawić, że dzielenie się swoją lokalizacją stanie się tak intuicyjne, jak wyszukiwanie trasy.

Nowy przycisk w Google Maps: co dokładnie się zmienia

Do tej pory udostępnianie położenia w Google Maps na Androidzie kryło się pod małym niebieskim punktem, który oznacza naszą aktualną pozycję. Trzeba było w niego trafić palcem, poczekać na rozwinięcie dolnego panelu i dopiero tam znaleźć opcję przekazania lokalizacji dalej. Dla wielu osób ta możliwość w ogóle była niewidoczna.

Testowana wersja aplikacji działa inaczej. Nad mapą pojawia się nowy, wyraźny przycisk z ikoną pinezki i symbolem udostępniania. Jest większy, wyżej położony i nie ginie w gąszczu innych elementów interfejsu.

Nowy przycisk pozwala jednym dotknięciem skoczyć do własnego położenia, wywołać kompas, a przede wszystkim szybko otworzyć menu udostępniania lokalizacji.

Po jego użyciu otwiera się dobrze znane okno, w którym wybieramy, komu i na jak długo chcemy przekazać informacje o swoim miejscu pobytu. Gdy tylko przesuniemy mapę, przycisk znika, żeby nie zasłaniać widoku. Pojawia się ponownie, gdy wracamy do widoku z naszą bieżącą lokalizacją.

Dlaczego Google ułatwia dzielenie się lokalizacją

Według opisów testerów wiele osób w ogóle nie kojarzyło, że niebieski punkt w Google Maps kryje dodatkowe funkcje. Był po prostu „kropką na mapie”, która pokazuje, gdzie jesteśmy. Z punktu widzenia Google to problem: rozbudowane narzędzie nie spełnia swojej roli, jeśli większość użytkowników nie wie, jak do niego dotrzeć.

Udostępnianie lokalizacji przydaje się w codziennych sytuacjach:

  • gdy umawiamy się ze znajomymi w zatłoczonym miejscu i łatwiej wysłać swoją pozycję niż opisywać otoczenie,
  • kiedy ktoś z rodziny wraca późno do domu i chcemy śledzić postęp trasy na żywo,
  • podczas podróży w obcym mieście, gdy zgubimy się i musimy szybko przesłać dokładne położenie,
  • w sytuacjach awaryjnych, gdy liczy się każda sekunda.

Im prostszy dostęp do takiej opcji, tym większa szansa, że użytkownicy zaczną z niej aktywnie korzystać. Nowy przycisk idzie właśnie w tym kierunku – z funkcji schowanej głęboko w interfejsie tworzy coś, co przypomina podstawowe narzędzie nawigacyjne.

Przebudowane menu nawigacji: mniej opcji pod ręką

Równolegle z nowym przyciskiem testowana jest też zmiana w głównym menu nawigacyjnym Google Maps. Obecnie część funkcji wywołujemy z niewielkiej listy, która rozwija się z dolnej krawędzi ekranu. W testowej wersji lista zamienia się w siatkę większych ikon.

Cel jest dość czytelny: użytkownik ma szybciej rozpoznać poszczególne funkcje i nie błądzić po drobnych, mało czytelnych napisach. Większe kafelki lepiej sprawdzają się na ekranach dotykowych, zwłaszcza w ruchu.

Ma to jednak cenę. Opcje oceniane jako rzadziej używane – na przykład „Widok satelitarny” czy warstwa z natężeniem ruchu – trafiają głębiej, do ustawień. W praktyce oznacza to dodatkowe kliknięcia, aby je włączyć lub wyłączyć.

Funkcja udostępniania postępu trasy w nowym widoku interfejsu znika całkowicie. To sygnał, że Google wciąż szuka najlepszego układu elementów i nie traktuje obecnej wersji jako ostatecznej.

Na razie brak informacji, kiedy i czy w ogóle te zmiany pojawią się u wszystkich użytkowników. Testy dotyczą wybranych instalacji na Androidzie, a Google może jeszcze kilka razy zmodyfikować wygląd układu.

Udostępnianie lokalizacji a prywatność: gdzie jest granica

Łatwiejszy dostęp do funkcji to wygoda, ale przy lokalizacji dochodzi wątek bezpieczeństwa. Dane o tym, gdzie i kiedy się przemieszczamy, pozwalają bardzo szybko zbudować obraz codziennych nawyków. Dlatego instytucje zajmujące się cyberbezpieczeństwem regularnie przypominają o ostrożności.

Niemieckie urzędy odpowiedzialne za bezpieczeństwo cyfrowe – podobnie jak polskie instytucje – zalecają, aby traktować udostępnianie położenia jak pożyczanie kluczy do mieszkania: robimy to tylko wtedy, gdy jest konkretna potrzeba, na możliwie krótki czas i wobec zaufanych osób.

Praktyka Dlaczego ma znaczenie
Udostępnianie lokalizacji tylko tym osobom, które naprawdę jej potrzebują Zmniejsza ryzyko nadużyć i niechcianego śledzenia
Ustawianie limitu czasowego zamiast „do odwołania” Po zakończeniu sytuacji (np. powrotu do domu) lokalizacja przestaje się wysyłać automatycznie
Regularna kontrola listy aplikacji z dostępem do GPS Pozwala odciąć programy, które zbierają dane w tle bez realnej korzyści dla użytkownika
Wyłączanie historii lokalizacji, jeśli nie jest potrzebna Ogranicza tworzenie dokładnego profilu naszych ruchów

Jak sprawdzić, które aplikacje widzą twoją lokalizację

Dobrym nawykiem jest okresowy „przegląd” uprawnień w telefonie. W systemie Android można wejść do sekcji ustawień prywatności i zobaczyć, które programy korzystają z usług lokalizacji. Warto ograniczyć dostęp aplikacjom, które nie muszą znać naszego położenia do działania.

W wielu nowszych wersjach Androida dostępna jest też opcja przyznania lokalizacji tylko podczas aktywnego korzystania z aplikacji. To rozsądny kompromis: nawigacja GPS działa, gdy jej potrzebujemy, a w tle dane nie wypływają bez kontroli.

Co nowy przycisk zmieni w praktyce

Jeśli Google wprowadzi nowe rozwiązanie szerzej, odczują je zwłaszcza osoby, które do tej pory rzadko korzystały z dzielenia się lokalizacją. W nagłych sytuacjach będzie łatwiej wytłumaczyć mniej technicznym członkom rodziny, co mają nacisnąć na ekranie.

Z czasem taki przycisk może stać się czymś tak oczywistym jak pole wyszukiwania trasy czy ikona mikrofonu do komend głosowych. To z kolei przełoży się na częstsze korzystanie z funkcji i jeszcze większe przywiązanie użytkowników do ekosystemu Google.

Warto jednak pamiętać, że każde ułatwienie techniczne wymaga od nas odrobiny samodyscypliny. Szybki dostęp do udostępniania lokalizacji powinien iść w parze z nawykiem szybkiego jej wyłączania, kiedy nie jest już potrzebna. Dobrym przyzwyczajeniem jest sprawdzenie po zakończonej podróży, czy lokalizacja na żywo na pewno przestała się udostępniać.

Nowy przycisk w Google Maps pokazuje też szerszy trend w projektowaniu aplikacji: firmy coraz agresywniej wypychają na wierzch funkcje, które dotąd były gdzieś głębiej schowane. Dla użytkownika to z jednej strony wygoda, z drugiej – większa odpowiedzialność za świadome korzystanie z tego, co na ekranie staje się tylko kwestią jednego dotknięcia.

Prawdopodobnie można pominąć