100 tajemniczych sygnałów z kosmosu. Czy któryś jest od obcych?

100 tajemniczych sygnałów z kosmosu. Czy któryś jest od obcych?
Oceń artykuł

Naukowcy kończą największy radiowy „odsłuch” kosmosu w historii, a na ich biurkach zostaje już tylko 100 najbardziej zagadkowych sygnałów.

Po ponad dwóch dekadach pracy projekt SETI@home zbliża się do symbolicznego finału. Miliony domowych komputerów z całego świata pomogły wyłowić z radiowego szumu Wszechświata ostatnią setkę sygnałów, których nikt nie potrafi na razie jednoznacznie wyjaśnić. Wśród nich może kryć się zwykły szum… albo coś, co ludzie od lat nazywają „głosem obcej cywilizacji”.

Polowanie na obcą cywilizację z domowego komputera

SETI@home wystartował w 1999 roku jako szalony, jak na tamte czasy, pomysł. Zamiast jednego superkomputera, naukowcy postanowili połączyć moc obliczeniową zwykłych pecetów użytkowników z całego świata. Każdy, kto zainstalował specjalny program, udostępniał kawałek mocy swojego komputera do analizy danych z radioteleskopu Arecibo w Portoryko.

Przez lata dane spływały szybciej, niż można je było oglądać. Rejestrowano miliardy krótkich, wąskopasmowych sygnałów – krótkie „piknięcia” na konkretnych częstotliwościach, z konkretnych punktów na niebie. Większość z nich okazywała się zakłóceniami z Ziemi, satelitów, radarów, nadajników. Reszta czekała w kolejce na dokładniejszą analizę.

Po ponad dwóch dekadach selekcji z 12 miliardów wąskopasmowych sygnałów zostało 100, które zasłużyły na dokładniejsze przyjrzenie się im przez teleskopy.

Od miliardów impulsów do setki „podejrzanych”

Dwa artykuły naukowe opublikowane w 2025 roku w „The Astronomical Journal” podsumowały ogrom tej pracy. Jeden opisuje, jak zbierano i wstępnie obrabiano dane, drugi – jak dokładnie je przesiewano. Klucz polegał na tym, by krok po kroku odsiać wszystko, co na pewno pochodzi z Ziemi albo naturalnych zjawisk kosmicznych.

Naukowcy m.in.:

  • porównywali sygnały z ruchem satelitów i znanych radarów,
  • szukali powtarzalnych wzorów w czasie i częstotliwości,
  • testowali, czy sygnał „podąża” za ruchem Ziemi i teleskopu, tak jak robiłby to sygnał z odległej gwiazdy,
  • korzystali z nowych algorytmów, które nie były dostępne na przełomie wieków.

Efekt? Z początkowych około 12 miliardów detekcji zostało właśnie 100 kandydatów. Wszystkie są wąskopasmowe, czyli skupione w bardzo wąskim zakresie częstotliwości – to typ sygnału, który fizycy uważają za potencjalnie „nienaturalny”, bo natura rzadko produkuje tak wąskie pasma.

Co wyróżnia te 100 sygnałów

Kryterium Znaczenie dla poszukiwań
Wąskie pasmo częstotliwości Przypomina przekaz techniczny, a nie naturalny szum
Źródło na niebie Sygnal wychodzi z konkretnego obszaru, nie „znikąd”
Brak oczywistych zakłóceń z Ziemi Nie pasuje do znanych radarów, satelitów, komunikacji
Powtarzalność lub jednorazowość Daje wskazówkę, czy to zdarzenie losowe, czy coś stabilnego

W tej chwili naukowcy nie mówią, że którykolwiek z sygnałów jest „od obcych”. Mówią raczej: tych 100 przypadków warto obejrzeć jeszcze raz, innymi teleskopami, przy użyciu nowych metod, z chłodną głową i większą wiedzą o zakłóceniach radiowych, niż mieliśmy dwadzieścia lat temu.

Najczulsze nasłuchy w historii – i cisza

Projekt SETI@home stał się najbardziej czułym przeglądem wąskopasmowych sygnałów radiowych na ogromnym fragmencie nieba. Oznacza to, że jeśli w zasięgu radioteleskopów działałaby cywilizacja wysyłająca mocne, wąskopasmowe sygnały w naszym kierunku, system miał realną szansę je zarejestrować.

Naukowcy podkreślają: nawet brak jednoznacznego śladu obcej cywilizacji to wynik. Teraz można określić, jak silny musiałby być sygnał, aby nie umknął tej analizie.

Ta „mierzalna cisza” budzi mieszane uczucia. Z jednej strony – ogromne osiągnięcie techniczne. Z drugiej – lekki zawód. Zespół miał świadomość, że dysponuje jednym z najlepszych narzędzi w historii poszukiwania inteligencji pozaziemskiej, więc liczył, choćby po cichu, na coś wyraźniejszego niż tylko listę kandydatów do dalszej kontroli.

Ludzkie błędy, ograniczenia komputerów i niedosyt

Twórcy SETI@home przyznają szczerze: nie wszystko zrobili idealnie. Na przełomie lat 90. i 2000. moc komputerów była znacznie mniejsza, a dyski – drogie. Trzeba było podejmować trudne decyzje, jakie dane od razu wyrzucać, a jakie zachować.

Część ustawionych wtedy filtrów mogła „wylać dziecko z kąpielą”, czyli skasować sygnały, które z dzisiejszej perspektywy wyglądałyby ciekawie. Nie da się wrócić do wszystkich surowych danych i zacząć od zera, ale można przynajmniej lepiej policzyć, jaką część potencjalnych sygnałów odrzucano automatycznie.

Badacze mówią wprost: istnieje niezerowa szansa, że w starych danych kryje się ślad obcej cywilizacji, który wyleciał razem z szumem w statystykach sprzed dwóch dekad.

Czy w tych danych naprawdę kryje się ktoś jeszcze?

Nawet po wszystkich filtrach i testach wciąż pozostaje trochę niepewności. Algorytmy się mylą, modele zakłóceń nie są idealne, a ludzkie oko nie obejrzy każdej detekcji z osobna. Stąd pytanie, które regularnie wraca wśród osób śledzących SETI: a co, jeśli sygnał od innej cywilizacji już dawno leży na serwerze, tylko nikt go jeszcze nie rozpoznał?

Niektórzy naukowcy uważają, że to prawdopodobne, bo nikt nie wie, jak taki sygnał miałby dokładnie wyglądać. Projekt w dużej mierze skupiał się na tym, czego oczekujemy: wąskie pasmo, czysta nośna, coś, co przypomina nasze własne transmisje. A inteligentne istoty mogą komunikować się zupełnie inaczej, w sposób, którego nie potrafimy jeszcze nawet sensownie szukać.

Co dalej po SETI@home

Choć projekt w znanej formie dobiegł końca, jego dziedzictwo wcale nie znika. Zbudowane oprogramowanie, bazy danych, doświadczenie w łączeniu milionów komputerów ochotników – to wszystko przetarło szlak dla kolejnych inicjatyw, w tym nowych projektów w stylu „obliczenia rozproszone” i analiz z użyciem AI.

Następna fala poszukiwań prawdopodobnie pójdzie w trzech kierunkach:

  • większe i czulsze radioteleskopy (np. sieci wielu anten pracujących razem),
  • analiza danych przez systemy uczenia maszynowego, które wychwytują nietypowe wzorce,
  • szukanie nie tylko klasycznych wąskopasmowych sygnałów, ale też bardziej złożonych form przekazu.

Do tego dochodzi coraz lepsze rozumienie tła: jak wygląda naturalny radiowy „szum” galaktyki, ile zakłóceń generuje nasza własna technologia, gdzie w danych najłatwiej o pomyłkę. Im lepiej rozpoznajemy ten pejzaż, tym łatwiej wychwycić coś, co naprawdę się wyróżnia.

Czego uczy nas to wielkie „nic” z kosmosu

Brak wyraźnego sygnału od obcych po tak gigantycznej analizie prowokuje pytania. Może inteligentne cywilizacje są niezwykle rzadkie. Może istnieją, ale nie używają radia w sposób, jaki rozumiemy. A może są zbyt daleko, by ich sygnały przebiły się przez kosmiczny szum.

Jest też inna możliwość: sygnały pojawiają się krótko, rzadko i w miejscach nieba, na które akurat nikt nie patrzy. SETI@home skanował duże obszary, ale nie przez cały czas. Gdyby ktoś nadał w naszą stronę komunikat trwający godzinę raz na sto lat – łatwo go przegapić.

Jak przeciętny czytelnik może to sobie wyobrazić

Dobrym porównaniem jest tłumne miasto widziane nocą z dużej odległości. Widać tysiące świateł, migotanie reklam, przejeżdżające samochody. Gdy ktoś na chwilę zapali latarkę w oknie jednego mieszkania, prawie na pewno tego nie zauważysz. Żeby to dostrzec, trzeba patrzeć dokładnie w to okno, w odpowiedniej chwili i z dobrym sprzętem.

Tak wygląda nasza próba „podsłuchiwania” kosmosu. SETI@home był jednym z pierwszych projektów, które spróbowały zrobić to na masową skalę, angażując zwykłych ludzi. Teraz, gdy na stole zostało sto najciekawszych sygnałów, zaczyna się spokojniejszy etap – precyzyjne, powolne sprawdzanie każdego z nich, z nadzieją, że chociaż jeden okaże się czymś więcej niż kolejnym kaprysem kosmicznego szumu.

Prawdopodobnie można pominąć