Jak pieczenie pizzy uratowało mu życie i dało pracę setkom ludzi

Jak pieczenie pizzy uratowało mu życie i dało pracę setkom ludzi
4.3/5 - (44 votes)

Najważniejsze informacje:

  • Tom Gozney zbudował firmę wartą miliony funtów, wychodząc z uzależnienia i stawiając na rzemiosło.
  • Pandemia COVID-19 stała się katalizatorem ogromnego wzrostu przychodów firmy, z 5,2 mln funtów w 2019 r. do 72 mln w 2024 r.
  • Kluczowym produktem firmy jest przenośny piec Roccbox, który obniżył próg wejścia w biznes gastronomiczny.
  • Około 400 właścicieli pieców Gozney porzuciło pracę na etacie, by utrzymywać się z mobilnej sprzedaży pizzy.
  • Prowadzenie biznesu opartego na pracy z ogniem stało się dla założyciela ważnym elementem utrzymania trzeźwości i terapii.

<strong>Po odwyku, bez dyplomu biznesu i z „brzydkim” pierwszym piecem, stworzył markę, która dziś zmienia kariery swoich klientów.

Historia Toma Gozneya to nie jest klasyczna opowieść o start-upie. To raczej historia człowieka, który wyrwał się z nałogu, zakochał się w ogniu i cieście, a potem zbudował firmę wartą dziesiątki milionów funtów – przy okazji pomagając setkom ludzi rzucić etat i zacząć zarabiać na pizzy.

Od uzależnienia do ognia: jak powstaje drugi życiorys

Jako 21‑latek Tom Gozney zmagał się z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków. Zamiast klasycznej kariery, czekał go raczej szybki życiowy zjazd. Przełom nastąpił dopiero, gdy trafił na terapię odwykową.

Detoks i terapia były dla niego punktem zwrotnym. Gotowanie w ogniu stało się nie tylko nowym hobby, ale fundamentem trwałej zmiany.

Po wyjściu z ośrodka Gozney szukał czegoś, co go wciągnie równie mocno jak imprezy. Tyle że w dobrą stronę. Znalazł to… w ogrodzie. Zbudował własnoręcznie pierwszy piec do pizzy na drewno. Jak sam przyznaje, wizualnie był koszmarem, ale za to zmienił jego życie.

Zapraszał znajomych, piekł dla nich pizze, obserwował, jak ludzie się rozluźniają, rozmawiają, śmieją. Zrozumiał, że ogień i jedzenie potrafią natychmiast tworzyć więź między ludźmi. Ten domowy eksperyment przerodził się w obsesję na punkcie pieców – i w zalążek marki Gozney.

Samouk od betonu i gliny: pierwszy produkt za pożyczone pieniądze

Bez wykształcenia technicznego Gozney zaczął wgryzać się w literaturę o właściwościach termicznych cementu i gliny. Chciał zrozumieć, jak zatrzymać ciepło, jak rozprowadzać je równomiernie, jak sprawić, by pizza wychodziła tak samo dobra po raz setny, jak za pierwszym razem.

Na pierwszy „poważny” produkt wziął od matki pożyczkę w wysokości 5 tys. funtów. Połowę tej kwoty przeznaczył na formę z włókna szklanego, na której oparł jednoczęściową kopułę pieca. Z betonu stworzył coś na kształt niewielkiego igloo – kompaktowy, gotowy moduł, który można było stosunkowo łatwo montować.

  • Piec otrzymał nazwę Primo i stał się produktem wejściowym.
  • Cena: 499 funtów – celowo tak skalkulowana, by był dostępny także dla mniejszych lokali.
  • Klucz: opatentowana konstrukcja szybsza i tańsza w montażu niż tradycyjne piece.

Terrakotowy design trafił w gust restauratorów. Primo szybko zaczął pojawiać się w lokalach, a Gozney z niszowego twórcy przerodził się w poważnego gracza w branży pieców do pizzy.

Od targów rolniczych do sieci pizzerii

Początki nie były efektowne. W 2011 roku Gozney sam uczył się budowy stron internetowych, jeździł z piecami na targi rolnicze, rozstawiał stoiska i tłumaczył ludziom, dlaczego jego betonowe „igloo” piecze lepiej.

Pięć lat później, już jako Stone Bake Oven Company, sprzedawał piece komercyjne znanym brytyjskim sieciom, takim jak Franco Manca czy Pizza Pilgrims. Później połączył działalność komercyjną i sprzedaż online pod jedną marką – Gozney.

Firma jako pierwsza w Wielkiej Brytanii dostała oficjalne zwolnienie z ograniczeń dymowych, co pozwoliło używać jej pieców w strefach o zaostrzonych normach emisji.

Równolegle zaczęła rosnąć rozpoznawalność marki wśród klientów domowych. Design stał się jednym z głównych wyróżników – piec miał wyglądać jak designerski mebel ogrodowy, a nie ciężka, ceglana budowla, której nie da się ruszyć.

COVID jako przyspieszacz: skok z 5 do 72 mln funtów

Przełomowym momentem dla firmy był czas pandemii. Gdy ludzie utknęli w domach, gwałtownie wzrosło zainteresowanie gotowaniem w ogrodzie i tworzeniem własnych „restauracji” na tarasie.

Według danych firmy, przychody Gozney wzrosły z 5,2 mln funtów w 2019 roku do 72 mln w 2024. Z lokalnego biznesu w Bournemouth firma rozwinęła się w globalnego gracza, zatrudniającego około 120 osób w Chinach, Australii, Europie i Stanach Zjednoczonych.

Rok Przychody Gozney
2019 5,2 mln funtów
2024 72 mln funtów

Firma przeszła drogę od ręcznie odlewanych pieców do design‑led produktów premium, które stały się synonimem outdoorowego pieczenia pizzy w stylu restauracyjnym.

Roccbox: piec, który pozwala rzucić etat

Największym przełomem produktowym okazał się lekki, przenośny piec Roccbox – określany jako pierwszy na świecie mobilny, kamienny piec do pizzy z prawdziwego zdarzenia. Można go postawić na stole, zabrać do ogrodu czy na event, a osiąga temperatury znane z profesjonalnych pieców.

Od startu sprzedaży w 2016 roku Roccbox natychmiast przyciągnął uwagę. W pierwszym miesiącu wygenerował 900 tys. funtów przychodu. Konstrukcja została zaprojektowana tak, by znosić komercyjne obciążenie – intensywne wypiekanie przez wiele godzin dziennie.

Według danych firmy około 400 właścicieli pieców Gozney zrezygnowało z etatów, by utrzymywać się wyłącznie ze sprzedaży pizzy wypiekanej w ich urządzeniach.

Ci ludzie tworzą – jak nazywa ich firma – „kolektyw Gozney”. To mikroprzedsiębiorcy, którzy przekształcili pasję do pizzy w sposób na życie. Część jeździ z food truckami, inni prowadzą małe punkty uliczne albo weekendowe stoiska na targach. Roccbox stał się dla wielu z nich narzędziem do przetestowania pomysłu na biznes bez kosztów budowy drogiej, klasycznej pizzerii.

Dlaczego ten model działa dla „kolektywu”

  • Niski próg wejścia: zamiast inwestować setki tysięcy w lokal, wystarczy kupić piec i odpowiednio go ubezpieczyć.
  • Elastyczność: można zacząć od weekendów, eventów, cateringu i stopniowo ograniczać pracę na etacie.
  • Sprzęt „komercyjny” w formacie domowym: urządzenia są projektowane tak, by wytrzymać intensywne użytkowanie.
  • Efekt wizualny: designerski wygląd pieca przyciąga uwagę klientów tak samo jak zapach pizzy.

Dla Gozneya to wymiar biznesu, który cieszy go najbardziej. Twierdzi, że obserwowanie ludzi, którzy dzięki jego produktom zmieniają życie, ma dla niego większą wartość niż liczby w Excelu.

Biznes jako terapia: co daje ogień i ciasto

Dla samego założyciela prowadzenie firmy i praca z ogniem to znacznie więcej niż biznesowy projekt. Po przejściu terapii Gozney mówi wprost: to właśnie tworzenie pieców i budowanie wokół nich społeczności pomogło mu utrzymać trzeźwość.

Opowiada, że kiedy staje przy piecu, musi być uważny i obecny – ogień nie wybacza rozkojarzenia. Przygotowywanie ciasta, czekanie, aż wyrośnie, praca nad idealnym wypiekiem dały mu poczucie kontroli i sprawczości w okresie, gdy odbudowywał swoje życie po uzależnieniu.

W jego narracji pizza nie jest produktem, ale pretekstem do budowania relacji: w rodzinie, wśród znajomych, w lokalnych społecznościach, które wyrastają wokół food trucków i małych pizzerii.

Czego może nauczyć się z tej historii ktoś z Polski

Historia Toma Gozneya może być ciekawą inspiracją dla osób w Polsce, które myślą o małym gastronomicznym biznesie lub szukają pomysłu na nowe życie po trudnych doświadczeniach. Model, w którym kupuje się wysokiej jakości przenośny piec i zaczyna od małej skali – eventy, targi, ogródki sezonowe – jest możliwy do przełożenia także na polskie realia.

Warto zwrócić uwagę na kilka elementów jego podejścia:

  • inwestycja w produkt, który wygląda tak samo dobrze, jak działa,
  • skupienie na społeczności i doświadczeniu, a nie tylko na sprzedaży,
  • świadome budowanie marki wokół historii założyciela, a nie wyłącznie wokół smaku pizzy,
  • wykorzystanie kryzysu (jak pandemia) jako momentu na przyspieszenie, gdy inni się wycofują.

Dla osób wychodzących z uzależnień czy innych kryzysów życiowych ciekawą lekcją jest też to, że biznes może stać się elementem terapii – o ile opiera się na pasji, daje poczucie sensu i realnej więzi z ludźmi. W tym sensie 400 osób, które porzuciły etaty, by piec pizzę w piecach Gozney, to nie tylko liczba z prezentacji inwestorskiej. To dowód, że dobrze zaprojektowany produkt, połączony z wiarygodną historią człowieka, potrafi uruchomić lawinę zmian także w życiu innych.

Podsumowanie

Historia Toma Gozneya to inspirująca opowieść o człowieku, który po walce z nałogiem przekuł pasję do pieczenia pizzy w globalne imperium. Jego firma nie tylko produkuje designerskie piece, ale dzięki mobilnym rozwiązaniom pozwala setkom osób rzucić etat i rozpocząć własną działalność gastronomiczną.

Opublikuj komentarz

Prawdopodobnie można pominąć