Oceany się gotują, ryby znikają: nowe badanie pokazuje skalę katastrofy

Oceany się gotują, ryby znikają: nowe badanie pokazuje skalę katastrofy
4.3/5 - (43 votes)

Temperatura oceanów rośnie szybciej, niż zakładali pesymiści, a mieszkańcy głębin już płacą za to wysoką cenę.

Nowe badanie z półkuli północnej pokazuje, że nawet niepozorny wzrost temperatury o ułamek stopnia wystarczy, by populacje ryb gwałtownie się kurczyły. Ten proces nie jest abstrakcją na odległych wodach – przekłada się na talerz, ceny żywności i bezpieczeństwo milionów ludzi.

Każde 0,1°C mniej ryb: liczby, które mrożą krew

Międzynarodowy zespół badaczy przeanalizował roczne zmiany w aż 33 tysiącach populacji morskich organizmów w półkuli północnej w latach 1993–2021. Skupili się na tym, co dzieje się na dnie oceanów, gdzie temperatura rośnie wolniej niż przy powierzchni, ale za to trwale.

Badanie wykazało, że przy wzroście temperatury dna morskiego o zaledwie 0,1°C na dekadę populacje ryb kurczą się średnio o 7,2%.

Naukowcy oddzielili wpływ długotrwałego ocieplenia od krótkich epizodów, takich jak morskie fale upałów. Po wyeliminowaniu „szumów” zobaczyli wyraźny trend: im szybciej ogrzewa się dno, tym szybciej spada biomasa ryb.

W skrajnych przypadkach w jednej tylko badanej lokalizacji spadek biomasy związany z chronicznym ociepleniem sięgał w ciągu roku aż 19,8%. To oznacza, że całe stada mogą w praktyce „rozpłynąć się” w ciągu kilku sezonów.

Głębie oceanów przestają być bezpieczną przystanią

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że powierzchnia oceanów cierpi najbardziej, a głębie pozostają względnie stabilne. Badanie opublikowane w czasopiśmie „Nature Ecology & Evolution” pokazuje, że to złudzenie. Temperatura przy dnie rośnie systematycznie, zmieniając warunki, do których przez tysiące lat przystosowywały się morskie organizmy.

Gdy woda robi się cieplejsza, ryby:

  • migrują na większe głębokości lub w chłodniejsze rejony,
  • gorzej się rozmnażają i dożywają mniejszych rozmiarów,
  • są bardziej podatne na choroby i niedobór tlenu,
  • wpadają w konflikt z rybołówstwem, które „goni” za przemieszczającymi się stadami.

Badacze podkreślają, że z pozoru niewielki spadek – 7,2% na każde 0,1°C na dekadę – z czasem kumuluje się w ogromną lukę. W skali całych basenów oceanicznych oznacza to miliony ton znikającej biomasy.

Fale upałów w morzu: krótkotrwałe „korzyści”, długotrwała tragedia

Analiza pokazała jeszcze jedno niebezpieczeństwo: morskie fale upałów potrafią czasem chwilowo zwiększać liczebność ryb w jednych regionach, choć równocześnie niszczą populacje w innych. To złudzenie może uśpić czujność decydentów i opinii publicznej.

Gdy ryby uciekają z jednego morza do drugiego

Dobrym przykładem są szproty. W cieplejszej części ich naturalnego zasięgu, na przykład w ciepłych rejonach Morza Śródziemnego, fala upału może doprowadzić do spadku populacji. Natomiast na chłodniejszych granicach ich występowania, jak w Morzu Północnym, ten sam epizod cieplny może przejściowo sprzyjać ich rozwojowi.

Wzrost populacji w chłodniejszych wodach często jedynie maskuje globalny trend spadkowy. W skali całych oceanów naukowcy widzą „rozlaną” utratę życia morskiego.

Ryby z obszarów chłodnych okazują się bardziej elastyczne i potrafią na krótko skorzystać z cieplejszej wody. Gatunki z regionów już dziś gorących nie mają dokąd uciec – czekają je stres termiczny, niedotlenienie i w końcu załamanie populacji.

Ocieplenie to nie jedyny cios: przełowienie i brak tlenu

Eksperci przypominają, że ryby od dawna znajdują się pod presją intensywnych połowów. Według danych FAO odsetek przełowionych stad na świecie wciąż rośnie. Teraz do tego kryzysu dochodzi kolejne obciążenie: ocieplenie i ubywanie tlenu w wodzie.

Gdy woda się nagrzewa, gorzej wiąże tlen. Tworzą się rozległe „martwe strefy”, w których życie ma coraz mniejsze szanse. Dla rybołówstwa oznacza to ryzyko nagłych załamań połowów, nawet przy prowadzeniu względnie ostrożnej polityki.

Czynnik presji Skutek dla populacji ryb
Ocieplenie wody stres termiczny, migracje, spadek przeżywalności młodych
Przełowienie zubożenie stad, zanik dużych osobników, mniejsza odporność ekosystemu
Spadek tlenu masowe śnięcia, kurczenie się siedlisk, wymuszone wędrówki
Zanieczyszczenia choroby, zaburzenia rozrodu, gromadzenie toksyn w łańcuchu pokarmowym

Biolodzy zwracają uwagę, że przypisywanie wszystkich zmian wyłącznie ociepleniu może być mylące. Każdy z wymienionych czynników dołożył swoją cegiełkę, a ich łączny efekt jest silniejszy niż suma poszczególnych wpływów.

Rekordowe zasoby ciepła w oceanach w 2023 roku

Niezależne badanie opublikowane w „Nature Reviews Earth & Environment” pokazuje, że zawartość ciepła w oceanach – czyli ilość energii, jaką pochłonęły – osiągnęła w 2023 roku najwyższy poziom w historii pomiarów. Trend wzrostowy trwa nieprzerwanie od lat 60. XX wieku.

To znacznie ważniejsze niż pojedyncze rekordy temperatury powierzchni morza. Ciepło zgromadzone w głębszych warstwach działa jak wielka bateria. Nawet jeśli w przyszłości ograniczymy emisje, ta „bateria” jeszcze przez długie lata będzie napędzać:

  • topnienie lodowców i wzrost poziomu mórz,
  • osłabianie prądów oceanicznych,
  • zmiany rozmieszczenia gatunków morskich,
  • coraz częstsze i intensywniejsze morskie fale upałów.

Dlaczego liczy się każda dziesiąta stopnia

Naukowcy od lat powtarzają, że każda niewielka zmiana temperatury ma znaczenie. Cel 1,5°C średniego globalnego ocieplenia nie jest arbitralną liczbą z dokumentów politycznych, tylko granicą, przy której ryzyko masowej utraty ekosystemów gwałtownie rośnie.

Badanie ryb pokazuje, jak wygląda „koszt biologiczny” pod powierzchnią wody: każde przyspieszenie ocieplenia oceanów o kolejne 0,1°C na dekadę to wymierne, trudne do odrobienia straty w stadach na całym globie.

Autorzy analizy podkreślają, że nawet najlepiej zaprojektowane plany zarządzania rybołówstwem mogą nie nadążyć za tempem zmian, jeśli temperatura wody będzie rosnąć w obecnym rytmie. Innymi słowy, same limity połowowe nie wystarczą, jeśli nie zmniejszymy emisji gazów cieplarnianych.

Co to oznacza dla ludzi – od rybaków po zwykłych konsumentów

Kurczące się stada ryb to nie tylko kwestia przyrody. Dla setek milionów osób ryby są głównym źródłem białka i dochodu. Gdy populacje maleją, rosną ceny, a konkurencja o zasoby zaostrza się między krajami i flotami.

Można się spodziewać:

  • częstszych konfliktów o łowiska,
  • wzrostu presji na już przełowione gatunki,
  • przenoszenia połowów w coraz bardziej wrażliwe rejony, na przykład w okolice głębszych i dotąd słabiej eksploatowanych obszarów,
  • spadku jakości i różnorodności ryb dostępnych na rynku.

Dla krajów rozwijających się, szczególnie tych zależnych od rybołówstwa przybrzeżnego, utrata części zasobów może oznaczać wstrząs gospodarczy i społeczny. W wielu regionach ryby stanowią też bufor bezpieczeństwa żywnościowego – gdy zawodzi rolnictwo, morze często ratuje sytuację.

Co można zrobić i dlaczego nie chodzi tylko o ryby

Eksperci zajmujący się oceanami wskazują kilka kierunków działania. Po pierwsze, skuteczne ograniczanie emisji gazów cieplarnianych, aby spowolnić dalsze nagrzewanie się wód. Po drugie, ostrożniejsze zarządzanie połowami, uwzględniające nie tylko bieżące odłowy, lecz także długofalowe skutki zmian klimatycznych.

Znaczenie mają też obszary morskie chronione, gdzie zakazuje się połowów lub mocno je ogranicza. Takie „rezerwuary bioróżnorodności” mogą wzmacniać odporność ekosystemów i pomagać w odbudowie stad, o ile warunki temperaturowe nie przekroczą granic wytrzymałości gatunków.

Warto pamiętać, że ryby są tylko najbardziej widocznym elementem większej układanki. Ocieplające się oceany wpływają na plankton, koralowce, skorupiaki i całe sieci troficzne. Jeśli te relacje się rozsypią, skutki odczujemy wszyscy – w postaci droższej żywności, bardziej gwałtownych zjawisk pogodowych i słabszej zdolności oceanów do pochłaniania dwutlenku węgla.

Dla zwykłego odbiorcy hasło „każda dziesiąta stopnia” może brzmieć abstrakcyjnie. Liczby z najnowszego badania sprowadzają je na ziemię: kilka takich „dziesiątych” w ciągu życia jednego pokolenia wystarczy, by znaczna część znanych dziś łowisk zmieniła się nie do poznania. Z perspektywy ryb to tempo rewolucji, nie ewolucji.

Uwielbiam pisać. Piszę o codziennych sprawach, które naprawdę interesują ludzi: od psychologii i relacji, przez dom, ogród i kuchnię, aż po ciekawostki ze świata. Lubię treści, które są lekkie w odbiorze, ale jednocześnie dają coś konkretnego.

Prawdopodobnie można pominąć