Makijażysta zdradza: na te dwie części twarzy daj mniej podkładu
Podkład potrafi zrobić cuda, ale równie szybko może zamienić cerę w maskę, która podkreśla każdą zmarszczkę i każdą kroplę sebum.
Coraz więcej wizażystów mówi wprost: problemem nie zawsze jest sam kosmetyk, lecz sposób, w jaki ląduje na skórze. Jeden z doświadczonych makijażystów zwrócił uwagę na dwie konkretne strefy twarzy, które niemal zawsze dostają zbyt dużą dawkę podkładu – i to właśnie tam makijaż najszybciej się psuje.
Dlaczego podkład tak często wygląda źle po kilku godzinach
Rano cera wygląda idealnie: koloryt wyrównany, zaczerwienienia zakryte, niedoskonałości wygładzone. Po paru godzinach w lustrze widać już zupełnie inną historię. Podkład zbiera się w zmarszczkach mimicznych, skóra się błyszczy, kolor ciemnieje albo staje się plamisty. Wiele osób odruchowo dokłada kolejne warstwy, co tylko pogarsza efekt.
Makijażyści zwracają uwagę, że problem zwykle zaczyna się tam, gdzie skóra jest najbardziej aktywna – mocno się przetłuszcza albo intensywnie pracuje mimiką. Zbyt dużo produktu na tych fragmentach twarzy sprawia, że makijaż nie ma szans wyglądać lekko i świeżo.
Przeczytaj również: Ta pozycja snu zmniejsza cienie pod oczami. Dermatolodzy ją uwielbiają
Kluczem nie jest mocniejszy kryjący podkład, ale jego strategiczne rozmieszczenie. Mniej produktu w newralgicznych miejscach często daje znacznie lepszy efekt niż pełne krycie od czoła po brodę.
Dwie strefy, które przeładowujemy podkładem
Wizażysta zwraca uwagę na dwie główne części twarzy, które niemal zawsze są przeciążone kosmetykiem:
- środkowa część twarzy z przodu, czyli czoło i nos – tak zwana część litery „T”
- centralny obszar brody – miejsce, gdzie często gromadzi się sebum i gdzie produkt łatwo się ściera
To one odpowiadają za większość problemów z trwałością makijażu. Skóra na tych fragmentach wytwarza więcej łoju, potu, częściej też je dotykamy rękami, opieramy o dłoń albo pocieramy chusteczką.
Przeczytaj również: Ślady od poduszki na twarzy: co mówią o skórze i jak je ograniczyć
Co dzieje się z podkładem na tłustszych partiach twarzy
Kiedy taka skóra dostaje tyle samo produktu, co policzki czy szyja, szybko zaczyna się bronić. Nadmiar sebum miesza się z podkładem, co prowadzi do:
- pojawienia się kropek i „dziurek” – produkt osiada w porach na nosie,
- tworzenia smug na czole, szczególnie w okolicy zmarszczek mimicznych,
- rozwarstwiania się kosmetyku, który najpierw wygląda tłusto, a potem wręcz się ściera,
- wrażenia ciężkiej maski, mimo że reszta twarzy wygląda całkiem dobrze.
Jeśli czoło i nos niemal od razu się świecą, nałożenie tam tylu samych warstw co na policzkach działa jak zaproszenie dla nadmiernego błysku i pękającej maski.
Jak nakładać podkład, żeby nie przeciążać czoła i nosa
Wizażysta proponuje bardzo prostą zmianę rutyny. Nie wymaga ona żadnych nowych produktów, tylko innej kolejności i ilości.
Przeczytaj również: Ta długość włosów najbardziej postarza twarz po 40. roku życia
Skup krycie tam, gdzie naprawdę jest potrzebne
Najpierw nakłada się podkład na policzki, boki twarzy, brodę i szyję. To miejsca, które zazwyczaj wymagają wyrównania kolorytu i nie są aż tak problematyczne, jeśli chodzi o świecenie.
Dopiero na końcu warto zająć się newralgiczną „górą” twarzy:
Efekt to bardzo cienka, niemal niewidoczna warstwa, która wciąż wyrównuje kolor, ale nie tworzy sztucznej powłoki. Na zdjęciach i w lustrze skóra wygląda naturalniej, a kosmetyk ma mniejszą szansę, by wejść w pory i załamania.
Miejscowe krycie zamiast maski
Jeśli na czole albo na nosie są widoczne niedoskonałości, lepiej sięgnąć po precyzyjny sposób niż grube krycie na całej powierzchni. Makijażyści robią to zazwyczaj w trzech krokach:
- nakładają odrobinę korektora lub produktu pod oczy punktowo na zaczerwienienie czy wyprysk,
- wklepują go palcem lub małym pędzelkiem tylko w to jedno miejsce,
- delikatnie rozcierają brzegi, aby stopić korektor z cienką warstwą podkładu.
W ten sposób problem znika z pola widzenia, a skóra nadal wygląda jak skóra, a nie jak gładka tafla pełna kosmetyku.
Grube krycie na całym czole z powodu jednego wyprysku to jak użycie młota do wbicia małego gwoździa – można, ale po co.
Jak dopasować tę technikę do typu cery
Strategia „mniej na środku twarzy” sprawdza się praktycznie przy każdym rodzaju skóry, tylko z drobnymi korektami.
Cera tłusta i mieszana
U osób z taką cerą środkowa część twarzy zwykle świeci się po godzinie lub dwóch. Tu wizażysta łączy dwie rzeczy: cienką warstwę produktu i przemyślane utrwalenie.
- Na czoło, nos i środkową część brody trafia jedynie resztka podkładu z narzędzia.
- Na te fragmenty nakłada się bardzo lekką warstwę pudru matującego, wklepując go zamiast rozcierać.
- W ciągu dnia nadmiar sebum najlepiej zebrać chusteczką lub bibułką matującą, a dopiero później ewentualnie lekko przypudrować.
Taki schemat ogranicza warstwowość i znacznie zmniejsza ryzyko powstawania tzw. ciasta na skórze, czyli widocznej mieszanki potu, tłuszczu i kosmetyku.
Cera sucha, dojrzała lub z wyraźnymi zmarszczkami na czole
Na wysuszonej skórze, szczególnie z widocznymi liniami mimiki, nadmiar produktu bardzo szybko się gromadzi w zagłębieniach. Wtedy pojawia się wrażenie spękanego gipsu, a zmarszczki nagle stają się dwa razy bardziej widoczne.
Zmniejszenie ilości podkładu na czole i w centralnej części brody sprawia, że załamania nie są wypełnione kosmetykiem. Mimikę widać, ale nie w towarzystwie zbrylonego produktu. Cera wygląda świeżej, nawet jeśli zmarszczki nadal są obecne – po prostu nie zostają tak mocno podkreślone.
Przy cerze dojrzałej lepiej zaakcentować policzki i kontur twarzy, a środek pozostawić możliwie lekki. Taki rozkład podkładu wizualnie „podnosi” rysy.
Dodatkowe triki, które wzmacniają efekt lekkiego makijażu
Zmiana sposobu nakładania podkładu daje największe rezultaty, gdy połączy się ją z kilkoma prostymi nawykami. Wizażyści najczęściej polecają:
- dobre nawilżenie przed makijażem – krem dostosowany do typu cery zmniejsza potrzebę dokładania dużej ilości produktu,
- delikatną bazę tylko tam, gdzie cera się najbardziej przetłuszcza , zamiast na całej twarzy,
- używanie bronzera na obrzeżach czoła , żeby dodać twarzy wymiaru bez grubego krycia na środku,
- rozświetlacz na policzkach, nie na środku czoła , aby blask wyglądał kontrolowanie, a nie jak nadmierne świecenie,
- umiarkowaną ilość poprawek w ciągu dnia – lepiej zebrać nadmiar sebum i dołożyć odrobinkę pudru niż domalowywać nową warstwę podkładu.
Co z transparentnymi filtrami i kremami BB
Wiele osób używa kremów BB, lekkich fluidów z filtrem albo samych kosmetyków przeciwsłonecznych z pigmentem. Zasada „mniej na środku” sprawdza się także w ich przypadku. Różnica polega na tym, że takie produkty zwykle mają słabsze krycie, dlatego łatwo przesadzić z ilością, żeby wyrównać wszystko jednym kosmetykiem.
W praktyce korzystniej jest rozłożyć lekki preparat tak samo jak klasyczny podkład: solidniej na policzkach i bokach, oszczędniej na czole i nosie. A jeśli coś wciąż prześwituje w newralgicznym miejscu, ratunkiem pozostaje mały korektor, a nie kolejna porcja fluidu.
Ciekawy efekt daje też łączenie ochrony przeciwsłonecznej bez pigmentu z cienką warstwą podkładu w tej samej strategii rozłożenia. Skóra dostaje pełną ochronę, a jednocześnie wygląda lżej, bo barwny kosmetyk nie przykrywa jej jednolitą plamą koloru.
W praktyce cała sztuka polega na tym, żeby przestać traktować twarz jak jednolitą płaszczyznę. Skóra zachowuje się inaczej na policzkach, a inaczej na czole i nosie, więc podkład też powinien „dostosować się” do tych różnic. Dwie pozornie drobne zmiany – mniej produktu na górnej i środkowej części twarzy oraz punktowe krycie problemów – potrafią wyraźnie wydłużyć świeży wygląd makijażu bez dokładania kolejnych kosmetyków.


