Jak dwóch wizjonerów odmieniło pielęgnację włosów kręconych i afro
Historia tej marki odpowiada na to pytanie bardzo konkretnie.
Dwójka przedsiębiorców, Rebecca Cathline i Didier Derozin, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, gdy odkryli, że osoby z kręconymi, afro i ogólnie teksturowanymi włosami praktycznie nie mają czego używać. Z potrzeby codziennego życia powstała najpierw aplikacja, a potem marka In Haircare, która w ciągu kilku lat stała się punktem odniesienia dla pielęgnacji takich włosów.
Dlaczego włosy teksturowane tak długo zostawiano na marginesie
Szacuje się, że we Francji nawet jedna piąta społeczeństwa ma włosy afro lub mocno kręcone. Przez dekady mainstreamowe standardy urody pokazywały jednak głównie proste, gładkie fryzury. Osoby z lokami, sprężynkami czy mocno falującymi kosmykami uczyły się, że „grzeczne” włosy to włosy wyprostowane.
Problem nie dotyczył wyłącznie estetyki. Kto ma włosy kręcone, ten wie, jak bardzo wymagają one innego traktowania niż proste:
Przeczytaj również: Jednolita koloryzacja wraca na salony. Po latach mody na balayage stawiamy na pełny kolor
- łatwiej się łamią i przesuszają,
- trudniej rozprowadzić po nich sebum z nasady na długości,
- silne detergenty i źle dobrane składniki potrafią zrujnować ich strukturę w kilka tygodni,
- wymagają innego sposobu mycia, czesania i stylizacji.
Mimo tego jeszcze w połowie poprzedniej dekady na francuskim rynku praktycznie nie istniały świadome, specjalistyczne produkty do takiej struktury włosa. Półki drogerii wyglądały tak, jakby jedyną opcją było prostowanie lub agresywne wygładzanie.
Marka In Haircare narodziła się z prostego pytania: dlaczego tak wielka grupa ludzi ma udawać, że ich włosy są „inne niż widać w lustrze”, zamiast dostać kosmetyki dopasowane do realnej struktury?
Od aplikacji do domowej pielęgnacji: start z Ma Coiffeuse Afro
Rebecca Cathline, pochodząca z Gwadelupy i Wybrzeża Kości Słoniowej, od lat działała przedsiębiorczo i społecznie. Widziała, jak trudno znaleźć fryzjerkę naprawdę znającą się na włosach kręconych, sprężynkowych czy afro. Z Didierem Derozinem stworzyła więc projekt Ma Coiffeuse Afro – aplikację, dzięki której można było zarezerwować wizytę u specjalistki od takich włosów, często z dojazdem do domu.
Przeczytaj również: Nowy hit L’Oréal na zmarszczki: serum-krem jak po zabiegu laserem?
To rozwiązanie realnego problemu: wiele osób z teksturowanymi włosami bało się przypadkowych salonów po serii nieudanych strzyżeń czy chemicznych zabiegów. Aplikacja pomagała im trafić do fachowców, którzy wiedzą, jak obchodzić się z lokami i afro bez ich niszczenia.
Po kilku latach działania platformy pojawił się kolejny krok. Coraz więcej klientek pytało, co stosować między wizytami, jak zadbać o włosy w domu, jak zatrzymać łamanie i przerzedzanie. Widać było, że sam dostęp do specjalistki to za mało – potrzebne są produkty, które tę pielęgnację pozwolą kontynuować na co dzień.
Przeczytaj również: Brunetka u fryzjera: jeden modny kolor, który brutalnie postarzają twarz
In Haircare rodzi się w czasie lockdownu
Rok 2020, pełen ograniczeń i zamkniętych salonów, okazał się momentem przełomowym. Gdy wielu ludzi zostało w domach, nagle pojawił się czas na spokojniejsze rytuały pielęgnacyjne. Rebecca i Didier uznali, że to idealna chwila na start własnej marki kosmetyków do włosów – tak powstało In Haircare.
Ich celem były produkty naturalne, proste w użyciu, ale skuteczne przy dwóch konkretnych problemach: łamliwości i zahamowaniu wzrostu włosów. W praktyce oznaczało to pracę nad formułami, które:
- wzmacniają cebulki i łodygę włosa,
- ograniczają wypadanie związane ze stresem czy zaburzeniami hormonalnymi,
- nawilżają i odżywiają bez oblepiania,
- są pozbawione zbędnych, kontrowersyjnych składników.
Założyciele połączyli siły z wyspecjalizowanym laboratorium kosmetycznym we Francji. Wspólnie przeszli przez długi proces badań, próbnych serii i testów na różnych typach włosów teksturowanych. Zależało im, by kosmetyki były jednocześnie w pełni wegańskie, nietestowane na zwierzętach, o przejrzystych składach i możliwie krótkiej liście komponentów.
In Haircare stawia na połączenie suplementów doustnych i pielęgnacji zewnętrznej, traktując włosy nie tylko jako kwestię wyglądu, ale też zdrowia i poczucia własnej wartości.
Suplementy jako brakujące ogniwo rutyny
Rebecca szczególnie mocno wierzyła w ideę uzupełnienia kosmetyków o suplementy diety wspierające wzrost włosów. Jej założenie było proste: jeśli włosy wypadają przez stres, zmęczenie, zmiany hormonalne czy przebyte choroby, działanie wyłącznie „od zewnątrz” często nie wystarcza.
W ofercie marki pojawiły się więc kapsułki mające wspierać organizm od środka – z zestawem witamin, minerałów i ekstraktów roślinnych ukierunkowanych na cebulki włosów. Dla wielu klientek to był pierwszy kontakt z myśleniem o włosach jak o „lustrze” ogólnego stanu zdrowia, a nie czymś odciętym od reszty ciała.
Włosy jako narzędzie odzyskiwania pewności siebie
Twórcy In Haircare od początku mówili otwarcie, że nie chodzi wyłącznie o fryzurę. Do marki zaczęły trafiać osoby po trudnych doświadczeniach: wzmożonym wypadaniu po ciąży, chorobie, długim okresie stresu w pracy czy przeprowadzce.
Wiele z nich pisało, że utrata włosów uderzała bezpośrednio w poczucie własnej atrakcyjności, a nawet tożsamości. Odbudowa fryzury stawała się elementem szerszego procesu dochodzenia do siebie. W takich historiach Rebecca widzi sens całego projektu – to, że marka realnie pomaga ludziom poczuć się lepiej w swojej skórze.
| Problem zgłaszany przez klientki | Oczekiwany efekt kuracji |
|---|---|
| Wypadanie po ciąży | Zagęszczenie włosów, szybsze odrastanie zakoli |
| Przerzedzenie przez stres | Wzmocnione cebulki, mniej włosów na szczotce |
| Przesuszone, łamliwe loki | Miękkość, sprężystość i mniejsza łamliwość |
Szybki wzrost i odznaczenia w branży beauty
In Haircare zyskała rozpoznawalność w zaskakująco krótkim czasie. Marka otrzymała nagrodę za innowacje w obszarze urody online przyznawaną przez magazyn „Marie Claire”, a sama Rebecca trafiła na listę dziesięciu najbardziej wpływowych kobiet działających w obszarze cyfrowym.
Dla startupu beauty takie wyróżnienia znaczą wiele: otwierają drzwi do większych sieci sprzedaży, ułatwiają rozmowy z partnerami biznesowymi i pomagają dotrzeć do osób, które dotąd nie słyszały o marce. Produkty In Haircare pojawiły się w ofertach popularnych sieci perfumeryjnych, eco-drogerii, w salonach fryzjerskich oraz aptekach.
Obecność w perfumeriach i aptekach pokazuje, że pielęgnacja włosów teksturowanych przestaje być „niszą dla wtajemniczonych”, a staje się równoprawną częścią rynku beauty.
Ambicje na dalszy rozwój
Rebecca i Didier nie kryją planów dalszej ekspansji. Chcą, żeby po ich produkty sięgały osoby z różnymi typami włosów teksturowanych w całym kraju, a także poza granicami. Widzą przestrzeń nie tylko na sprzedaż kosmetyków, ale też edukację: pokazywanie, jak czytać składy, jak układać codzienną rutynę, jak akceptować własną fakturę włosa zamiast ją zwalczać.
W ich wizji przyszłości wiedza o pielęgnacji włosów kręconych ma być tak powszechna, jak dziś wiedza o cerze suchej czy tłustej. Zamiast kolejnych produktów do „prostowania za wszelką cenę”, coraz mocniej akcentują naturalną strukturę – jako coś, co można wyeksponować, a nie schować.
Czego ta historia uczy branżę beauty i klientów
Historia In Haircare pokazuje wyraźnie, że ogromne rynki potrafią pozostawać przez lata praktycznie niezagospodarowane. Wiele marek koncentrowało się na wąskim typie urody, ignorując włosy, które nie mieszczą się w „reklamowym” schemacie. Gdy ktoś wreszcie traktuje te potrzeby poważnie i proponuje dopracowane produkty, reakcja odbiorców bywa bardzo szybka.
Dla klientów to też sygnał, że warto szukać rozwiązań skrojonych pod własne warunki, zamiast wpasowywać się w dominujący wzorzec za cenę zdrowia włosów. Włosy teksturowane, z natury bardziej delikatne, źle znoszą przypadkowe eksperymenty z mocną chemią czy wysoką temperaturą. Odpowiednio dobrana, spokojna rutyna – wzmacniające kosmetyki, suplementy w razie potrzeby, łagodniejsze mycie – potrafi w ciągu kilku miesięcy zmienić ich kondycję o kilkaset procent.
W praktyce oznacza to też szerszą zmianę społeczną: im więcej marek podchodzi poważnie do różnorodności, tym mniej osób ma wrażenie, że ich włosy, ciało czy rysy twarzy stanowią „problem do naprawienia”. Dla wielu młodych dziewczyn i chłopaków widok loków, sprężynek czy afro w kampaniach i na półkach sklepowych działa jak ciche przyzwolenie: tak, twoje włosy są w porządku, zasługują na dobrą pielęgnację, a nie na maskowanie.


