Młodzi szefowie z pokolenia Z narzekają na… własnych rówieśników

Młodzi szefowie z pokolenia Z narzekają na… własnych rówieśników
4.3/5 - (49 votes)

Pokolenie Z właśnie siada w fotelach menedżerów i dyrektorów, a pierwsze, co robi, to ostro ocenia styl pracy innych młodych.

Przez lata młodzi urodzeni po 1995 roku słyszeli, że są roszczeniowi, mało lojalni i nie chcą się starać. Teraz część z nich awansowała i to oni prowadzą zespoły. I nagle pada zaskakujące zdanie: „najtrudniej pracuje się z ludźmi w moim wieku”.

Nowi szefowie z pokolenia Z: z buntowników w krytyków

Konflikt pokoleń zwykle wygląda prosto: starsi narzekają na młodszych, młodsi mają pretensje do starszych. Tym razem układ się sypie. Młodzi liderzy wchodzą do zarządów, przejmują role kierowników w HR i w teamach projektowych – i otwarcie mówią, że zarządzanie ich rówieśnikami bywa koszmarem.

W badaniu przeprowadzonym w Stanach Zjednoczonych na grupie kilkuset osób z działów HR aż znaczna część wskazała ludzi urodzonych po połowie lat 90. jako najbardziej wymagających we współpracy. Co ciekawsze, część tych ankietowanych sama należy do tej generacji.

Coraz więcej młodych menedżerów przyznaje, że najwięcej kłopotów w pracy sprawiają im nie starsi pracownicy, ale osoby w podobnym wieku.

Takie wyniki wywracają popularny obraz: dotąd to starsze roczniki miały „problem z młodymi”. Teraz młodzi zaczynają mieć widoczny problem sami ze sobą.

Skąd się bierze rozłam w jednym pokoleniu

Wspólna etykietka „Z” przykrywa duże różnice. Inaczej patrzy na firmę ktoś, kto w wieku 23 lat już prowadzi zespół, a inaczej osoba w tym samym wieku pracująca na pierwszej umowie zlecenia w call center.

Dwa obozy w tej samej generacji

Nieformalnie rysuje się podział na dwie grupy:

  • „Ambitni pragmatycy” – szybko awansują, znają realia firm i próbują je zmieniać od środka, ale akceptują, że praca to też obowiązki, a nie tylko „realizacja pasji”.
  • „Radykalni idealistyczni” – głośno bronią równowagi między życiem prywatnym a zawodowym, chcą sensu, elastyczności, braku hierarchii i szybkich efektów.

Kiedy przedstawiciel pierwszej grupy zostaje szefem, nagle zderza się z oczekiwaniami drugiej. I często przeżywa szok: „wypalenie po trzech miesiącach?”, „odejście, bo zadanie było nudne?”. Z kolei pracownicy z bardziej idealistycznym podejściem czują się zdradzeni przez rówieśnika, który „sprzedał się korporacji”.

To nie starsi menedżerowie, lecz młodzi liderzy coraz częściej mówią, że ich rówieśnicy mają problem z wytrwałością, koncentracją i gotowością do przyjęcia krytyki.

Generation Z na celowniku… własnych HR-owców

W badaniu przeprowadzonym w USA wśród 625 osób z działów HR prawie połowa wskazała najmłodszych dorosłych jako grupę, z którą najtrudniej im pracować. Chodziło przede wszystkim o:

Obszar Co zgłaszają menedżerowie
Zaangażowanie krótki czas koncentracji, szybkie zniechęcanie się przy nudnych zadaniach
Komunikacja silne nastawienie na komunikatory, niechęć do trudnych rozmów twarzą w twarz
Ambicja chęć szybkiego awansu bez proporcjonalnego doświadczenia i odpowiedzialności
Odporność niska tolerancja na stres i feedback, skłonność do błyskawicznego szukania nowej pracy

Część osób z HR należących do tej generacji mówi wręcz, że rekrutowanie i utrzymanie ich rówieśników bywa trudniejsze niż praca z dużo starszymi kandydatami.

Dlaczego młodzi krytykują młodych

Powody tej wewnętrznej krytyki są złożone. W tle słychać nie tylko frustrację, ale też zwykły ludzki lęk o własną pozycję. Młody szef, który ciężko pracował na swoje stanowisko, widzi kolegę z roku, który wychodzi z pracy punktualnie, bez wyrzutów sumienia odrzuca nadgodziny i w dodatku głośno mówi o swoich wymaganiach finansowych.

Taka postawa może rodzić pytania: „czy ja byłem frajerem, że się tak starałem?” albo „czy mój wysiłek stracił wartość?”. Łatwiej nazwać drugą stronę leniwą i roszczeniową, niż przyznać, że być może stary model poświęcania się dla kariery rzeczywiście przestaje działać.

Wewnętrzny konflikt generacji Z często maskuje głębszy spór: o sens poświęceń, cenę sukcesu i to, ile życia chcemy oddać pracy.

Media społecznościowe jako krzywe zwierciadło

Na napięcia nakłada się jeszcze filtr mediów społecznościowych. Jedni z dumą publikują filmy o „quiet quitting” i stawianiu granic, inni – relacje z pracy po 12 godzin jako dowód „prawdziwego zaangażowania”. W efekcie obie strony widzą przerysowane obrazy, a realne postawy większości gdzieś znikają pośrodku.

Nowe kody pracy: między elastycznością a wygodnictwem

Firmy na całym świecie starają się dogadać z najmłodszymi pracownikami. Wprowadzają pracę hybrydową, luźniejsze dress code’y, programy dobrostanu psychicznego. A jednocześnie oczekują, że projekty będą dowiezione na czas, klienci obsłużeni, a zespół będzie mniej więcej przewidywalny.

Granica między zdrową zmianą a zwykłym wygodnictwem bywa cienka. Dla jednych „stawianie granic” znaczy: nie odbieram telefonów po 18. Dla innych: nie biorę trudniejszych zadań, bo „mnie to stresuje”. I to właśnie próbują rozróżnić młodzi menedżerowie.

  • firmy szukają sposobów, by dać więcej elastyczności bez utraty jakości pracy,
  • młodzi liderzy często stają się tłumaczami między oczekiwaniami zarządu a nastrojami młodego zespołu,
  • część osób z pokolenia Z przechodzi przyspieszony kurs zarządzania konfliktem, w którym obie strony są… w tym samym wieku.

Co to oznacza dla polskich pracodawców i młodych pracowników

Również na polskim rynku coraz więcej dwudziestokilku- i trzydziestolatków prowadzi zespoły, rekrutuje i ma wpływ na strategię. Można się spodziewać podobnych napięć: młodzi liderzy będą krytykować nadmierny idealizm swoich rówieśników, a jednocześnie sami korzystać z części nowych standardów – chociażby elastycznej pracy.

Dla pracodawców sygnał jest jasny: sama zmiana wieku szefów nie rozwiąże problemu „zarządzania młodymi”. To, że menedżer i pracownik urodzili się w podobnym roku, wcale nie oznacza, że będą się automatycznie rozumieć. Warto inwestować w bardzo konkretne umiejętności: dawanie informacji zwrotnej, ustalanie oczekiwań, rozmawianie o granicach i obciążeniu.

Z perspektywy młodych pracowników ta sytuacja może być zaskakująco korzystna. Widzą z bliska, jak ich rówieśnicy radzą sobie po drugiej stronie biurka. Bardziej realistycznie podchodzą do awansu, odpowiedzialności i stresu. Jednocześnie mogą odważyć się otwarcie powiedzieć, czego potrzebują, bo czują, że ich szef „ogarnia” realia ich życia.

Kiedy patrzy się z dystansu, ta wewnętrzna kłótnia w jednym pokoleniu przypomina burzliwą, ale potrzebną rozmowę o przyszłości pracy. Z jednej strony stoi potrzeba sensu, równowagi i zdrowia psychicznego. Z drugiej – twarde wymagania rynku i klientów. Młodzi szefowie i młodzi pracownicy stają naprzeciw siebie, choć teoretycznie grają w jednej drużynie. To, w jaki sposób się dogadają, określi standardy pracy na kolejne dekady.

Prawdopodobnie można pominąć