Młodzi mają słabszą pamięć niż rodzice? Naukowcy biją na alarm

Młodzi mają słabszą pamięć niż rodzice? Naukowcy biją na alarm
Oceń artykuł

Po raz pierwszy od ponad stu lat młode pokolenie wypada gorzej w testach inteligencji niż ich rodzice. Wyniki badań z ostatniej dekady mocno zaskoczyły naukowców.

Przez większą część XX wieku każde kolejne roczniki osiągały lepsze wyniki w testach pamięci, logicznego myślenia i koncentracji. Teraz ta linia w górę urywa się, a urodzeni po 1995 roku zaczynają zbierać niższe noty niż ich rodzice w tym samym wieku.

Efekt Flynna: przez sto lat umysły przyspieszały

Psychologowie przez lata powtarzali jedną tezę: dzieci są „mądrzejsze” niż ich rodzice, jeśli patrzymy na testy IQ. To opisuje tak zwany efekt Flynna – systematyczny wzrost wyników testów inteligencji w krajach rozwiniętych od końca XIX wieku aż do początku XXI wieku.

Średnio każde kolejne pokolenie zyskiwało około trzech punktów IQ w porównaniu z poprzednim. Dotyczyło to różnych obszarów: od pamięci roboczej, przez rozumowanie abstrakcyjne, po tempo przetwarzania informacji. Krzywa szła w górę tak stabilnie, że wielu specjalistów uznało ten trend za coś oczywistego.

Powody tego skoku wydają się dość przyziemne. Lepsze odżywianie dzieci, powszechny dostęp do edukacji, więcej bodźców intelektualnych w domu i w pracy, coraz bardziej złożone otoczenie technologiczne – to wszystko wzmacniało nasz mózg. Dziecko w latach 70. czy 80. żyło w zupełnie innym środowisku niż jego pradziadkowie wychowani na wsi bez prądu i formalnej edukacji.

Przez ponad sto lat dane z testów standaryzowanych pokazywały nieprzerwany wzrost zdolności poznawczych – bez poważniejszych załamań aż do mniej więcej 2010 roku.

James Flynn, od którego nazwiska wzięła się nazwa efektu, argumentował, że za ten wzrost odpowiadają wyłącznie czynniki środowiskowe, a nie geny. Krócej: nie urodziliśmy się „inteligentniejsi”, tylko dorastaliśmy w bardziej stymulującym otoczeniu.

Po 2010 roku trend się odwraca

W okolicach 2010 roku coś w danych zaczęło zgrzytać. Zamiast kolejnego delikatnego wzrostu pojawiło się wyhamowanie, a w części państw – wyraźny spadek wyników testów poznawczych. To właśnie urodzonych po połowie lat 90., czyli generację określaną jako Z, dotyka ten zwrot.

Neurobiolog Jared Cooney Horvath przedstawił przed amerykańskim Kongresem analizy, z których wynika, że młodzi wypadają wyraźnie gorzej niż ich rówieśnicy sprzed kilkunastu lat. Najmocniej obniżyły się:

  • pamięć robocza – czyli zdolność do krótkotrwałego przechowywania i manipulowania informacją,
  • rozumowanie abstrakcyjne – potrzebne choćby do rozwiązywania zadań logicznych i matematycznych,
  • utrzymywanie uwagi – kluczowe w nauce, pracy i prowadzeniu rozmowy.

Ten obraz potwierdzają dane z badania PISA 2022 prowadzonego przez OECD na 15-latkach. Uczniowie z wielu krajów europejskich i z Ameryki Północnej osiągają niższe wyniki z matematyki, nauk przyrodniczych i czytania ze zrozumieniem niż ich rówieśnicy dekadę wcześniej. Spadki nie dotyczą tylko jednego regionu czy jednego systemu szkolnego.

Ekrany pod lupą: osiem godzin dziennie to za dużo?

Skąd ten zwrot? Horvath stawia mocną tezę: głównym podejrzanym jest wszechobecność ekranów. Młodzi spędzają nawet osiem godzin dziennie z telefonem, tabletem lub komputerem, czyli mniej więcej połowę czasu, w którym pozostają w ogóle przytomni.

Tak długa ekspozycja na szybkie, migające treści może osłabiać zdolność do dłuższej koncentracji i pracy na „głębokiej” uwadze, wymaganej przy czytaniu, nauce czy rozwiązywaniu złożonych problemów.

Warto zwrócić uwagę na jeden szczegół: urządzenia cyfrowe miały szkołę zbawić, a nie osłabić. Stany Zjednoczone wydały dziesiątki miliardów dolarów na zastąpienie tradycyjnych podręczników laptopami i tabletami. Zamiast podskoku wyników, w wielu miejscach widać cofnięcie do tyłu.

Raporty opisujące te inwestycje pokazują, że tam, gdzie szkoły najmocniej przesiadły się na naukę „na ekranie”, wyniki uczniów nie rosną, a czasem wyraźnie spadają. Znikają klasyczne ćwiczenia z czytania dłuższych tekstów, notowania ręcznego, rozwiązywania zadań krok po kroku na kartce.

Skandynawia wyhamowuje cyfrową szkołę

Kilka państw, które dotąd uchodziły za liderów cyfryzacji edukacji, robi krok wstecz. Szwecja w 2023 roku zapowiedziała stopniową rezygnację z tabletów w szkołach podstawowych i powrót do tradycyjnych metod nauczania. Rząd wprost wiąże tę decyzję z obserwowanym spadkiem wyników i pogorszeniem umiejętności czytania u najmłodszych.

Podobną drogę wybierają Dania i Norwegia. Kraje, które jako jedne z pierwszych wprowadzały w szkołach szeroką cyfryzację, ograniczają dziś czas ekranowy uczniów i znów kładą nacisk na pisanie ręczne. Nauczyciele coraz częściej mówią, że nauka na ekranie gorzej utrwala wiedzę w pamięci długotrwałej niż praca z papierem i długopisem.

Kraj Główny kierunek zmian w edukacji
Szwecja wycofywanie tabletów w podstawówkach, powrót do podręczników
Dania ograniczenie czasu ekranowego, większy nacisk na pisanie odręczne
Norwegia częściowe odejście od pełnej cyfryzacji, wzmacnianie tradycyjnych ćwiczeń

Pewność siebie rośnie szybciej niż umiejętności

W zeznaniach przed Kongresem Horvath zwraca uwagę na jeszcze jedno zjawisko. Młodzi dorośli deklarują wysoką wiarę we własne możliwości intelektualne. Uważają się za kompetentnych, dobrze poinformowanych i sprawnych w rozwiązywaniu problemów. Problem w tym, że realne wyniki nie nadążają za tym przekonaniem.

Łatwy dostęp do informacji przez wyszukiwarki i media społecznościowe może tworzyć złudzenie kompetencji: „skoro mogę coś szybko znaleźć, to znaczy, że to wiem”.

Badania prowadzone na uniwersytecie Northwestern pokazują, że spadki wyników nie są równomierne. Najmocniej obrywają umiejętność rozumienia złożonych wypowiedzi werbalnych oraz rozumowanie przestrzenne, potrzebne choćby w naukach ścisłych czy w zawodach technicznych. Minimalny wzrost widać za to w tak zwanym rozumowaniu matrycowym, związanym z analizą wzorów graficznych i symboli.

Naukowcy wiążą to z codzienną dietą bodźców. Młody człowiek przeciętnie spędza godziny na interfejsach opartych na ikonach, grafice, prostych komunikatach. Mózg dostaje więc setki sygnałów wizualnych, ale stosunkowo mało wymagań w obrębie dłuższej, złożonej narracji słownej.

Co z tego wynika dla rodziców i szkół?

Nie ma jednego prostego przepisu, jak odwrócić spadek zdolności poznawczych, ale z istniejących badań wypływa kilka praktycznych wskazówek. Naukowcy coraz częściej podkreślają znaczenie tzw. „głębokiej pracy” – bloków czasu bez rozpraszaczy, w których skupiamy się na jednej wymagającej czynności: czytaniu, pisaniu, liczeniu.

Dla rodziców może to oznaczać choćby wprowadzenie stref lub godzin w domu wolnych od ekranów, zachęcanie dzieci do czytania książek na papierze, dbanie o sen i ruch fizyczny. Mózg rozwija się nie tylko przy biurku – regularne ćwiczenia poprawiają ukrwienie i działanie kory mózgowej, co przekłada się na pamięć i koncentrację.

Szkoły, które wracają do pisania ręcznego i pracy na papierowych tekstach, nie rezygnują całkowicie z technologii, ale używają jej bardziej wybiórczo. Zamiast zastępować wszystkie podręczniki tabletem, warto wprowadzać narzędzia cyfrowe tam, gdzie naprawdę dodają czegoś do procesu nauki, a nie tylko go uatrakcyjniają.

W tle pozostaje też pytanie o to, jak uczymy dzieci korzystać z informacji. Jeśli główną kompetencją staje się szybkie „przeklikiwanie się” przez wyniki wyszukiwania, maleje szansa na zbudowanie głębszego rozumienia. Coraz ważniejsza staje się umiejętność krytycznego czytania i łączenia faktów, a nie samo znalezienie odpowiedzi.

Spadek wyników w testach nie oznacza, że generacja Z jest przegrana. Pokazuje raczej, że dotychczasowy automatyczny „bonus” środowiskowy – lepsze odżywianie, edukacja, rozwój technologii – przestał wystarczać. Jeśli chcemy, by młodzi naprawdę mieli sprawne, odporne umysły, będą potrzebne świadome decyzje: od polityki edukacyjnej, przez wybory szkół, aż po codzienne nawyki w domu.

Prawdopodobnie można pominąć