Znany ekonomista ostrzega: nadchodzi kryzys groźniejszy niż w 2008 roku

Znany ekonomista ostrzega: nadchodzi kryzys groźniejszy niż w 2008 roku
Oceń artykuł

Wpływowy ekonomista z USA twierdzi, że globalne rynki stoją u progu wstrząsu, który może przyćmić załamanie z 2008 roku.

Jego zdaniem nie chodzi o pojedynczą bańkę czy jedną złą decyzję banku inwestycyjnego. Ostrzega przed całym układem naczyń połączonych: prywatnym kredytem, gigantami technologicznymi napędzanymi przez AI oraz napiętą sytuacją geopolityczną na Bliskim Wschodzie i w rejonie Tajwanu.

Kim jest ekspert, który wieszczy nową falę wstrząsów

Richard Bookstaber to nazwisko dobrze znane w kręgach finansowych w Stanach Zjednoczonych. Zyskał reputację analityka, który potrafi dostrzec ryzyka, zanim zobaczą je rynki. W latach 2000. jego ostrzeżenia na temat derywatów i instrumentów pochodnych sprawdziły się na tyle dokładnie, że trafił do grona doradców amerykańskiego Departamentu Skarbu.

Dziś ponownie podnosi alarm. Twierdzi, że obecny system finansowy nie pęknie z powodu jednego spektakularnego bankructwa. Zamiast tego może go rozsadzić seria powiązanych wstrząsów, które uruchomią reakcję łańcuchową w tym samym, mocno połączonym mechanizmie.

Według Bookstabera, kiedy problem wreszcie się ujawni, rozleje się szybciej, niż regulatorzy i instytucje zdążą go zatrzymać.

Wybuchowy wzrost prywatnego kredytu

Pierwszy obszar, na który wskazuje ekonomista, to potężny i mało przejrzysty rynek tzw. prywatnego kredytu. Po kryzysie z 2008 roku tradycyjne banki znacząco przykręciły kurek z pożyczkami dla firm. W tę lukę weszły fundusze inwestycyjne i zarządzający aktywami, tacy jak BlackRock, Blackstone czy Blue Owl.

To właśnie te podmioty zaczęły udzielać przedsiębiorstwom bezpośrednich pożyczek na ogromną skalę. Szacowana wartość tego rynku sięga dziś około 2 bilionów dolarów. Problem w tym, że taki dług nie jest notowany na zorganizowanej giełdzie. Nie da się go łatwo sprzedać jednym kliknięciem, jak akcji czy obligacji skarbowych.

Jeśli inwestor potrzebuje nagle gotówki, nie może po prostu zrzucić udziałów na płynny rynek. Gdy takich inwestorów pojawi się wielu naraz, powstaje napięcie, którego nikt nie ma jak rozładować. Właśnie tutaj Bookstaber używa pojęcia „wielkoskalowej paniki przypominającej szturm na bank”: fala umorzeń i prób wycofania środków może zmusić fundusze do gwałtownych, desperackich działań.

Przy masowej panice uczestnicy rynku odkrywają, że nie mogą szybko zamienić swoich udziałów w gotówkę – a to paliwo dla kryzysu zaufania.

Pierwsze pęknięcia już się pojawiły. Część inwestorów zaczęła wycofywać kapitał, a notowania Blue Owl zaliczyły gwałtowny spadek. To dla ekspertów sygnał, że z pozoru spokojny segment prywatnego długu wcale nie jest tak stabilny, jak reklamowano.

Jak AI i giełdowe giganty wzmacniają ryzyko

Skrajna koncentracja wartości na kilku spółkach

Drugi element układanki to boom na sztuczną inteligencję. W ciągu kilku lat AI wyniosła garstkę firm technologicznych na niespotykane wcześniej poziomy wycen. Dobrym przykładem jest NVIDIA, której kapitalizacja stała się symbolem gorączki związanej z przetwarzaniem danych i mocą obliczeniową.

Według Bookstabera dziesięć największych spółek odpowiada dziś za ponad jedną trzecią wartości całego indeksu S&P 500. Takiej koncentracji ryzyka w jednym segmencie amerykańska giełda nie widziała od dekad. W praktyce oznacza to, że poważniejsze tąpnięcie w jednej czy dwóch spółkach może pociągnąć w dół cały indeks, a wraz z nim portfele milionów inwestorów indywidualnych i funduszy emerytalnych.

Jeśli jeden z gigantów technologicznych zacznie się chwiać, rynki akcji drżą w tym samym momencie.

AI jest głodna energii i zaawansowanych chipów

Sztuczna inteligencja ma też fizyczną stronę, którą inwestorzy często ignorują. To nie jest abstrakcyjny „algorytm w chmurze”. To ogromne centra danych, setki tysięcy serwerów, rozbudowane sieci energetyczne i dostawy zaawansowanych półprzewodników.

Do działania AI potrzebuje:

  • ogromnych ilości energii elektrycznej do zasilania serwerowni,
  • drogich i trudnych w produkcji chipów do trenowania modeli,
  • sprawnych łańcuchów dostaw sprzętu i komponentów,
  • wysokokapitałowych inwestycji w infrastrukturę IT.

Wiele z tych projektów finansuje się właśnie z prywatnego kredytu. Budowa data center, zakup procesorów, rozwój infrastruktury sieciowej – często stoją za tym te same fundusze udzielające bezpośrednich pożyczek. To oznacza, że sektor AI i rynek prywatnego długu nie są od siebie niezależne. Tworzą jeden, gęsto powiązany ekosystem.

W oczach Bookstabera rynek nie ma trzech oddzielnych problemów. Ma jedną sieć powiązanych słabości oglądaną z różnych stron.

Geopolityka: Iran, Bliski Wschód i Tajwan

Wojna a koszty energii dla branży technologicznej

Trzeci wymiar zagrożenia to napięcia geopolityczne. Konflikt na Bliskim Wschodzie już uderza w rynek energii. Wyższe ceny ropy i gazu błyskawicznie przekładają się na koszty funkcjonowania centrów danych i całej infrastruktury IT, która zużywa ogromne ilości prądu.

Kiedy rachunki za energię rosną, firmy technologiczne muszą albo ciąć marże, albo podnosić ceny usług, albo ograniczać inwestycje. Każda z tych decyzji może zmienić sposób, w jaki rynek wycenia ich akcje. Im wyżej zawieszone są oczekiwania inwestorów, tym boleśniej reagują na wiadomości o rosnących kosztach i spowolnieniu rozwoju.

Tajwan jako punkt krytyczny dla półprzewodników

Jeszcze poważniej wygląda sytuacja wokół Tajwanu. Wyspa stała się sercem globalnej gospodarki technologicznej z jednego powodu: to tam działa TSMC, najbardziej zaawansowany producent chipów na świecie. Ogromna część układów półprzewodnikowych, które napędzają AI, pochodzi właśnie stamtąd.

Gdyby doszło do blokady morskiej, cyberataku lub innej formy agresji wobec Tajwanu, dostęp do tych chipów mógłby zostać gwałtownie ograniczony. Dla amerykańskich i europejskich firm oznaczałoby to zatrzymanie wielu kluczowych projektów, a w skrajnym scenariuszu – faktyczne zamrożenie rozwoju AI.

W razie poważnego konfliktu wokół Tajwanu wyceny gigantów technologicznych mogłyby runąć, pociągając za sobą giełdy i oszczędności zwykłych ludzi.

Fizyczna infrastruktura zamiast „finansowej magii”

Bookstaber zwraca uwagę na jeszcze jeden, mniej intuicyjny aspekt. Uważa, że tym razem źródłem zagrożenia nie jest wyszukane „inżynierowanie” instrumentów finansowych, jak w 2008 roku. Rdzeń problemu leży w fizycznym otoczeniu, do którego podpięto cały system finansowy.

Rynki kapitałowe są dziś ściśle związane z:

Obszar Dlaczego staje się punktem ryzyka
Sieci energetyczne AI i centra danych potrzebują ogromnych ilości prądu; awarie lub niedobory szybko blokują usługi
Woda i zasoby naturalne Produkcja chipów i chłodzenie serwerów zużywa duże ilości wody
Łańcuchy dostaw Chipów i serwerów nie da się wytworzyć lokalnie z dnia na dzień; każda przerwa ma globalne skutki
Stabilność polityczna Konflikty w kluczowych regionach odcinają surowce i komponenty, podbijając koszty

Modele ryzyka, z których korzystają banki i fundusze, opierają się na liczbach: cenach, zmienności notowań, korelacjach między aktywami. Te narzędzia świetnie wychwytują stres na rynkach, gdy ten już pojawi się w danych. Są natomiast ślepe na suszę, awarię sieci energetycznej, przerwanie dostaw chipów czy atak zbrojny na kluczowy region.

Jeśli pierwsze ostrzeżenia o kłopotach pojawią się dopiero w statystykach rynkowych, znaczna część szkód w realnej gospodarce będzie już nieodwracalna.

Co z tego wynika dla zwykłego inwestora i oszczędzającego

Dla przeciętnej osoby opisany scenariusz brzmi jak odległa, abstrakcyjna układanka. W praktyce wiele elementów tej układanki przenika do codziennych finansów: przez fundusze emerytalne, produkty inwestycyjne w bankach czy popularne aplikacje do inwestowania w ETF-y i akcje amerykańskich gigantów technologicznych.

Gdy tak duża część globalnego kapitału skupia się na wąskiej grupie spółek, a ich funkcjonowanie zależy od kilku punktów krytycznych na mapie, wachania na rynkach mogą stać się gwałtowniejsze, niż przyzwyczaiły nas ostatnie lata. Warto pamiętać, że „dywersyfikacja” oparta wyłącznie na różnych funduszach, ale z tymi samymi spółkami w środku, nie chroni przed takim scenariuszem.

Coraz większe znaczenie zyskuje umiejętność łączenia informacji z rubryki „giełda” z doniesieniami o sporach handlowych, konfliktach zbrojnych, blokadach eksportowych czy ograniczeniach w dostępie do energii. Właśnie tam – zdaniem Bookstabera – mogą rodzić się pierwsze sygnały przyszłego kryzysu, który w arkuszach kalkulacyjnych analityków pojawi się dopiero sporo później.

Prawdopodobnie można pominąć