Zmiany klimatu spowalniają Ziemię. Naukowcy: nasze dni naprawdę się wydłużają

Zmiany klimatu spowalniają Ziemię. Naukowcy: nasze dni naprawdę się wydłużają
Oceń artykuł

Kryzys klimatyczny nie tylko topi lody i podnosi poziom mórz.

Według nowych badań zaczyna dosłownie rozregulowywać zegar naszej planety.

Naukowcy pokazują, że przesuwanie ogromnych mas wody z biegunów do oceanów wpływa na tempo obrotu Ziemi. Dzień trwa dłużej o ułamki milisekundy, ale to wystarcza, by w dłuższej perspektywie namieszać w systemach, z których korzystamy na co dzień – od GPS po internet.

Dlaczego topnienie lodu zmienia długość dnia

Badacze porównują Ziemię do łyżwiarki wykonującej piruet. Gdy przyciąga ręce do ciała, kręci się szybciej. Gdy je wyciąga, ruch zwalnia. Podobnie działa nasza planeta: liczy się nie tylko masa, ale też to, gdzie ta masa się znajduje.

Gdy lodowce i pokrywy lodowe na biegunach topnieją, woda spływa do oceanów i przemieszcza się bliżej równika. To tak, jakby Ziemia „rozłożyła ręce”. Rośnie moment bezwładności, a prędkość obrotu lekko spada. Efekt? Dzień staje się odrobinę dłuższy.

Nowe analizy wskazują, że długość dnia rośnie dziś w tempie około 1,33 milisekundy na sto lat, głównie przez działalność człowieka.

Wcześniej inne procesy geofizyczne – zwłaszcza ruchy w jądrze i płaszczu Ziemi – przyspieszały rotację mocniej, niż klimat ją spowalniał. Dwa przeciwne mechanizmy wzajemnie się znosiły. Teraz równowaga się załamała i to efekt klimatyczny bierze górę.

Co właściwie zmierzyli naukowcy

Badanie, opublikowane w specjalistycznym piśmie geofizycznym, pokazuje coś, co na pierwszy rzut oka brzmi niepoważnie: milisekundy na stulecie. W świecie technologii precyzja czasowa na tym poziomie ma jednak ogromne znaczenie.

Autorzy szacują, że przy utrzymaniu obecnych emisji gazów cieplarnianych, do końca tego wieku tempo wydłużania dnia może wzrosnąć do około 2,62 milisekundy na sto lat. To więcej niż wpływ Księżyca, który od miliardów lat stopniowo spowalnia Ziemię, oddalając się przy tym o kilka centymetrów rocznie.

Warto dodać, że mówimy o średniej długości dnia liczonej w skali całej planety, a nie o lokalnych wahaniach pogody czy pór roku. Chodzi o fizykę obrotu bryły, jaką jest Ziemia – i o to, jak zmienia ją nasza cywilizacja.

Podróż 3,6 miliona lat wstecz

Żeby stwierdzić, czy obecna sytuacja jest wyjątkowa, badacze musieli zajrzeć daleko w przeszłość. Cofnęli się o 3,6 miliona lat, do okresu zwanego pliocenem. Wtedy klimat był cieplejszy niż dziś, a poziom mórz wyższy, lecz zmiany następowały dużo wolniej.

Kluczowym materiałem były mikroskopijne skamieniałości – foraminifery denne. To jednokomórkowe organizmy żyjące na dnie oceanów. W ich pancerzykach z węglanu wapnia zapisuje się chemiczny ślad warunków panujących w wodzie, w tym poziomu mórz.

Analizując skład chemiczny skorupek foraminifer, można odtworzyć dawne wahania poziomu oceanów i wielkość czap lodowych.

Kiedy pokrywy lodowe były rozległe, zatrzymywały ogromne ilości wody na biegunach, a poziom mórz spadał. Gdy lodu ubywało, woda wracała do oceanów i rozlewała się bliżej równika. Zmieniało to rozkład masy na planecie, a więc i tempo obrotu.

Sztuczna inteligencja w służbie geologii

Nie wszystkie warstwy osadów zachowały się idealnie. W zapisach są luki, przerwy, okresy gorzej udokumentowane. Naukowcy postanowili więc sięgnąć po probabilistyczny algorytm typu deep learning. To narzędzie, które rozpoznaje wzorce w niepełnych danych i potrafi z pewnym prawdopodobieństwem oszacować brakujące fragmenty.

Połączenie chemii skamieniałości z modelami opartymi na AI pozwoliło zrekonstruować zmiany poziomu morza w ciągu milionów lat. Następnie z tych danych odtworzono, jak w różnych epokach geologicznych zmieniała się długość dnia.

Kiedy Ziemia zwalniała równie szybko

Na przestrzeni 3,6 miliona lat pojawił się tylko jeden okres, którego tempo wydłużania dnia przypomina to dzisiejsze. Około 2 miliony lat temu pokrywy lodowe przechodziły bardzo intensywne cykle rozrostu i topnienia, napędzane naturalnymi zmianami orbit i nachylenia osi planety.

Wtedy porównywalny efekt powstawał w skali dziesiątek tysięcy lat. Obecnie robi to człowiek w ciągu kilku dekad. Różnica w tempie jest drastyczna – proces, który kiedyś wymagał niezliczonych pokoleń, teraz widoczny jest w czasie życia jednego.

  • Skala czasowa dawniej: dziesiątki tysięcy lat
  • Skala czasowa dziś: kilkadziesiąt lat
  • Źródło zmian kiedyś: cykle astronomiczne
  • Źródło zmian dziś: emisje gazów cieplarnianych i topnienie lodu

Dla geofizyków to wyraźny sygnał, że weszliśmy w epokę, w której działalność człowieka potrafi przeważyć nad naturalnymi mechanizmami kształtującymi ruch planety.

Co oznaczają milisekundy dla naszego codziennego życia

Na poziomie biologicznym nie odczujemy, że dzień stał się dłuższy o tysięczne części sekundy. Problem zaczyna się przy technologiach, które wymagają ultraprecyzyjnego czasu. Cała infrastruktura cyfrowa opiera się na idealnej synchronizacji.

Internet, GPS, satelity meteorologiczne, systemy energetyczne i giełdy finansowe działają dzięki zegarom atomowym, które muszą być zgodne z obrotem Ziemi.

Obecnie naukowcy co jakiś czas korygują tak zwany czas uniwersalny, dodając lub teoretycznie odejmując tak zwane sekundy przestępne. Ma to zgrać międzynarodowy czas atomowy z rzeczywistą rotacją Ziemi. Jeśli wpływ zmian klimatu na długość dnia będzie narastał, w przyszłości te korekty mogą stać się bardziej skomplikowane.

Im większy rozjazd, tym trudniej zarządzać globalną siecią systemów, z których korzystają miliardy ludzi. Błędy w synchronizacji mogą prowadzić do problemów z nawigacją, zakłóceń w pracy satelitów, a w skrajnym scenariuszu do awarii sieci energetycznych czy poważnych usterek w systemach transakcyjnych.

Klimat jako „projekt”, który aż za dobrze się udaje

Wzrost temperatur, topnienie lodu, migracje gatunków, fale upałów i susze – o tym słyszymy najczęściej. Rzadziej mówi się, że kryzys klimatyczny dosłownie modyfikuje fizykę funkcjonowania Ziemi. To już nie tylko kwestia pogody czy siedlisk, ale tego, jak mierzymy czas i jak stabilna jest infrastruktura cywilizacyjna.

Naukowcy zwracają uwagę, że z punktu widzenia konsensusu naukowego sytuacja jest wyjątkowo jasna. Emisje gazów cieplarnianych pochodzą głównie ze spalania paliw kopalnych, wylesiania i przemysłu. One podnoszą temperaturę, one przyspieszają topnienie lodowców, one zmieniają rozkład mas na planecie i długość dnia.

Co możemy z tym zrobić w praktyce

Wydłużenia dnia o milisekundy nie cofniemy, ale możemy ograniczyć skalę przyszłych zmian. Kluczowe działania to między innymi:

  • redukcja emisji z energetyki poprzez szybkie przechodzenie na źródła odnawialne,
  • efektywność energetyczna budynków i przemysłu,
  • ochrona i odtwarzanie lasów, torfowisk i innych naturalnych „magazynów” węgla,
  • ograniczenie marnowania energii i surowców w codziennych nawykach,
  • korekta polityk transportowych, tak by mniej opierały się na paliwach kopalnych.

Równolegle inżynierowie będą musieli rozwijać systemy czasu i synchronizacji tak, by lepiej radziły sobie z narastającymi anomaliami w obrocie Ziemi. To oznacza zarówno modyfikacje w sposobie wyznaczania czasu uniwersalnego, jak i dostosowania w oprogramowaniu zarządzającym sieciami, satelitami czy rynkami finansowymi.

Dla przeciętnego odbiorcy temat może brzmieć abstrakcyjnie, ale mówi coś istotnego o skali naszego wpływu. Jeszcze sto lat temu ludzkość była jednym z wielu czynników kształtujących powierzchnię planety. Dziś ingeruje w procesy, które kiedyś można było tłumaczyć wyłącznie zjawiskami kosmicznymi i geologicznymi. Ziemia nadal kręci się po swojej osi, ale to, jak szybko to robi, przestaje być wyłącznie kwestią Księżyca, grawitacji i tektoniki płyt.

Prawdopodobnie można pominąć