Wiosną przed wysadzeniem pomidorów zrób jedną rzecz, inaczej stracisz plony
Ciepły majowy weekend, słońce za oknem, rozsady pomidorów aż proszą się o wystawienie na dwór.
Wiele osób właśnie wtedy popełnia błąd, który kosztuje je całe letnie zbiory.
Scenariusz bywa podobny: sadzonki wyglądają zdrowo na parapecie, więc lądują od razu na grządce w pełnym słońcu. Po dwóch dniach liście bieleją, łodygi wiotczeją, a rośliny zatrzymują wzrost. Kalendarz mówi, że czas był dobry, ale rośliny nie były na to gotowe.
Najczęstszy błąd przy sadzeniu pomidorów: szok zamiast łagodnego startu
Rozsady pomidorów, papryki, bakłażanów czy bazylii dorastają zazwyczaj w warunkach luksusowych: w mieszkaniu, szklarni ogrzewanej albo jasnej werandzie. Mają tam ciepło, brak silnego wiatru, rozproszone światło i stabilną temperaturę w okolicach 20°C.
Efekt? Liście są bardzo delikatne, skórka na nich cienka, a aparat szparkowy słabo radzi sobie z utratą wody. Korzenie dopiero badają otaczający je substrat, bo doniczka chroni je przed nagłymi zmianami wilgotności i temperatury.
Gdy takie rozpieszczone rośliny trafiają z dnia na dzień na grządkę, wszystko się zmienia. Słońce świeci ostrzej, pojawia się wiatr, a noce są znacznie chłodniejsze niż w salonie. Do tego gleba bywa jeszcze zimna i mokra po wiosennych deszczach.
Przeniesienie rozsad pomidorów prosto z domu na pełne słońce bez przygotowania to najprostsza droga do poparzonych liści, zahamowania wzrostu, a czasem nawet utraty roślin.
Takie warunki powodują:
- poparzenia słoneczne – liście bieleją, wyglądają jak przypalone,
- wiednięcie w środku dnia z powodu gwałtownej utraty wody,
- zatrzymanie wzrostu na kilka tygodni,


