Twórca Nothing wieszczy koniec aplikacji w smartfonach. Nadchodzi era agentów AI

Twórca Nothing wieszczy koniec aplikacji w smartfonach. Nadchodzi era agentów AI
4.6/5 - (65 votes)

Zamiast szukać ikon i klikać w przyciski, użytkownik ma tylko mówić, czego potrzebuje.

Ten scenariusz rysuje Carl Pei, szef marki Nothing i współtwórca OnePlus. Według niego klasyczne aplikacje mobilne stracą znaczenie, a ich miejsce zajmą inteligentne agenty AI, które same wykonają działania w telefonie i w sieci.

„Aplikacje znikną” – odważna teza z ust szefa Nothing

Carl Pei podczas wystąpienia na festiwalu SXSW stwierdził wprost, że era aplikacji zbliża się do końca. Nie chodzi o to, że z dnia na dzień znikną ze sklepów Google Play czy App Store. Chodzi o stopniowe przesunięcie uwagi użytkownika z ikon na ekranie na rozmowę z cyfrowym asystentem.

Carl Pei uważa, że jeśli cała wartość start‑upu opiera się na samej aplikacji, ten model biznesowy będzie wstrząśnięty przez AI – niezależnie od tego, czy founderom się to podoba, czy nie.

Od ponad dekady to aplikacje były główną bramą do usług: bankowości, mediów społecznościowych, zakupów czy rozrywki. Teraz na scenę wchodzi generatywna AI, która potrafi nie tylko pisać teksty i tworzyć obrazy, ale także wykonywać konkretne operacje na urządzeniu użytkownika.

Agent AI zamiast klikania: jak może wyglądać nowy model korzystania z telefonu

Obecnie, żeby coś załatwić na smartfonie, trzeba zwykle:

  • odblokować urządzenie,
  • odnaleźć właściwą aplikację,
  • przeklikać się przez menu, formularze i potwierdzenia.

Agenty AI mają ten schemat odwrócić. Użytkownik tylko formułuje prośbę, a resztą zajmuje się inteligentny system.

Przykładowy dzień z agentem AI zamiast aplikacji

Wyobraźmy sobie, że poranek wygląda tak:

  • mówisz: „Przełóż moje jutrzejsze spotkanie z dentystą na piątek po południu i znajdź wolny termin w kalendarzu” – agent AI loguje się do systemu rejestracji, sprawdza kalendarz i proponuje konkretną godzinę,
  • dodajesz: „Zamów te same zakupy co tydzień temu, z dostawą na dziś po 19” – agent sprawdza historię zamówień w serwisie e‑commerce i składa nowe,
  • na koniec prosisz: „Zapłać najbliższe rachunki za prąd i internet, ale nie przekraczaj 800 zł w tym miesiącu” – agent loguje się do banku i wykonuje przelewy w ustalonym limicie.

W żadnym z tych zadań użytkownik nie musi świadomie otwierać osobnych aplikacji. Działa raczej jak menedżer, który wydaje polecenia asystentowi.

Główna zmiana nie dotyczy samej technologii, tylko sposobu, w jaki człowiek wchodzi w interakcję z usługą – z poziomu zadań i intencji, a nie interfejsu pełnego przycisków.

Carl Pei: kopiowanie zachowań użytkownika to ślepa uliczka

Część firm już pracuje nad agentami, które „udają” człowieka: otwierają aplikacje, przewijają ekrany, klikają w odpowiednie miejsca. Taki agent symuluje ruchy użytkownika na ekranie, tylko szybciej i bez przerwy.

Zdaniem szefa Nothing ten kierunek to zaledwie etap przejściowy. System, który musi udawać palec na ekranie, nadal jest ograniczony przez stary interfejs. Każda zmiana układu przycisków w aplikacji potrafi zepsuć automatyzację.

Carl Pei przekonuje, że przyszłość aplikacji nie polega na tym, by agent AI korzystał z tych samych ekranów co człowiek, lecz żeby powstała osobna warstwa, zaprojektowana specjalnie dla agentów.

Ta nowa warstwa ma pozwolić AI komunikować się z usługą bezpośrednio – bez dotykania ekranu, bez przewijania i bez tradycyjnych formularzy.

API i połączenia MPC: drzwi dla agentów AI

Jak miałoby to działać technicznie? Carl Pei wskazuje dwa kluczowe narzędzia: API oraz połączenia MPC.

Pojęcie Co oznacza dla zwykłego użytkownika
API Stabilny „kanał rozmowy” między usługą a agentem AI. Dzięki niemu asystent może np. wysłać wiadomość, złożyć zamówienie czy zarezerwować bilet bez otwierania aplikacji.
Połączenia MPC Bardziej zaawansowane, bezpieczne sposoby współdzielenia danych pomiędzy różnymi systemami. Ułatwiają agentom wykonywanie wrażliwych operacji, np. finansowych, przy wyższym poziomie ochrony.

W praktyce oznacza to, że twórcy usług muszą pomyśleć nie tylko o tym, jak ich aplikacja wygląda na ekranie, ale też jak ma z nią rozmawiać inteligentny agent. W wielu firmach może to oznaczać zupełnie nowe zespoły i inne priorytety w rozwoju produktu.

Co to znaczy dla start‑upów i dużych marek

Model „mamy fajną aplikację, więc mamy produkt” staje się coraz bardziej ryzykowny. Jeśli aplikacja nie posiada dobrze zaprojektowanego API, agent AI nie będzie w stanie jej w pełni wykorzystać. A wtedy użytkownik wybierze konkurencję, która da się obsłużyć jednym poleceniem głosowym.

  • usługi bez otwartej integracji mogą stać się niewidoczne dla agentów,
  • zwiększy się rola standardów i interoperacyjności,
  • przewagę zyskają marki, które szybko udostępnią bezpieczne i wygodne kanały dla AI.

Czy aplikacje faktycznie znikną z ekranów?

Sformułowanie o „końcu aplikacji” brzmi dramatycznie, lecz bliżej mu do zmiany roli niż całkowitego zniknięcia. Ikony najpewniej pozostaną, ale będą otwierane rzadziej. Aplikacje mogą przekształcić się w coś w rodzaju „silników usług”, które działają głównie w tle, a nie wprost przed oczami użytkownika.

Już dziś widać podobny trend przy inteligentnych głośnikach czy zegarkach – mało kto przegląda na nich sklep z aplikacjami. Dominuje prosty model: wypowiadam polecenie, urządzenie załatwia resztę, korzystając z zestawu powiązanych usług.

Klasyczna aplikacja staje się wtedy zapleczem, a pierwszym punktem kontaktu z usługą jest konwersacja z agentem AI.

Dla użytkownika może to być wygodne: mniej klikania, mniej uczenia się nowych interfejsów, mniejszy bałagan na ekranie. Dla deweloperów i firm oznacza to z kolei konieczność przemyślenia swojego produktu od strony integracji, logiki działania i bezpieczeństwa danych.

Szanse, obawy i praktyczne konsekwencje dla zwykłych ludzi

Pojawiają się też pytania o kontrolę i prywatność. Jeśli agent AI ma działać w naszym imieniu, musi posiadać dostęp do e‑maili, kalendarza, historii zakupów czy konta bankowego. To ogromny poziom zaufania do jednego systemu. Błąd w konfiguracji lub nadużycie może prowadzić do realnych strat finansowych lub wycieku danych.

Z drugiej strony inteligentny agent może faktycznie uprościć życie osobom starszym albo mniej obeznanym z technologią. Zamiast tłumaczyć komuś z rodziny, jak obsłużyć pięć różnych aplikacji, wystarczy pokazać, jak wydać jasne polecenie asystentowi głosowemu.

Warto już dziś zacząć obserwować, które usługi dają opcję bezpośredniej integracji z AI – choćby przez proste automatyzacje czy tryby „asystenta”. Dla wielu użytkowników to będzie pierwszy krok w stronę świata, w którym to nie my szukamy właściwej aplikacji, lecz agent AI sam wybiera najlepsze narzędzie, by zrealizować nasze zadanie.

Jeśli prognoza Carla Peia się sprawdzi, najciekawsza walka w mobilnym ekosystemie rozegra się nie na poziomie ładniejszych ikonek i efektownych animacji, ale w niewidocznej warstwie integracji, którą obsługują wyłącznie agenty AI. A wtedy pytanie nie będzie już brzmiało „jaką aplikację zainstalować?”, tylko „któremu asystentowi powierzam swoje codzienne sprawy?”.

Prawdopodobnie można pominąć