Ten czerwony dodatek psuje twoją lekką sałatkę i obciąża planetę
Lekka sałatka na kolację brzmi jak zdrowy nawyk, ale jeden popularny czerwony składnik potrafi zamienić ją w kulinarny i ekologiczny zgrzyt.
Ten produkt kojarzy się z latem i wakacjami, tymczasem zimą trafia na talerz po długiej, energochłonnej drodze, tracąc po drodze smak, wartości i sens sezonowego jedzenia.
Dlaczego zimowa pomidorowa sałatka to zły pomysł
Pomidor to typowy owoc lata. W środkowej Europie naturalny sezon trwa mniej więcej od końca maja do września, w zależności od odmiany i regionu. Wtedy rośnie w gruncie, na słońcu, a jego smak jest intensywny, słodki i pachnący.
W chłodniejszych miesiącach historia wygląda zupełnie inaczej. Zimowe pomidory najczęściej pochodzą z:
- ogrzewanych szklarni, w których utrzymanie odpowiedniej temperatury pochłania ogromne ilości energii,
- importu z południa Europy lub Afryki Północnej, co oznacza długie trasy ciężarówkami.
Żeby taki pomidor dotarł w całości do sklepu, zbiera się go zielonego, a dojrzewa już w magazynach i w transporcie. Efekt na talerzu: miękki, wodnisty, o mało wyrazistym aromacie. Taka „ozdoba” sałatki często nie wnosi prawie żadnego smaku, tylko rozrzedza sos i wodą zalewa inne składniki.
Zimowy pomidor może mieć dwa razy mniej witaminy C i kilka razy większy ślad węglowy niż jego sierpniowy odpowiednik z pola.
Mniej wartości, więcej emisji, wyższa cena
Poza smakiem dochodzi jeszcze kwestia wartości odżywczych. Badania pokazują, że pomidory zebrane latem w pełnej dojrzałości zawierają zdecydowanie więcej witaminy C i związków o działaniu antyoksydacyjnym niż te uprawiane poza sezonem w szklarniach.
W praktyce zimowy pomidor to często:
- około dwukrotnie mniej witaminy C niż w owocu z gruntu,


