Ten cichy sygnał mówi, że twój szef zwyczajnie sobie nie radzi
Badania z Harvardu pokazują, że w wielu firmach największym problemem nie jest krzykliwy, despotyczny dyrektor, lecz pozornie spokojna, ale bardzo groźna postawa: szef, który jest obecny fizycznie, lecz nie pełni roli faktycznego lidera. Taka „pusta obecność” bywa mylona z dawaniem wolności, a w rzeczywistości według specjalistów jest znakiem zwykłej niekompetencji.
Gdy szef jest, ale jakby go nie było
Psychologowie związani z Harvard Business School opisują zjawisko, które rozwala zespoły od środka: przywództwo przez nieobecność. Nie chodzi o menedżera, który faktycznie znika z biura. Przeciwnie – on jest na miejscu, loguje się na czas, pojawia się na zebraniu, mija ludzi na korytarzu. Problem polega na tym, że nie podejmuje decyzji, nie bierze odpowiedzialności i nie prowadzi zespołu.
Ten typ szefa nie daje kierunku, nie stawia jasnych oczekiwań i nie udziela wsparcia. Zespół działa niby sam, ale w ciągłym chaosie.
Eksperci z Harvardu zwracają uwagę, że przyczyny takiej postawy bywają różne: lęk przed konfrontacją, brak wiary w siebie, zwykłe lenistwo albo modna wymówka „stawiam na autonomię”. Efekt jest zawsze podobny – ludzie zostają sami z problemami, które z definicji powinien rozwiązywać przełożony.
Dlaczego ten styl bywa mylony z „nowoczesnym” zarządzaniem
Przez ostatnie lata wiele firm zachwycało się modą na płaskie struktury, „szefów–partnerów” i samoorganizujące się zespoły. To ważny trend, ale łatwo go wypaczyć. Niektórzy menedżerowie chętnie chowają za nim własną bierność: mówią o zaufaniu i samodzielności, a w praktyce po prostu abdykują.
Dobrze poprowadzona autonomia wygląda zupełnie inaczej. Pracownicy mają wtedy:
- jasne cele i priorytety,


