Szerszeń azjatycki odporny na wszystko? Ten sprytny trik go zdradza

Szerszeń azjatycki odporny na wszystko? Ten sprytny trik go zdradza
4.5/5 - (43 votes)

Rozpruwa paszcze pszczelich uli, sieje panikę w pasiekach i niszczy lata pracy pszczelarzy.

Aż w końcu trafia na przeciwnika z elektroniką w ręku.

W jednym z regionów Francji pszczelarz sięgnął po technologię rodem z filmu szpiegowskiego, żeby dobrać się do gniazd szerszenia azjatyckiego. Ten groźny owad od lat pustoszy europejskie pasieki, a tradycyjne metody walki dają ograniczone efekty. Tym razem napastnik dostaje nadajnik, a łowca – antenę i lornetkę termowizyjną.

Szerszeń azjatycki: koszmar każdej pasieki

Szerszeń azjatycki pojawił się w Europie kilkanaście lat temu i od tego czasu stał się jednym z najgroźniejszych wrogów pszczół miodnych. Atakuje w bardzo specyficzny sposób: zawisa w powietrzu przed ulem, jak mały dron, i tylko czeka na odpowiedni moment.

Gdy pszczoła wraca z pożytku albo próbuje wylecieć, napastnik błyskawicznie ją chwyta, odgryza głowę i odwłok, a do gniazda zabiera wyłącznie tułów bogaty w białko. To idealna „paczka żywnościowa” dla larw szerszeni.

Stały patrol szerszeni przed ulem działa na pszczoły jak oblężenie – rodzina żyje w ciągłym stresie i przestaje normalnie funkcjonować.

Gdy wokół pasieki krąży kilkanaście takich drapieżników, zbieraczki praktycznie przestają wylatywać. Rodzina nie przywozi nektaru ani pyłku, ul nie gromadzi zapasów na zimę, a kolonia gwałtownie słabnie. Kilka tygodni takiej presji potrafi dobić nawet silny rój.

Dlaczego zwykłe pułapki nie wystarczają

Pszczelarze od lat próbują zatrzymać inwazję, rozwieszając butelki-pułapki, niszcząc gniazda czy stosując różne sposoby odstraszania. Problem w tym, że szerszeń azjatycki szybko się rozprzestrzenia, a z jednego sezonu na drugi potrafi powstać cała sieć nowych gniazd.

Pułapki łapią część robotnic, ale nie uderzają w źródło problemu – królową i gniazdo założone na początku sezonu. Dlatego jeden zapomniany, niewidoczny dla człowieka kokon w koronie drzewa potrafi w kilka miesięcy „wyprodukować” dziesiątki tysięcy nowych osobników.

High-tech na pasiece: pszczelarz, który zamienił się w łowcę gniazd

W regionie Haut-Rhin jeden z pszczelarzy postanowił zrobić coś więcej niż tylko reagować na ataki. Zbudował system, który pozwala namierzyć gniazdo wprost z powietrza – wykorzystując samo zwierzę jako przewodnika.

Jak działa „pluskwa” na szerszeniu

Cała operacja wygląda dość spektakularnie. Pszczelarz najpierw odławia jednego z napastników w pobliżu ula. Następnie usypia go gazem na krótki czas, żeby móc spokojnie założyć malutką elektroniczną płytkę – miniaturową nadającą brzęczyk, który emituje sygnał audio.

Tak przygotowany owad odzyskuje sprawność i wraca do swojego gniazda, zupełnie nieświadomy, że właśnie stał się ruchomym punktem na „radarze” pasiecznika.

Szerszeń zamienia się w niechcący przewodnika, który prowadzi człowieka wprost do ukrytego gniazda w lesie lub wysoko na drzewie.

Antena, smartfon i lornetka termowizyjna

Druga część operacji to już praca w terenie. Pszczelarz chwyta w dłoń antenę przypominającą telewizyjny „grzebień”, podłącza ją do telefonu i nasłuchuje charakterystycznego sygnału z nadajnika. Obracając antenę, sprawdza, z której strony dźwięk jest najsilniejszy, i rusza w tym kierunku.

Kiedy odległość do celu maleje, do gry wchodzi sprzęt do obserwacji nocnej – lornetka termowizyjna. Dzięki niej można wychwycić skupisko owadów na drzewie lub konstrukcji, nawet gdy gniazdo jest ukryte w liściach albo wysoko nad ziemią.

  • antena – pozwala określić kierunek lotu oznakowanego szerszenia,
  • telefon – rejestruje i wzmacnia sygnał z nadajnika,
  • lornetka termiczna – pomaga wypatrzeć gniazdo po zmroku lub w gęstwinie.

Dopiero gdy pszczelarz ma stuprocentową pewność, że patrzy na właściwe gniazdo, organizuje akcję jego usunięcia z zachowaniem zasad bezpieczeństwa.

Gniazdo źródłowe – najbardziej niebezpieczna „fabryka” szerszeni

Kluczowe jest nie tylko samo namierzenie szerszeni, lecz przede wszystkim ustalenie, na jakim etapie rozwoju znajduje się ich kolonia. Na początku sezonu królowa zakłada niewielkie, tzw. gniazdo pierwotne. To właśnie z niego wyjdzie pokolenie samic, które jesienią staną się nowymi królowymi.

Te przyszłe matki zimują, a w kolejnym roku budują znacznie większe struktury wtórne – czasem wielkości sporej piłki gimnastycznej. W środku mogą żyć dziesiątki tysięcy osobników atakujących okoliczne pasieki i owocujące drzewa.

Usunięcie gniazda pierwotnego wiosną blokuje powstanie całej sieci ogromnych kolonii w następnym sezonie.

Z tego powodu pszczelarze koncentrują się właśnie na tych pierwszych gniazdach. Każde zlikwidowane gniazdo oznacza realną ulgę dla wszystkich pasiek w promieniu kilku kilometrów. Jeżeli uda się to zrobić jeszcze przed wyprodukowaniem nowych królowych, w całej okolicy maleje presja drapieżników.

Dlaczego ta metoda realnie pomaga pszczołom

System z nadajnikami i anteną uderza w sedno problemu: ogranicza liczbę nowych kolonii, zamiast tylko łapać pojedyncze robotnice. Dla pszczół oznacza to spokojniejszy sezon, mniej stresu przy wylotku ula i większe szanse na zgromadzenie zapasów.

Pszczelarz, który stosuje tę technikę, podkreśla, że chodzi nie tylko o obronę własnych uli. Pszczoły miodne zapylają uprawy rolnicze, drzewa owocowe, rośliny łąkowe. Kiedy znikają, cierpi cała lokalna przyroda, a w dłuższej perspektywie – produkcja żywności.

Co zyskują pszczoły Co zyskuje człowiek
Mniej ataków przed ulem Stabilniejsze zbiory miodu
Więcej wylotów po nektar i pyłek Lepsze zapylanie sadów i pól
Silniejsze rodziny przed zimą Mniej kosztownych strat w pasiekach

Czy takie rozwiązanie da się przenieść do Polski

W Polsce szerszeń azjatycki dopiero nieśmiało pojawia się w doniesieniach, ale specjaliści ostrzegają, że jego ekspansja może dotrzeć także nad Wisłę. Doświadczenia francuskich czy hiszpańskich pszczelarzy pokazują, że warto przygotować się zawczasu.

Technologia używana w opisanej metodzie nie należy do tanich, ale nie wymaga kosmicznych laboratoriów – to głównie sprytne połączenie znanych urządzeń: anten, nadajników i obserwacji termicznej. Można się spodziewać, że z czasem pojawią się tańsze, prostsze w obsłudze wersje takich systemów, być może tworzone wspólnie przez organizacje pszczelarskie i uczelnie techniczne.

Na co powinni uważać pszczelarze i spacerowicze

Szerszeń azjatycki, choć groźny dla pszczół, nie atakuje człowieka bez powodu częściej niż nasz rodzimy szerszeń. Nie zmienia to faktu, że duże gniazda w pobliżu domów, placów zabaw czy pasiek stwarzają ryzyko, zwłaszcza dla osób uczulonych na jad.

Jeśli ktoś natknie się na nietypowe gniazdo – duży, jajowaty „balon” z papierowej masy, często zawieszony wysoko na drzewie – lepiej nie próbować usuwać go samodzielnie. Zgłoszenie do straży pożarnej, urzędu gminy albo lokalnego koła pszczelarskiego to najbezpieczniejsza droga działania.

W miarę jak inwazyjne gatunki owadów rozprzestrzeniają się po Europie, podobne hybrydowe podejścia – łączące wiedzę przyrodniczą z elektroniką – mogą stawać się coraz ważniejszym narzędziem w rękach pszczelarzy. Jeden dobrze oznakowany szerszeń i odpowiedni sprzęt potrafią uratować nie tylko pojedynczy ul, ale całe pasieki w okolicy.

Prawdopodobnie można pominąć