Szef Nothing przepowiada koniec aplikacji w smartfonach. Nadchodzi era agentów AI
Smartfony mogą wkrótce działać zupełnie inaczej niż dziś – bez klasycznych aplikacji, do których przywykliśmy przez ostatnią dekadę.
Coraz sprawniejsze systemy AI zaczynają przejmować zadania, które do tej pory wykonywaliśmy ręcznie w aplikacjach. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych ludzi branży mobilnej twierdzi, że to dopiero początek większego trzęsienia ziemi.
„Aplikacje znikną” – mocna teza szefa Nothing
Carl Pei, twórca marki Nothing i wcześniej współtwórca OnePlus, stawia bardzo odważną prognozę: klasyczne aplikacje w smartfonach są na wylocie. Jego zdaniem obecny model korzystania z telefonu – wchodzenie do konkretnej aplikacji, klikanie w przyciski, przechodzenie przez menu – jest nie do utrzymania w dłuższej perspektywie.
Aplikacje, jakie znamy dziś, mają zostać zastąpione przez agentów AI, którzy sami wykonują akcje na urządzeniu i w internecie po krótkiej komendzie użytkownika.
Pei zwraca uwagę, że jeśli cała przewaga jakiegoś start-upu opiera się jedynie na aplikacji mobilnej, to taki biznes stoi przed poważnym wstrząsem. Nie chodzi tylko o kosmetyczną zmianę interfejsu, ale o całkowitą zmianę sposobu, w jaki człowiek wchodzi w kontakt z usługą.
Jak AI ma zastąpić aplikacje?
Nowa generacja sztucznej inteligencji nie ogranicza się już do generowania tekstu czy obrazków. Najbardziej zaawansowane modele potrafią wykonywać złożone sekwencje działań na komputerze czy smartfonie: otwierać strony, wypełniać formularze, a nawet klikać w odpowiednie miejsca ekranu.
W praktyce scenariusz ma wyglądać tak, że zamiast:
- szukać ikony aplikacji,
- czekać, aż się uruchomi,
- klikać po kilku ekranach,
po prostu powiemy lub napiszemy do asystenta AI, czego chcemy: zarezerwowania lotu, przedłużenia pakietu internetu, zamówienia jedzenia, przelewu pieniędzy czy przełożenia wizyty u lekarza. System sam wybierze właściwą usługę i „załatwi sprawę” w tle.
Zamiast „wejdź do aplikacji banku, kliknij tu i tu”, użytkownik powie: „zapłać ten rachunek do piątku” – a całą resztą zajmie się agent AI.
To oznacza mniej czasu spędzanego na żonglowaniu ikonami, a więcej na formułowaniu prostych poleceń. Dla wielu osób korzystanie z telefonu może stać się bardziej naturalne i przypominać rozmowę z bardzo ogarniętym asystentem, a nie obsługę panelu sterowania w kokpicie.
Dlaczego obecne podejście do AI w telefonach jest chybione?
Carl Pei krytykuje obecny kierunek, w którym część firm próbuje rozwijać tzw. agentów ekranowych. To systemy, które uczą się naśladować ludzkie klikanie: otwierają aplikację, przewijają, naciskają przyciski. Z zewnątrz wygląda to jak wirtualny użytkownik.
Zdaniem Peia takie podejście jest ślepą uliczką. Odwołuje się ono do interfejsów projektowanych pod ludzi, nie pod maszyny. AI udaje człowieka, zamiast korzystać z prostszej, technicznej drogi do wykonania zadania.
Przyszłość nie polega na tym, że agent AI będzie udawał ludzką dłoń na ekranie. Potrzebna jest nowa warstwa interfejsu, zaprojektowana specjalnie dla agentów.
Według niego rozwój powinien iść w stronę bezpośredniej komunikacji agentów AI z usługami, omijającej całą wizualną otoczkę. Z punktu widzenia użytkownika może się to wydawać niewidoczne, ale w tle oznacza gigantyczną zmianę w tym, jak tworzy się usługi cyfrowe.
API i MPC – nowe wejście do usług
Co miałoby zastąpić dzisiejsze przyciski i ekrany? Pei wskazuje konkretny kierunek dla programistów: otwieranie interfejsów programistycznych i bezpiecznych kanałów komunikacji, z których mogą korzystać agenci AI.
| Rozwiązanie | Na czym polega | Po co agentom AI |
|---|---|---|
| API | Zestaw komend, dzięki którym programy dogadują się ze sobą bez ekranu | Pozwala AI wykonywać zadania bez „klikania” po aplikacji |
| MPC | Technika bezpiecznego przetwarzania i wymiany danych między różnymi stronami | Umożliwia AI dostęp do wrażliwych usług, np. finansów, z zachowaniem prywatności |
Dla firm technologicznych oznacza to konieczność przemyślenia swoich produktów. Aplikacja nie będzie już jedyną „bramą” do ich oferty. Równie ważne stanie się to, jak wygodnie i bezpiecznie agent AI może podłączyć się do ich systemu i wykonać w nim konkretną akcję.
Co to znaczy dla zwykłego użytkownika smartfona?
Jeśli prognoza Peia się sprawdzi, przeciętna osoba korzystająca z telefonu może zauważyć szereg zmian w codziennych nawykach:
- rzadsze szukanie konkretnych aplikacji na ekranie głównym,
- więcej interakcji głosowych lub tekstowych z jednym, centralnym asystentem AI,
- mniejsza liczba ikon na telefonie – część usług przejdzie „do tła”,
- większa personalizacja – agent AI będzie pamiętał preferencje użytkownika i automatycznie je stosował,
- bardziej skondensowane powiadomienia, np. podsumowanie działań asystenta zamiast serii alertów z wielu aplikacji.
Zmieni się także rola samego smartfona. Dziś to przede wszystkim „urządzenie z aplikacjami”. W przyszłości może stać się bardziej terminalem do AI, które wykonuje działania w naszym imieniu w różnych usługach – niezależnie od tego, kto je stworzył.
Co na tym zyskają, a co mogą stracić użytkownicy
Tak duża zmiana zawsze niesie za sobą korzyści i ryzyka. Z jednej strony obiecuje ogromną oszczędność czasu i mniej ciągłego przełączania się między aplikacjami. Osoby mniej obyte z technologią mogą w końcu korzystać z zaawansowanych usług bez nauki skomplikowanych interfejsów.
Z drugiej strony rośnie zależność od jednego centralnego asystenta. Jeśli AI źle zinterpretuje polecenie albo wybierze niekorzystną dla nas opcję, konsekwencje mogą być poważniejsze niż przy klasycznym „złym kliknięciu”. Pojawiają się także pytania o prywatność: agent AI będzie widział dużo więcej fragmentów naszego życia cyfrowego naraz.
Firmy będą musiały znaleźć równowagę między wygodą a przejrzystością. Dobrym kierunkiem mogą być klarowne logi działań asystenta: historia, co, kiedy i w czyim imieniu zrobił, z możliwością szybkiego cofnięcia lub zablokowania konkretnych typów zadań.
Czy aplikacje naprawdę całkowicie znikną?
Mimo mocnej tezy Peia, mało kto w branży wierzy w scenariusz, w którym wszystkie aplikacje wyparują z dnia na dzień. Bardziej prawdopodobne jest stopniowe przesuwanie ciężaru z interfejsu graficznego na „interfejs rozmowy” z AI.
Aplikacje mogą pozostać jako warstwa wizualna do podglądu i ręcznej kontroli. Użytkownik będzie miał wybór: wskazać każdy krok samodzielnie w aplikacji albo poprosić agenta AI, aby zrobił to za niego. Część usług – szczególnie tych bardzo prostych – faktycznie może przejść w całości do kanału AI, bez potrzeby instalowania czegokolwiek.
W tym scenariuszu wygrywają firmy, które już dziś myślą o swoich usługach jako o zestawie funkcji dostępnych dla agentów, a nie wyłącznie jako o ładnej aplikacji na ekranie.
Jak się przygotować na erę agentów AI?
Dla użytkowników najlepszą strategią jest stopniowe oswajanie się z asystentami AI. Warto zacząć od prostych rzeczy: przypomnienia, krótkie wiadomości, prośby o podsumowanie maili czy przygotowanie planu dnia. Z czasem można rozszerzać zakres działań, które powierzamy agentowi, obserwując, jak sobie radzi.
Z kolei dla przedsiębiorców i twórców usług cyfrowych kluczowe będzie otwarcie się na nowe sposoby integracji. Stworzenie sensownego API, przemyślenie uprawnień i granic dla agentów, ochrona danych – to aspekty, które zaczną mieć podobne znaczenie, jak dziś projekt aplikacji mobilnej.
W tle tej zmiany dzieje się jeszcze jedna rzecz: przedefiniowanie tego, co naprawdę stanowi wartość usługi. Jeżeli interfejs przestaje być głównym atutem, na pierwszy plan wychodzi jakość samej oferty, wiarygodność danych, bezpieczeństwo i szybkość działania. A to może okazać się zdrowsze dla całego ekosystemu niż wyścig na najbardziej uzależniające aplikacje.


