Studenci szkół filmowych nie potrafią już obejrzeć filmu do końca
Wykładowcy kierunków filmowych biją na alarm: nawet przyszli filmowcy mają problem, by wysiedzieć przy jednym filmie od początku do końca.
To, co kiedyś uchodziło za wymarzone zadanie – „masz obejrzeć genialny film” – dziś dla wielu studentów staje się męczącym maratonem walki z telefonem, powiadomieniami i odruchem przewijania.
Gdy obowiązkowy seans staje się męczarnią
Profesorowie znanych wydziałów filmowych w Stanach Zjednoczonych opisują zaskakująco podobne sceny. W sali trwa projekcja klasyki kina, światła przygaszone, dźwięk na pełnym nagłośnieniu, a mimo to w rzędach migają ekrany smartfonów. Studenci zerkają pod ławkę, odblokowują telefon „tylko na chwilę”, sprawdzają powiadomienia, odpisują na wiadomości. Trwa to przez cały film.
Akira Mizuta Lippit, wykładowca na renomowanym wydziale filmu na Uniwersytecie Południowej Kalifornii, porównuje swoich studentów do osób z nałogiem. Opowiada o projekcji „Rozmowy” Francisa Forda Coppoli – filmu, w którym ostatnia scena ma ogromne znaczenie dla sensu całości. Mimo że uprzedził studentów, by szczególnie skupili się na finale, bardzo wielu i tak odpłynęło myślami i spojrzeniami w stronę telefonu.
Przyszli filmowcy teoretycznie kochają kino, ale zachowują się jak ktoś, kto próbuje rzucić palenie trzymając paczkę papierosów w dłoni przez dwie godziny.
Według wykładowców pandemia tylko przyspieszyła ten proces. Nauka zdalna, ciągłe siedzenie przed ekranem, mieszanie nauki, rozrywki i życia towarzyskiego w jednym okienku przeglądarki – to wszystko zmieniło sposób, w jaki młodzi dorośli w ogóle korzystają z mediów. Utrzymanie nieprzerwanej uwagi przez 90 czy 120 minut dla wielu z nich jest zwyczajnie nienaturalne.
Szokujące dane z uczelnianych platform streamingowych
To, co profesorowie widzą na sali, potwierdzają twarde liczby z wewnętrznych platform streamingowych używanych na uczelniach. Na przykład na Uniwersytecie Indiany wykładowcy mają do dyspozycji narzędzia, które pokazują, czy student faktycznie odtworzył zadany film i jak daleko dotarł z oglądaniem.
| Etap oglądania | Odsetek studentów |
|---|---|
| W ogóle uruchamia film | mniej niż 50% |
| Dociera do końca seansu | około 20% |
Oznacza to, że większość osób na zajęciach, gdzie omawia się dane dzieło, zna je co najwyżej z fragmentów. Wykładowca Craig Erpelding z Uniwersytetu Wisconsin przyznaje, że jeszcze kilka lat temu zadanie domowe pod tytułem „obejrzyj film” uważał za najbardziej atrakcyjny typ pracy. Teraz widzi, że nawet wtedy znaczna część studentów nie wywiązuje się z tego zadania.
Film traktuje się jak muzykę w tle – coś, co leci, podczas gdy prawdziwe życie toczy się na ekranie telefonu.
Konsekwencje widać na egzaminach. Podczas testu z klasycznego filmu François Truffaut „Jules i Jim” ponad połowa studentów nie poradziła sobie z prostymi pytaniami o fabułę. Niektórzy w odpowiedziach wymyślali całe wątki, jak ucieczkę bohaterów przed nazistami, chociaż akcja dzieje się przed drugą wojną światową. Profesor, widząc skalę błędów, pierwszy raz od dwóch dekad złagodził kryteria oceniania, bo stało się jasne, że wielu studentów nie obejrzało filmu w sposób uważny – albo w ogóle.
Era 47 sekund: jak internet trenuje nasze mózgi
Problem nie sprowadza się do lenistwa. Badania nad zachowaniami użytkowników komputerów pokazują gwałtowne skrócenie czasu, przez jaki potrafimy skupić się na jednym zadaniu. Analiza sposobu korzystania z aplikacji i kart w przeglądarce ujawniła, że przeciętna osoba zmienia aktualne okno mniej więcej co 47 sekund.
W 2004 roku ten odstęp wynosił średnio dwie i pół minuty. Wzrost tempa jest drastyczny. Mechanizm przewijania bez końca na TikToku, Instagramie czy YouTube przyzwyczaił nas, że co kilka sekund dostajemy bodziec, nowy obraz, nowy dźwięk, kolejną mini historię. Mózg zaczyna oczekiwać takiego rytmu również w innych sytuacjach.
Jeśli przez kilka minut nic się „spektakularnego” nie dzieje, pojawia się niepokój, nuda, potrzeba sięgnięcia po kolejne źródło bodźców.
Dla klasycznego kina, opartego na długich ujęciach, ciszy, budowaniu napięcia i stopniowym rozwoju historii, to bardzo zła wiadomość. Dwugodzinny film oglądany w skupieniu przegrywa z serią kilkudziesięciu krótkich klipów, które oferują natychmiastową gratyfikację: śmieszny filmik, mem, komentarz, powiadomienie od znajomego.
Jak film walczy o uwagę z telefonem
Zmiany w nawykach widowni dostrzega także przemysł filmowy. Coraz częściej film ma być czymś, co da się „zrozumieć mimo wszystko” – nawet jeśli w trakcie oglądania robimy pranie, przeglądamy social media lub odpisujemy na maile.
Matt Damon opowiadał w rozmowie w popularnym podcaście, że Netflix potrafi sugerować reżyserom bardzo konkretną technikę: najważniejsze elementy fabuły mają wybrzmieć w dialogach kilka razy. Chodzi o to, by ktoś, kto akurat zerknął w telefon i przegapił kluczową scenę, i tak był w stanie nadążyć za historią.
- Widz nie musi śledzić akcji cały czas, by zrozumieć, „o co chodzi”.
- Dialogi stają się miejscem streszczenia fabuły dla rozproszonego odbiorcy.
- Film coraz częściej gra rolę tła dla innych aktywności.
Taki sposób myślenia przenika zresztą do samej góry branży. Członkowie akademii przyznają anonimowo, że zdarza im się głosować na filmy nagradzane prestiżowymi statuetkami na podstawie fragmentów, streszczeń lub opinii innych, bez obejrzenia całej produkcji. Skoro osoby zawodowo zajmujące się filmem mają kłopot z poświęceniem koncentracji na pojedyncze dzieło, trudno wymagać więcej od reszty widowni.
Co to robi z naszym myśleniem
Profesorowie zauważają, że problem wychodzi daleko poza kino. Trudność z obejrzeniem filmu w całości jest objawem szerszej zmiany w funkcjonowaniu uwagi. Młodzi dorośli mają kłopot z:
- utrzymaniem koncentracji na jednym zadaniu przez dłuższy czas,
- czytaniem dłuższych tekstów bez skakania po akapitach,
- głębszą analizą złożonych historii i motywacji bohaterów,
- zapamiętywaniem szczegółów obejrzanego materiału.
W przypadku studentów filmu prowadzi to do paradoksu: potrafią godzinami rozmawiać o trendach w streamingu, znają na pamięć memy z najnowszych hitów, a jednocześnie z trudem przyswajają strukturę klasycznego scenariusza czy pracę kamery w powolnie prowadzonym ujęciu. Stają się ekspertami od kontekstów, ale nie od samych dzieł.
Kiedy uwaga rozprasza się co kilkadziesiąt sekund, znika przestrzeń na refleksję, interpretację i autentyczne przeżywanie historii.
Dla uczelni filmowych rodzi to bardzo konkretne wyzwanie dydaktyczne. Jak kształcić reżyserów, scenarzystów i montażystów, jeśli podstawa ich warsztatu – uważne oglądanie filmów – coraz częściej wymyka się z ich własnych przyzwyczajeń?
Czy można jeszcze trenować długą uwagę
Część pedagogów zaczyna traktować koncentrację jak umiejętność, którą trzeba trenować tak samo jak montaż czy analizę scenariusza. Zamiast zakładać, że student „po prostu usiądzie i obejrzy”, wprowadzają dodatkowe strategie:
- projekcje z obowiązkowym oddaniem telefonów do specjalnego pudełka przy wejściu,
- krótkie przerwy techniczne w trakcie seansu połączone z konkretnymi pytaniami o dotychczasowe sceny,
- zadania wymagające opisania jednej, wybranej sceny w maksymalnych szczegółach,
- omawianie konkretnych ujęć klatka po klatce, by pokazać, jak wiele informacji kryje się w pozornie „nudnym” fragmencie.
Nie jest to cudowny lek, ale część wykładowców zauważa, że gdy studenci mają jasny cel i czują, że ktoś prowadzi ich przez film, łatwiej im odłożyć telefon. Narzucenie ograniczeń z zewnątrz wydaje się konieczne, bo samodzielna „silna wola” często przegrywa z ciągłą pokusą scrollowania.
Co z tego wynika dla zwykłego widza
Opis kłopotów studentów kierunków filmowych może brzmieć jak niszowa ciekawostka, ale dotyka doświadczenia wielu osób, także poza branżą. Wielu widzów zna to uczucie: odpalamy film na platformie streamingowej, a zaraz potem ręka sięga po telefon „tylko na chwilę”. Nagle mija pół godziny, a my nie wiemy, jak bohater znalazł się w aktualnej sytuacji.
Nie chodzi o moralizowanie, że kiedyś było lepiej, a dziś „wszyscy siedzą w telefonach”. Bardziej o uświadomienie sobie, że dłuższa, skupiona uwaga działa jak mięsień – osłabia się, gdy jej nie używamy. Kto chce lepiej odbierać kino, literaturę czy po prostu rozmowę z drugim człowiekiem, może świadomie wrzucić sobie mały „trening”: jeden film bez telefonu, jedno wieczorne wyłączenie powiadomień, jedna przerwa w scrollowaniu.
Dla przyszłych filmowców staje się to wręcz elementem zawodu. Jeśli mają tworzyć historie, które poruszą widza czymś więcej niż szybkim żartem czy efektownym cięciem, muszą sami odzyskać zdolność bycia w historii przez dłuższą chwilę. Inaczej kino faktycznie zamieni się już tylko w hałas w tle do kolejnych powiadomień na ekranie.


