Projektantka kultowych lamp wraca z nową marką, która hipnotyzuje światłem

Projektantka kultowych lamp wraca z nową marką, która hipnotyzuje światłem
Oceń artykuł

Przez 15 lat jej delikatne, „lekkie jak piórko” lampy wisiały w najbardziej stylowych mieszkaniach.

Teraz projektantka zaczyna zupełnie nowy rozdział.

Mylène Niedzialkowski, autorka poetyckich lamp, które pokochały fanki slow dekoracji, wraca z marką Centième. To kontynuacja jej rozpoznawalnego stylu, ale z wyraźnie dojrzalszym podejściem do rzemiosła, materiałów i roli światła w domowym życiu.

Piętnaście lat świetlnej poezji, która zmieniła podejście do lamp

Jak zwykła lampa stała się obiektem pożądania

W świecie dekoracji wnętrz rzadko zdarza się, że produkt tworzony ręcznie staje się jednocześnie masowo rozpoznawalny. Właśnie to udało się Mylène podczas pracy nad marką Georges. Jej lampy nie przypominały typowych żyrandoli – wyglądały raczej jak delikatne rzeźby unoszące się pod sufitem.

Charakterystyczne klosze z materiału, układające się w miękkie płatki, stały się symbolem przytulnych, dobrze przemyślanych wnętrz. Nie chodziło wyłącznie o efekt „wow”. Te formy realnie zmieniały atmosferę w mieszkaniu: rozpraszały światło, łagodziły ostre kontrasty, wprowadzały wrażenie spokoju.

Klucz tej estetyki tkwił w prostym założeniu: lampa ma nie tylko świecić, ale też rzeźbić przestrzeń i wyciszać emocje po całym dniu.

Przez 15 lat projektantka konsekwentnie trzymała się ręcznego procesu tworzenia. Zamiast nastawiać się na masową produkcję, pracowała jak rzemieślnik: testowała kolejne tkaniny, eksperymentowała z kolorami, sprawdzała, jak światło przechodzi przez różne faktury. Dzięki temu jej prace nie starzały się razem z trendami – stawały się stałym elementem mieszkań, nie modnym gadżetem „na sezon”.

Projektantka, która traktuje cień jak materiał

To, co wyróżnia Mylène, to obsesyjna wręcz uwaga poświęcona detalom. Nazwa nowej marki – Centième – nawiązuje do bardzo małego stopnia podziału, jakby do „setnej części” całości. Ma to oddawać ideę skupienia na najdrobniejszym szczególe: załamaniu tkaniny, przejściu barwy, lekkim ruchu powietrza wprawiającym klosz w drżenie.

Projektantka traktuje światło i ciemność jak tworzywo. Nie interesuje jej jedynie sam kształt lampy – równie ważne pozostają cienie, które lampa rzuca na ściany i sufit. To właśnie zderzenie subtelnej formy i miękkiej poświaty tworzy ten specyficzny, „kołyszący” nastrój, z którym kojarzone są jej projekty.

Centième to manifest: od pierwszego szkicu do gotowego obiektu wszystko przechodzi przez ludzkie ręce, a każdy milimetr ma znaczenie.

Nowa marka Centième: powrót, na który czekali fani slow dekoracji

Kontynuacja znanego stylu, ale z nową energią

Centième oficjalnie pojawiło się na rynku latem 2025 roku, ale w praktyce dojrzewało dużo wcześniej. To nie jest nagły zwrot, tylko naturalne rozwinięcie tego, co projektantka robiła wcześniej. Dla osób, które od lat obserwują jej twórczość, nowa marka brzmi znajomo, choć oferuje świeżą perspektywę na domowe oświetlenie.

Dobra wiadomość dla wielbicieli dawnej kolekcji: w ofercie Centième znalazły się znane już, kultowe zawieszenia Pale. To te charakterystyczne lampy przypominające kwiaty rozchylające płatki na suficie. Nadal zachwycają lekkością i tym specyficznym, rozproszonym światłem. Równocześnie projektantka korzysta z nowej marki, aby mocniej eksperymentować z formą i funkcją przedmiotów.

  • znane formy lamp w odświeżonych wariantach kolorystycznych,
  • nowe modele o bardziej zarysowanych liniach,
  • dodatkowe akcesoria tekstylne – głównie poduszki i drobne dekoracje,
  • spójna paleta barw, którą można łatwo dopasować do istniejącego wnętrza.

Materiały bez plastiku, kolory zamiast mody na „efekt wow”

Centième uderza w czuły punkt osób zmęczonych jednorazową dekoracją. Zamiast plastiku i konstrukcji zaprojektowanych tak, by szybko się znudziły, pojawia się skupienie na naturalnych materiałach i ręcznej obróbce.

W lampach i dodatkach powracają przede wszystkim tkaniny o wyczuwalnej strukturze, papier, metal w delikatnym wykończeniu. Barwy są przygaszone, inspirowane naturą – piaskowe beże, przydymione róże, oliwkowe zielenie. Wszystko po to, by przedmiot spokojnie „usiał” w różnych typach wnętrz, zamiast z nimi rywalizować.

Te projekty są stworzone do codzienności: mają nie męczyć wzroku i nerwów, tylko wprowadzać delikatny porządek i spójność.

Dlaczego jej lampy zmieniają atmosferę mieszkania bez remontu

Mała ingerencja, duży efekt we wnętrzu

Marka Centième świetnie wpisuje się w to, jak dziś myślimy o urządzaniu mieszkania. Zamiast robić kosztowny remont, wiele osób woli pracować na detalach: świetle, tkaninach, kilku dobrze dobranych przedmiotach. Lampa staje się tu narzędziem do budowania nastroju, a nie jedynie źródłem lumenów.

Jedna większa zawieszona lampa o wyrazistej formie potrafi całkowicie zmienić odbiór salonu. Z kolei połączenie miękkiego oświetlenia z kilkoma poduszkami od tej samej projektantki sprawia, że wnętrze wygląda przemyślanie, nawet jeśli reszta wyposażenia jest prosta lub lekko przypadkowa. Światło, które rozlewa się po ścianach, często wystarcza, by wieczorny pokój przestał przypominać biuro, a zaczął przypominać azyl.

Efekt Co zmienia w mieszkaniu
Rozproszone światło Łagodzi cienie, optycznie powiększa przestrzeń, uspokaja
Naturalne materiały Ociera się o zmysł dotyku, dodaje wnętrzu „ludzkiego” charakteru
Spójna paleta barw Porządkuje wizualny chaos, łączy stare i nowe meble
Ręczne wykonanie Buduje relację z przedmiotem, skłania do uważniejszego użytkowania

Anty-fast dekoracja – kupuj rzadziej, wybieraj mądrzej

Centième wpisuje się w coraz silniejszy trend: mniej rzeczy, bardziej przemyślanych. Zamiast wymieniać dodatki co sezon, rośnie chęć posiadania kilku wyrazistych przedmiotów, które pozostaną z nami na lata. Lampy i tekstylia od Mylène działają dokładnie w tym kierunku.

Ich forma nie jest krzykliwa, nie dopasowuje się do konkretnego sezonu czy hitu z mediów społecznościowych. Dzięki temu nie zestarzeją się tak szybko wizualnie. Dla wielu osób to komfort: można inwestować w obiekt, który „przemieszka” z nami kilka kolejnych etapów życia, zmieniając jedynie otoczenie – kolor ścian, układ mebli, miasto, a czasem nawet kraj.

W dekoracji coraz częściej szukamy towarzysza na lata, a nie ozdoby na chwilowy nastrój. Taka filozofia wzmacnia sens wydanych pieniędzy.

Co może wziąć z tego polski czytelnik

Nawet jeśli nie planujesz zakupu lampy z niszowej francuskiej marki, historia Centième daje kilka praktycznych wskazówek przy urządzaniu mieszkania. Warto zacząć od światła – przeanalizować, gdzie wieczorami brakuje przytulności, które przestrzenie są prześwietlone, a które zbyt ciemne. Często wystarczy jedna, dobrze dobrana lampa z rozproszonym światłem, aby zmienić rytm całego wieczoru.

Dobrym tropem jest też konsekwencja w materiałach. Przenieś ideę naturalnych tkanin i spójnej, przygaszonej palety do własnych zakupów. Zamiast polować na kolejną „instagramową” dekorację, wybierz produkt, którego naprawdę dotkniesz, którego struktura coś w tobie uruchamia. Taki przedmiot ma szansę stać się częścią codziennych rytuałów – a nie tylko kolejnym kurzem do ścierania.

Ciekawym efektem ubocznym podejścia promowanego przez Centième jest też większa uważność. Kiedy wiesz, że coś powstało w konkretnych rękach, w małym studiu, a nie na taśmie produkcyjnej, bardziej o to dbasz. Mniej rzeczy w domu zaczyna oznaczać więcej miejsca na oddech. A to w mieszkaniach pełnych ekranów i hałasu bywa dziś cenniejsze niż kolejny designerski gadżet.

Prawdopodobnie można pominąć