Plastik w marchewce i sałacie? Naukowcy biją na alarm po nowych badaniach nad warzywami
Najnowsze badania pokazują, że tworzywa sztuczne nie kończą już w morzu czy w płucach, ale przenikają także do jadalnych części roślin. To, co jeszcze kilka lat temu brzmiało jak alarmistyczna wizja ekologów, naukowcy z Wielkiej Brytanii właśnie potwierdzili w kontrolowanym eksperymencie.
Plastik w warzywach: co dokładnie wykazali naukowcy
Badanie opublikowane w czasopiśmie naukowym Environmental Research przeprowadzili badacze z Uniwersytetu w Plymouth. Skupili się na jednym, konkretnym warzywie – rzodkiewce – ale efekt, który zaobserwowali, ma znaczenie o wiele szersze.
Użyto tzw. uprawy hydroponicznej, czyli systemu, w którym rośliny rosną nie w ziemi, ale w wodzie z dodatkiem składników odżywczych. Do tego roztworu badacze wprowadzili cząsteczki tworzyw sztucznych o ultramałych rozmiarach.
Naukowcy wykazali, że cząsteczki plastiku o wielkości poniżej tysięcznych części milimetra potrafią przedostać się z korzeni do jadalnej części warzywa w zaledwie pięć dni.
Wcześniej zakładano, że rośliny mają skuteczną ochronę przed tego typu zanieczyszczeniami. Chodzi o tzw. pasemko Caspary’ego – naturalną barierę w korzeniach, która działa jak bramka na granicy: przepuszcza niezbędne minerały, a blokuje część szkodliwych substancji.
Przeczytaj również: 104-latek z prowincji wciąż mieszka sam. Jak to możliwe?
W przypadku badanych cząsteczek plastiku ta „bramka” okazała się niewystarczająca. Analizy pokazały, że nanoplastik – bo o takich rozmiarach mówimy – przedostał się do części jadalnej rzodkiewki.
Nanoplastik, czyli cząstki zbyt małe, by je dostrzec
W obiegu medialnym najczęściej pojawia się hasło „mikroplastik”. To drobiny plastiku mniejsze niż 5 milimetrów. Tutaj mowa o jeszcze mniejszych elementach:
Przeczytaj również: Nie kupuj drogich lamp ogrodowych: zrób bajkowe latarenki z torebek po herbacie
- mikroplastik – do 5 mm (5000 mikrometrów)
- nanoplastik – do 100 nanometrów, czyli około 0,0001 mm
Te ostatnie mają rozmiary porównywalne z większymi cząsteczkami białek czy wirusów. Nie da się ich zobaczyć gołym okiem, ani wyczuć w jedzeniu. Jeżeli raz trafią do środowiska, mogą wnikać bardzo głęboko w struktury biologiczne – zarówno roślin, jak i zwierząt.
Jak wyglądał eksperyment na rzodkiewkach
Badacze przeprowadzili stosunkowo prosty, ale wymowny test. Przez pięć dni narażali korzenie rzodkiewek na działanie roztworu zawierającego nanoplastik. Chodziło o część systemu korzeniowego, której normalnie nie jemy.
Przeczytaj również: Roladki z lawasza na imprezę: 5 farszów, które zawsze się udają
Następnie sprawdzali, czy cząsteczki plastiku są w stanie przedostać się w górę rośliny i trafić do części, którą uznajemy za jadalną. Wyniki nie pozostawiły wątpliwości: plastik znalazł się dokładnie tam, gdzie trafia nasz widelec.
W ciągu pięciu dni cząsteczki tworzyw sztucznych przedostały się przez naturalną barierę w korzeniach i nagromadziły się w jadalnej części rzodkiewek.
Jeden z autorów badania tłumaczy, że mają do czynienia z pierwszym bezpośrednim potwierdzeniem, że nanoplastik może przekraczać tę barierę u roślin jadalnych. To z kolei oznacza, że cząsteczki mogą kumulować się w roślinie, a dalej – przechodzić do organizmów, które ją zjedzą.
Czy chodzi tylko o rzodkiewki?
Z punktu widzenia konsumenta pytanie nasuwa się samo: czy to wyjątkowa sytuacja, czy wierzchołek góry lodowej? Naukowcy sugerują, że rzodkiewka to najprawdopodobniej tylko przykład. Podobny mechanizm może dotyczyć wielu innych warzyw korzeniowych i liściastych, które pobierają wodę i składniki z otoczenia w bardzo zbliżony sposób.
Nie ma dziś kompletnych danych dla wszystkich gatunków. Badanie otwiera natomiast nowy kierunek dla kolejnych projektów: sprawdzenie, jak reagują pomidory, sałata, ziemniaki czy zboża uprawiane w warunkach z zanieczyszczoną wodą i glebą.
Plastik jest już dosłownie wszędzie
Informacja o warzywach skażonych plastikiem brzmi niepokojąco, ale tak naprawdę wpisuje się w szerszy obraz, który nauka buduje od lat. Fragmenty tworzyw sztucznych znajdowano już w:
- powietrzu miejskim i górskim, setki kilometrów od dużych aglomeracji
- wodzie butelkowanej i kranowej
- rybach, owocach morza, soli kuchennej
- śniegu na Arktyce i w próbkach pobranych z głębin oceanicznych
Warzywa długo uchodziły za „bezpieczną przystań” – produkt z natury zdrowy, kojarzony raczej z ochroną niż ryzykiem. Teraz okazuje się, że i one mogą być nośnikiem niewidocznych zanieczyszczeń.
Im więcej tworzyw sztucznych produkujemy i wyrzucamy, tym większa szansa, że ich drobiny wrócą do nas w najmniej spodziewanej formie – na talerzu, w szklance, w powietrzu, którym oddychamy.
Co to może znaczyć dla zdrowia
Naukowcy z Plymouth pokazali, że plastik faktycznie trafia do warzyw. Zostaje drugie, bardziej drażliwe pytanie: co to robi z naszym organizmem?
Na razie medycyna dopiero zbiera dane. Cząsteczki plastiku wykryto już w ludzkim kale, w płucach, a nawet w krwiobiegu i łożysku. Nie oznacza to automatycznie choroby, ale sugeruje kontakt na masową skalę.
Możliwe zagrożenia, o których mówi się w literaturze naukowej, to m.in.:
- lokalne stany zapalne w tkankach, gdzie zatrzymują się cząsteczki
- transport substancji chemicznych przyczepionych do plastiku (np. metali ciężkich, dodatków z produkcji)
- potencjalne zakłócanie pracy komórek na poziomie molekularnym
Na wiele z tych pytań brakuje dzisiaj jednoznacznych odpowiedzi. Dlatego kolejne zespoły badawcze planują skupić się już nie tylko na tym, „czy” zjadamy plastik, ale „jak długo” i z jakim efektem dla konkretnych narządów. Dopiero takie dane mogą wywołać realną zmianę regulacji i zachowań konsumenckich.
Co możemy zrobić jako konsumenci i jako społeczeństwo
Nie ma prostego sposobu, aby całkowicie uniknąć kontaktu z plastikiem w jedzeniu. Zanieczyszczenie jest już mocno rozpowszechnione, a cząsteczki są zbyt małe, by dało się je po prostu spłukać wodą.
Można natomiast ograniczać ogólną skalę problemu. Część z tych działań dzieje się na poziomie polityki i przemysłu, ale sporo zależy też od codziennych wyborów. Przykładowo:
- rezygnacja z jednorazowych opakowań tam, gdzie to możliwe
- korzystanie z wody z kranu (jeśli jest dobrej jakości) zamiast kolejnych butelek
- wybieranie produktów luzem, a nie w wielowarstwowych tworzywach sztucznych
- wspieranie systemów kaucyjnych i recyklingu opakowań
W rolnictwie ważną rolę odgrywa jakość wody i gleby. Filtracja, ograniczanie stosowania folii na polach, lepsze systemy gospodarowania odpadami z tworzyw mogą stopniowo zmniejszać ilość plastiku, która dociera do roślin.
Dlaczego temat może jeszcze mocno urosnąć
Do tej pory dyskusja o plastiku była w dużej mierze abstrakcyjna: mówiliśmy o oceanie, odległych wysypiskach, zdjęciach żółwi zaplątanych w siatki. Informacja, że nanoplastik trafia do warzyw, które codziennie kładziemy na kanapkę, przenosi problem na zupełnie inny poziom bliskości.
Jeśli kolejne badania potwierdzą, że systematyczne spożywanie takich cząsteczek wpływa na zdrowie, presja na producentów i polityków może gwałtownie wzrosnąć. Temat przestanie być niszową kwestią ekologii, a stanie się sprawą bardzo praktyczną: co realnie wkładamy do ust, ile tego jest i jak zmniejszyć dawkę, którą organizm przyjmuje każdego dnia.
Dla zwykłego konsumenta kluczowe może być uświadomienie sobie skali zjawiska. Sałatka z własnego ogródka, ryba z dalekiego morza, woda w butelce ze sklepu – wszystkie te produkty funkcjonują już w jednym, silnie zanieczyszczonym obiegu. To nie powód, by rezygnować ze zdrowych nawyków, ale mocny sygnał, że sama zmiana diety nie wystarczy, jeśli na poziomie systemowym zachowamy dotychczasową produkcję i zużycie plastiku.


