Para kupuje starą chałupę, a pod łóżkiem trafia na skarb dla fanów Game Boya
Remont starego domu zwykle oznacza kurz, gruz i niespodziewane wydatki.
Dla tej pary oznaczał coś zupełnie innego.
Młodzi właściciele nastawiali się na walkę z pajęczynami i zaciekami na ścianach. Zamiast tego już pierwszego dnia natknęli się na coś, co wielu graczy uznałoby za spełnienie dziecięcych marzeń – masę retro sprzętu i gier schowanych w najbardziej banalnym miejscu, bo pod starym łóżkiem.
Pierwsze sprzątanie, pierwszy szok: kartidże Game Boy zamiast kurzu
Nowi właściciele dostali klucze do wiekowego domu z zadaniem: uprzątnąć po poprzednim lokatorze wszystkie meble i graty. Zamierzali po prostu robić kursy na lokalny punkt zbiórki odpadów i jak najszybciej opróżnić wnętrza, żeby ruszyć z remontem.
Gdy rozkręcali stare łóżko, nastawieni na kłęby kurzu, pod stelażem zobaczyli coś, co błyskawicznie ich zatrzymało. Zamiast typowych śmieci leżały tam równo poukładane pudełka i luzem wrzucone kartridże do Game Boya i Game Boy Advance.
Początkowo plan zakładał tylko wyrzucanie starych mebli. Po podniesieniu łóżka plan zmienił się w oglądanie każdej znalezionej gry.
Wśród gier były prawdziwe perełki kojarzone dziś przez każdego fanatyka retro:
- kultowe odsłony serii Pokémon, w tym edycje z końca lat 90. i początku 2000.,
- przygody Mario w kilku odsłonach na przenośne konsole,
- tytuły z serii The Legend of Zelda,
- gry z Samus Aran, znane z cyklu Metroid.
Wszystko to wyglądało jak prywatne archiwum nastolatka z przełomu wieków, które ktoś po prostu wcisnął pod łóżko i… wyjechał.
Dom zamienia się w prywatne muzeum gier
Po tym, co znaleźli pierwszego dnia, para zaczęła sprzątać z dużo większą uwagą niż wcześniej. Zwykłe porządkowanie pokoi zaczęło przypominać poszukiwania starych konsol po każdym kącie domu.
Następnego dnia kolejne zaskoczenie przyniosła stara komoda i zakurzona biblioteczka. Z pozoru bezwartościowe meble skrywały cały stos gier na PSP. Większość pudełek była kompletna, z instrukcjami i okładkami w niezłym stanie jak na wiek i warunki przechowywania.
Pod koniec dnia przyszła pora na mały schowek, coś w rodzaju ciemnego składziku na miotły. To właśnie tam, w kartonie z innymi drobiazgami, leżały kartridże do Super Nintendo, które spokojnie czekały na drugą młodość.
Zdjęcia wykonane przez parę pokazują dużą liczbę gier i sprzętu z różnych okresów – od GameCube, przez Wii, po kilka konsol Sony, w tym dwie PlayStation 2 pozostawione w pełni zmontowane.
Stopniowo okazywało się, że w każdym kolejnym pomieszczeniu znajdowały się nowe elementy tej kolekcji. Dom przypominał nie tyle zwykłą wiejską posiadłość, co małą, prywatną ekspozycję historii gier wideo z przełomu XX i XXI wieku.
Dlaczego ktoś zostawił w domu tyle wartościowego sprzętu?
Wraz z rosnącą liczbą znalezisk pojawiało się logiczne pytanie: jakim cudem poprzedni właściciel porzucił taką kolekcję, nie próbując jej nawet spieniężyć? Wartość całego zestawu, liczonego łącznie, może sięgać dużych kwot, zwłaszcza przy obecnym boomie na retrogaming.
Odpowiedź przyszła, gdy para zagadnęła sąsiadów. Z rozmów wynikało, że poprzedni lokator przeprowadzał się w pośpiechu. Postanowił zabrać wyłącznie to, co zmieścił w bagażniku auta. Resztę rzeczy zostawił w domu, a nowym właścicielom wręczył dodatkową gotówkę za fatygę związaną z uprzątnięciem jego „bałaganu”.
Jak zaznaczył nowy właściciel w dyskusji internetowej, jedną z najlepszych gwarancji autentyczności historii pozostaje brud widoczny na zdjęciach – kurz i zabrudzenia trudno byłoby tak realistycznie upozorować.
Nie wygląda więc na to, żeby poprzedni właściciel z premedytacją chciał zostawić komuś fortunę. Raczej uznał, że stare gry i konsole nie są warte zachodu, a ich spakowanie zajęłoby za dużo czasu i miejsca.
Od „złomu” do źródła finansowania remontu
Choć entuzjazm fanów gier w komentarzach jest łatwy do zrozumienia, dla pary najważniejszy pozostaje remont domu. Instalacje do wymiany, ściany do odświeżenia, być może dach do poprawy – lista wydatków w starym budynku zwykle nie ma końca.
Nowi właściciele przyznali, że nie znają dokładnej wartości znaleziska. Nie śledzą aukcji kolekcjonerskich ani cen rzadkich wydań gier, nie planowali też kariery w handlu retro sprzętem. Zamiast tego postanowili podejść do sprawy praktycznie.
Para zamierza wystawić cały zestaw gier i konsol jako jedną paczkę na popularnej platformie ogłoszeniowej, bez dzielenia kolekcji na pojedyncze tytuły.
Sprzedaż każdej gry osobno na specjalistycznych serwisach dałaby im zapewne znacznie większy zysk. Wymagałaby jednak dokładnego opisu, sprawdzania numerów wydań, fotografowania pudełek i odpisywania na pytania kupujących. Do tego dochodzi wysyłka dziesiątek paczek i ryzyko reklamacji.
Właściciele wolą uniknąć tego maratonu. Chcą pozbyć się wszystkiego jednym ruchem, uzyskać sensowną kwotę i zaoszczędzony czas przeznaczyć na organizację prac remontowych. Z ich perspektywy to nie kolekcja życia, tylko zastrzyk gotówki, który przyspieszy zamieszkanie w odnowionym domu.
Dlaczego takie znaleziska elektryzują graczy?
Dla kogoś, kto nie interesuje się grami, stos pudełek z pikselowymi bohaterami to tylko stare plastiki. Osoby wychowane na Game Boyu widzą w nich kawałek własnego dzieciństwa. Właśnie dlatego historie o odnalezionych kolekcjach gier tak często robią furorę w sieci.
| Rodzaj znaleziska | Co przyciąga fanów |
|---|---|
| Kartridże Game Boy / Game Boy Advance | nostalgia, proste, ale wymagające gry, charakterystyczna oprawa graficzna |
| Gry Super Nintendo | kultowe serie, wstęp do ery „16-bitów”, wysoka wartość kolekcjonerska |
| Gry i konsole Sony, np. PlayStation 2 | ogromna biblioteka tytułów, pierwsze duże hity 3D, gry, przy których wielu graczy spędziło setki godzin |
| GameCube, Wii | oryginalne kontrolery, gry kooperacyjne, silne marki Nintendo |
Dużą rolę odgrywa też fakt, że wiele z tych tytułów trudno dziś zdobyć w dobrym stanie. Oficjalne reedycje obejmują tylko wybrane klasyki, a oryginalne kartridże i płyty, zwłaszcza w komplecie z pudełkiem i instrukcją, osiągają coraz wyższe ceny.
Retrogaming jako inwestycja i jako problem logistyczny
Historia tej pary dobrze pokazuje dwie strony mody na stare gry. Z jednej – wartościowe egzemplarze potrafią z czasem znacznie zyskać na cenie. Z drugiej – trzymanie w domu dużej liczby pudełek, kabli i konsol szybko zamienia się w logistyczny koszmar.
Wiele osób zaczyna kolekcjonowanie niewinnie: od kilku ulubionych gier z dzieciństwa. Po latach nagle okazuje się, że półki uginają się od sprzętu, a spora część kolekcji leży w kartonach, których nikt nie otwiera. W takiej sytuacji przeprowadzka często wymusza trudne decyzje. Poprzedni właściciel domu wybrał najprostsze wyjście: zabrał tylko to, co konieczne, a resztę zostawił, licząc, że ktoś się tym po prostu zajmie.
Dla nowej pary konsekwencje tego wyboru okazały się wyjątkowo korzystne finansowo. Dla innych czytelników może to być przypomnienie, że niektóre „stare graty” z piwnicy lub strychu warto przejrzeć zanim trafią na śmietnik. Zwłaszcza jeśli w domu kiedyś stały konsole, a w szufladach mogły zostać kartridże z lat 90.
Z drugiej strony nie każda zapomniana konsola oznacza skok na kasę. Wiele gier produkowano w ogromnych nakładach, więc ich wartość pozostaje symboliczna. Dlatego przed wyrzuceniem lub szybką sprzedażą całego kartonu warto sprawdzić chociaż kilka tytułów w serwisach z ogłoszeniami. Czasem właśnie w takim pudełku trafi się jeden rzadki egzemplarz, który sfinansuje wymianę okien albo nową kuchnię – dokładnie tak, jak w historii tej niezwykłej przeprowadzki do starego domu.


