Oceany się gotują, ryby znikają. Nowe dane są druzgocące

Oceany się gotują, ryby znikają. Nowe dane są druzgocące
4.5/5 - (49 votes)

Oceany nagrzewają się szybciej, niż zakładali nawet pesymiści, a naukowcy alarmują: życie w morzach kurczy się w tempie, którego nie ogarniamy.

Nowa analiza tysięcy populacji ryb pokazuje, że nawet minimalny wzrost temperatury dna morskiego wystarcza, by całe ekosystemy zaczęły się sypać. Skala zmian jest cicha, rozłożona na lata, ale konsekwencje – bardzo konkretne: mniej ryb na talerzu, większe kłopoty dla rybaków, zachwiane łańcuchy pokarmowe.

Oceany podgrzewane jak wolnowar: co pokazuje najnowsza analiza

Najnowsze badania prowadzone w północnej części kuli ziemskiej objęły aż 33 tysiące populacji organizmów morskich, obserwowanych w latach 1993–2021. Naukowcy skupili się na tym, co dzieje się z rybami, gdy woda przy dnie podgrzewa się w sposób stały, dekada po dekadzie. Oddzielili ten powolny trend od gwałtownych epizodów, takich jak morskie fale upałów.

Chroniczne ocieplenie dna oceanicznego oznacza średni spadek populacji ryb o 7,2% na każde dodatkowe 0,1°C w ciągu dekady.

Na papierze wygląda to niegroźnie. Dziesiąta część stopnia to przecież prawie nic. Problem w tym, że oceany są gigantyczne, a proces trwa nieprzerwanie. W efekcie, w skali całych basenów oceanicznych oznacza to utratę ogromnej części biomasy, czyli realnego „mięsa” w wodzie – ryb, skorupiaków i innych organizmów, od których zależy funkcjonowanie morskich sieci pokarmowych.

Spadki sięgające niemal jednej piątej w rok

Badacze zauważyli, że w niektórych latach, przy szybko postępującym ociepleniu na dnie, ilość życia w wodzie potrafiła spaść aż o 19,8% w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy. To nie jest już kosmetyczna zmiana, tylko jakościowy wstrząs dla całego ekosystemu.

Autorzy analizy podkreślają: im szybciej podgrzewamy głębokie warstwy oceanów, tym szybciej znikają ryby. I nie chodzi wyłącznie o gatunki tropikalne, kojarzone z rafami koralowymi. Problem dotyczy również zimniejszych akwenów, na których opiera się ogromna część światowego rybołówstwa.

Iluzja „dobrych wiadomości”: gdy fale upałów mylą decydentów

W badaniu pojawił się także wątek, który szczególnie niepokoi ekspertów od zarządzania morzami. Chodzi o morskie fale upałów – krótkotrwałe, ale intensywne okresy, gdy temperatura wody wyraźnie skacze w górę.

Okazuje się, że w niektórych rejonach fale upałów chwilowo zwiększają liczebność części gatunków. Przykład ze spratem (małą rybą śledziową) pokazuje to bardzo konkretnie:

  • w ciepłym rejonie, jak basen Morza Śródziemnego, fala upału może przetrzebić jego populację, bo gatunek znajduje się tam na granicy tolerancji termicznej;
  • w chłodniejszym obszarze, jak Morze Północne, ten sam gatunek może chwilowo zyskać, bo podniesienie temperatury stwarza mu lepsze warunki.

Na mapie wygląda to więc jak mieszanina spadków i wzrostów, co może uspokajać polityków i opinię publiczną. Naukowcy ostrzegają jednak, że to złudzenie.

Krótkotrwałe „wystrzały” liczebności niektórych gatunków maskują głęboki, długofalowy trend: ogólny spadek biomasy w ocieplających się oceanach.

To właśnie ta mieszanka – chronicznego ocieplenia i chwilowych zrywów – stwarza zdaniem ekspertów ryzyko błędnej interpretacji danych przy ustalaniu limitów połowów czy planowaniu ochrony morskiej.

Ryby z zimnych wód wygrywają tylko na chwilę

Analiza pokazała też, że gatunki żyjące w chłodniejszych rejonach są dziś w nieco lepszej sytuacji niż te z tropików. Łatwiej wykorzystują zmiany klimatyczne na swoją korzyść – na przykład rozszerzają zasięg na nowe, dotąd zbyt zimne obszary.

Z perspektywy globalnej nie jest to jednak pocieszająca wiadomość. Zyski w zimnych wodach nie kompensują ogólnych strat w cieplejszych rejonach, gdzie wiele gatunków nie ma już dokąd uciec. Na granicy tolerancji temperatury organizmy funkcjonują jak na krawędzi – każdy kolejny ułamek stopnia zwiększa śmiertelność i ogranicza rozmnażanie.

Niewidzialny cios: mniej tlenu, więcej stresu

Nagrzewające się oceany to nie tylko kwestia liczby ryb. Wraz z rosnącą temperaturą spada ilość tlenu rozpuszczonego w wodzie. Naukowcy mówią tu o postępującej „deoksygenacji” mórz. Organizmom morskim trudniej oddychać, szybciej się męczą, a ich organizmy pracują na granicy możliwości.

Do tego dochodzą znane już presje: zanieczyszczenia pochodzące ze spalania paliw kopalnych, przełowienie wielu łowisk oraz niszczenie siedlisk, takich jak łąki traw morskich, rafy czy dna pokryte gąszczem organizmów. W efekcie ryby są atakowane z kilku stron naraz.

Przełowienie plus ocieplenie: podwójny problem dla gospodarki

Eksperci ds. rybołówstwa przypominają, że nadmierne połowy od dziesięcioleci były główną przyczyną zaniku biomasy w wielu rejonach. Według danych organizacji ONZ zajmującej się żywnością znaczna część światowych stad rybnych jest przełowiona lub bliska tego stanu.

Kryzys przełowienia nie zniknął, a ocieplenie i ubytek tlenu w wodzie jeszcze go wzmacniają, osłabiając zdolność oceanów do regeneracji.

Dla krajów silnie uzależnionych od rybołówstwa to realny cios gospodarczy. Mniejsze połowy oznaczają mniejsze dochody, a tym samym presję na jeszcze intensywniejsze eksploatowanie tego, co zostało. Powstaje błędne koło, z którego coraz trudniej wyjść wyłącznie przez lepsze zarządzanie połowami, bo sama fizyka oceanu zmienia się z roku na rok.

Dlaczego 1,5°C ma takie znaczenie dla mórz

Naukowcy od dawna powtarzają, że każda część stopnia ocieplenia ma znaczenie. W przypadku oceanów widać to wyjątkowo wyraźnie. Analiza pokazuje, jak wygląda koszt biologiczny przekraczania kolejnych progów temperaturowych pod powierzchnią wody.

Przyspieszanie ocieplenia o kolejne 0,1°C na dekadę nie jest drobną korektą. Z prognoz badaczy wynika, że w takim scenariuszu straty w populacjach ryb mogą przybrać taką skalę, że żadne tradycyjne plany zarządzania łowiskami nie nadążą z reakcją. Dla wielu ekosystemów byłby to trwały zwrot w stronę uboższego, mniej zróżnicowanego życia.

Rekordowa ilość ciepła w oceanach w 2023 roku

Osobne opracowania naukowe pokazują, że oceany wchłaniają dziś więcej ciepła niż kiedykolwiek od początku pomiarów. Analiza opublikowana w specjalistycznym czasopiśmie zajmującym się Ziemią i środowiskiem wskazuje, że tzw. zawartość cieplna oceanów osiągnęła w 2023 roku rekordowy poziom. Trend rośnie nieprzerwanie co najmniej od lat 60. XX wieku.

Okres Tendencja w zawartości ciepła oceanu
lata 60.–90. XX w. umiarkowany, stały wzrost
początek XXI w. wyraźne przyspieszenie nagrzewania
ostatnia dekada rekordowe wartości rok po roku

To właśnie oceany pochłaniają większość nadmiarowej energii wywołanej emisjami gazów cieplarnianych. Na krótką metę chronią nas przed jeszcze większym wzrostem temperatury na lądach. Długofalowo płacą jednak za to wysoką cenę, co zaczyna być widoczne w statystykach dotyczących życia morskiego, sztormów, poziomu morza i ekstremów pogodowych.

Co oznacza to dla zwykłych ludzi i co można zrobić

Ocieplenie oceanów nie jest abstrakcyjnym wykresem dla wąskiej grupy klimatologów. Pociąga za sobą szereg bardzo przyziemnych konsekwencji: rosnące ceny ryb i owoców morza, mniej stabilne źródła białka dla setek milionów ludzi, a także utratę naturalnych barier chroniących wybrzeża przed sztormami i erozją.

Wielu ekspertów od lat podkreśla, że strategia „łagodnego przejścia” nie wystarczy. Bez szybkiego ograniczenia emisji z węgla, ropy i gazu oceany będą dalej się nagrzewać, tracić tlen i różnorodność. Lokalne inicjatywy – tworzenie obszarów chronionych, lepsza kontrola połowów, odtwarzanie siedlisk – mogą spowolnić spadek, ale nie odwrócą fizycznego nagrzewania wód.

Z drugiej strony wciąż istnieją realne narzędzia wpływu. Zmiana miksu energetycznego, ograniczenie marnowania żywności, presja na firmy i rządy, by wycofywały się z paliw kopalnych, a także wybory konsumenckie w kierunku bardziej zrównoważonych produktów rybnych – to działania, które skumulowane działają jak hamulec dla procesu ocieplenia.

Warto też mieć świadomość, że oceany reagują z opóźnieniem. Ciepło gromadzone dziś będzie w nich krążyć przez dziesięciolecia. Każdy rok zwłoki w ograniczaniu emisji oznacza kolejną porcję energii upchniętą w wodzie. Z perspektywy życia morskiego różnica między światem, w którym uda się zatrzymać wzrost temperatury, a tym, w którym dalej „dokręcamy kurek z ciepłem”, to różnica między obciążonym, ale funkcjonującym ekosystemem a uboższą, przetrzebioną wersją tego, co znamy dziś z mórz i oceanów.

Prawdopodobnie można pominąć