Naukowcy dopuszczają niewiarygodny scenariusz: obce sondy mogą krążyć w naszym układzie

Naukowcy dopuszczają niewiarygodny scenariusz: obce sondy mogą krążyć w naszym układzie
Oceń artykuł

Coraz więcej astrofizyków mówi wprost: jeśli obca cywilizacja kiedykolwiek odwiedziła okolice Ziemi, jej technologia wciąż może tu być.

Najważniejsze informacje:

  • Naukowcy poszukują technosygnatur, czyli mierzalnych śladów działalności technologicznej obcych cywilizacji.
  • Obce sondy lub fragmenty technologii mogą od tysięcy lat przelatywać przez nasz układ lub krążyć w jego zakamarkach.
  • Współczesne poszukiwania opierają się na dokładniejszych danych, lepszych teleskopach i dojrzałych modelach teoretycznych.
  • Archiwalne szklane płyty fotograficzne sprzed ery kosmicznej są analizowane w poszukiwaniu obiektów przypominających sztuczne satelity.
  • Zespół Beatriz Villarroel odkrył na starych zdjęciach obiekty wyglądające jak satelity, zarejestrowane przed wystrzeleniem pierwszych rakiet.

Nie chodzi o zielone ludziki w spodkach nad miastem, ale o zimne, ciche obiekty przypominające sondy lub fragmenty urządzeń, które od setek czy tysięcy lat mogą przelatywać przez nasz układ lub krążyć w jego zakamarkach. Najnowsze analizy pokazują, że da się takiej ewentualności szukać w sposób metodyczny, bez rezygnowania z naukowej ostrożności.

Od fantastyki naukowej do planu badań

Pytanie, czy w naszym otoczeniu mogą znajdować się ślady obcej technologii, przewija się w astronomii od dziesięcioleci. Przez długi czas traktowano je raczej jako ciekawostkę, temat na konferencyjne kuluary niż poważny projekt badawczy. Teraz ta granica zaczyna się przesuwać.

Astrofizyk Adam Frank z University of Rochester przypomina, że pomysł szukania technicznych śladów innych cywilizacji nie jest nowy, zmieniły się natomiast narzędzia i sposób podejścia.

Naukowcy podkreślają, że nie reagują na jedną sensacyjną obserwację, tylko na zbieżność trzech rzeczy: coraz dokładniejszych danych, lepszych teleskopów i dojrzałych modeli teoretycznych. Z tej kombinacji rodzi się temat, którym można zająć się na poważnie.

Kluczowe stały się pojęcia takie jak „technosygnatura” – czyli mierzalny ślad działalności technologicznej, na przykład nietypowy sposób poruszania się obiektu, anomalne odbijanie światła albo bardzo specyficzny skład materiału. Naukowcy próbują teraz nadać tym ideom twarde, liczbowe kryteria.

Polowanie w starych fotografiach nieba

Jedna z najbardziej zaskakujących metod wcale nie korzysta z najnowszych teleskopów, tylko z… archiwów sprzed ery kosmicznej. Zanim na orbitę trafił pierwszy sztuczny satelita, astronomowie wykonywali tysiące zdjęć nieba na szklanych płytkach. Te materiały leżały przez lata w magazynach obserwatoriów.

Beatriz Villarroel z Nordic Institute for Theoretical Physics uznała, że te stare fotografie to idealny materiał do nietypowego zadania: sprawdzić, czy nic w nich nie wygląda jak satelita, zanim człowiek w ogóle zaczął umieszczać cokolwiek na orbicie.

Zespół Villarroel natrafił na obiekty, które na pojedynczej klatce wyglądają jak jasne punkty poruszające się po niebie, łudząco podobne do satelitów. Problem w tym, że zdjęcie wykonano na długo przed wystrzeleniem pierwszych rakiet.

W tej chwili naukowcy rozpisują możliwe wyjaśnienia:

  • błędy i artefakty związane z samą płytką fotograficzną,

Podsumowanie

Astrofizycy coraz poważniej traktują możliwość istnienia śladów obcej technologii w naszym Układzie Słonecznym. Naukowcy opracowują metodyczne sposoby poszukiwania tzw. technosygnatur, analizując m.in. archiwalne zdjęcia nieba wykonane przed erą podboju kosmosu.

Opublikuj komentarz

Prawdopodobnie można pominąć