Młody gwiazdor kolarstwa budzi podejrzenia. Ekspert od dopingu bije na alarm

Młody gwiazdor kolarstwa budzi podejrzenia. Ekspert od dopingu bije na alarm
4.4/5 - (36 votes)

19‑letni fenomen z peletonu wygrywa jak w grze komputerowej, a jego liczby rozwalają skalę.

Nie wszyscy wierzą, że to tylko talent.

Paul Seixas, nastoletni lider ekipy Decathlon CMA CGM, wszedł w sezon z rozmachem rzadko spotykanym w zawodowym kolarstwie. Seria wyników, jaką wykręca na początku roku, momentalnie wyniosła go do grona kandydatów na następcę Tadeja Pogačara. Równocześnie uruchomiła stary, dobrze znany w tej dyscyplinie mechanizm: lawinę pytań o doping.

Wybuch formy dziewiętnastolatka: wyniki jak z bajki

Seixas praktycznie z marszu wszedł na poziom ścisłej czołówki. Już w pierwszym starcie w zawodowym peletonie – na wyścigu Tour of Algarve – nie tylko wygrał etap, ale na całej imprezie zajął drugie miejsce, ustępując jedynie Juanowi Ayuso, jednemu z najbardziej utalentowanych kolarzy młodego pokolenia.

To nie był jednorazowy wyskok. W kolejnych tygodniach młody Francuz dołożył spektakularne zwycięstwo w jednodniowym klasyku Ardèche Classic, a później drugie miejsce w Strade Bianche, jednym z najbardziej prestiżowych i wymagających wyścigów jednodniowych w kalendarzu. Na słynnych białych szutrach uległ tylko Pogačarowi, kolarzowi, który od kilku lat skupia na sobie uwagę całego środowiska.

Seixas w kilka tygodni przeszedł drogę od utalentowanego juniora do zawodnika, który w wynikach i watometrach zderza się z Pogačarem i Vingegaardem.

Dla części fanów to piękna, sportowa historia o narodzinach nowej gwiazdy. Dla innych – sygnał alarmowy, bo kolarstwo ma zbyt długą i bolesną historię dopingu, by na takie wybuchy formy patrzeć bez cienia nieufności.

Ekspert od dopingu patrzy w liczby i mówi: „to za dużo”

Do grona sceptyków dołącza Antoine Vayer, były trener ekipy Festina, a od lat jeden z najbardziej znanych analityków dopingu w kolarstwie. Vayer publicznie zajmuje się interpretacją danych z pomiaru mocy, porównuje generowane waty z fizjologicznymi możliwościami człowieka i buduje na tej bazie swoje oceny wiarygodności poszczególnych wyników.

W opublikowanej analizie Vayer zaznacza, że śledzi karierę Seixasa od 15. roku życia, a więc znacznie dłużej niż trwa obecna medialna gorączka wokół młodego kolarza. Wspólnie z zespołem statystyków zaktualizował profil mocy nastolatka, zestawiając jego najnowsze występy z wcześniejszymi rezultatami i rekordami innych zawodników.

Według Vayera zimowy skok formy 19‑latka jest tak duży, że przesuwa go z poziomu „mutanta” na poziom „kosmity” – w zestawieniu z Vingegaardem i Pogačarem.

Takie określenia wracają u tego eksperta od lat i odnoszą się głównie do kolarzy, którzy na długich podjazdach potrafią utrzymać abstrakcyjnie wysoką moc przez kilkanaście czy kilkadziesiąt minut. Seixas, w jego ocenie, właśnie wszedł w tę strefę.

Kluczowy przykład: podjazd Saint‑Romain de Lerps

Vayer jako dowód przytacza konkretną wspinaczkę – podjazd Saint‑Romain de Lerps, pokonywany podczas Drome Classic. Ten sam odcinek wykorzystano w mistrzostwach Europy, w których ścigał się Pogačar, co daje możliwość bezpośredniego porównania czasów i mocy.

Na tym podjeździe Seixas miał wygenerować średnio 491 watów w przeliczeniu standaryzowanym, przez 15 minut i 42 sekundy. To, według analizy, najlepszy wynik w jego dotychczasowej karierze na tak długim wysiłku. Co więcej – w sprzyjających warunkach, przy mecie ulokowanej na szczycie, młody kolarz może zbliżyć się do granicy 500 watów na 15 minut.

Tak wysoki poziom mocy na długim podjeździe sprawia, że Seixas traci zaledwie kilka sekund do rekordowego przejazdu Pogačara z mistrzostw Europy.

Według relacji Vayera, różnica między czasem Seixasa a rekordem Słoweńca ma wynosić zaledwie cztery sekundy. Dla eksperta, który od lat szuka czerwonych lampek w danych z watomierzy, to sygnał, że trzeba zacząć zadawać niewygodne pytania.

8–10 procent mocy więcej w pół roku

Jeszcze bardziej niepokojąco wygląda tempo progresu. Vayer przypomina, że już dwa lata wcześniej Seixas bił czasy innych utalentowanych młodych kolarzy, takich jak Lenny Martinez, choć nie były to różnice druzgocące. Tymczasem najnowszy występ na Saint‑Romain wypada – jego zdaniem – „wyraźnie ponad resztą”.

Ekspert szacuje, że w ciągu zaledwie sześciu miesięcy nastolatek poprawił swoje osiągi na długich podjazdach o 8–10 procent. W realiach wyczynowego kolarstwa, gdzie zwykle walczy się o pojedyncze procenty, to zmiana o skali, która budzi opór nawet u doświadczonych trenerów.

  • czas podjazdu: 15 minut 42 sekundy
  • średnia moc standaryzowana: 491 W
  • szacowany potencjał: około 500 W na 15 minut
  • różnica do rekordu Pogačara: około 4 sekundy
  • prognozowany wzrost mocy w pół roku: 8–10%

Vayer kończy swoją analizę pytaniem, które zawisło nad całym środowiskiem: skąd 19‑latek czerpie tak nieludzko wyglądającą energię i czy organizm jest w stanie przejść taką przemianę tylko dzięki treningowi i diecie.

Kolarstwo i cień przeszłości: dlaczego nieufność wciąż wraca

Reakcja na wyniki Seixasa nie bierze się z próżni. Kolarstwo przez dekady budowało złą reputację – od afery Festiny, przez lata Lance’a Armstronga, po kolejne „głośne nazwiska” przyłapane na dopingu. W efekcie każdy nagły skok formy, zwłaszcza u młodego zawodnika, jest filtrowany przez pamięć o epoce EPO i transfuzji krwi.

Dzisiejszy system kontroli wydaje się bardziej rozbudowany: paszport biologiczny, częste testy, profilowanie próbek. Mimo to pełna przejrzystość wciąż pozostaje marzeniem. Dane z pomiaru mocy, które kiedyś były domeną trenerów, dziś wypływają do sieci, a specjaliści tacy jak Vayer próbują na ich podstawie odtworzyć granice ludzkich możliwości.

Gdy liczby zbliżają się do poziomów, które wcześniej łączono z epoką dopingu krwi, zaufanie pęka szybciej niż oklaski na mecie.

Dla części kibiców to konieczna, zdrowa czujność. Dla innych – nadmierny sceptycyzm, który odbiera radość z oglądania nowej generacji kolarzy. Seixas znalazł się dokładnie w środku tej debaty, choć sam oficjalnie nie jest oskarżony o żadne złamanie przepisów.

Czy można rosnąć tak szybko? Co mówią trenerzy i nauka

Trenerzy pracujący z młodymi zawodnikami podkreślają, że okres między 17. a 21. rokiem życia bywa najbardziej dynamiczny pod względem rozwoju wydolności. Organizm wchodzi w dorosłość, poprawia się ekonomia ruchu, dochodzi więcej godzin treningowych, a do tego dochodzi specjalistyczne żywienie i regeneracja. Skoki po kilka procent w ciągu roku nie należą do rzadkości.

Problem w tym, że opisane przy Seixasie 8–10 procent w pół roku występuje już na bardzo wysokim poziomie wyjściowym. Co innego, gdy amator wskoczy z 250 na 280 W, a co innego, gdy kolarz na granicy fizjologicznych możliwości rośnie z 450 na blisko 500 W na długich podjazdach.

Poziom zawodnika Typowa roczna poprawa mocy
amator / początkujący 10–20%
półzawodowiec 5–10%
czołówka zawodowa 1–4%

Dlatego część naukowców zajmujących się fizjologią wysiłku podchodzi do takich skoków bardzo ostrożnie. Z jednej strony przypomina, że pojedynczy wyskok w statystykach może wynikać z idealnych warunków: wiatru w plecy, perfekcyjnego dnia, mocnej grupy ciągnącej tempo. Z drugiej – przyznaje, że serie „życiówek” na najwyższym poziomie powracających tydzień po tygodniu prowokują dyskusję o granicach tego, co realne.

Między zachwytem a podejrzeniem: co dalej z Seixasem

Na razie Paul Seixas nie usłyszał żadnych formalnych zarzutów, a jego nazwisko nie pojawia się w oficjalnych komunikatach organów antydopingowych. Cała dyskusja dotyczy interpretacji liczb, wrażenia „zbyt szybkiego” awansu do elity i skojarzeń z przeszłością kolarstwa.

Dla młodego zawodnika to sytuacja trudna: każdy kolejny sukces będzie teraz rozczytywany nie tylko jako sportowe osiągnięcie, ale także jako nowa cegiełka w debacie o jego wiarygodności. Każdy słabszy dzień część komentatorów odczyta jako „koniec dopingu”, każdy wybitny start – jako kolejny argument dla podejrzliwych.

Dla kibiców historia Seixasa może stać się testem, gdzie przebiega granica między wiarą w wybitny talent a zdrowym sceptycyzmem wobec wyników ocierających się o fizjologiczne maksimum. Z jednej strony sport żyje z zachwytu nad kimś, kto łamie schematy. Z drugiej – kolarstwo zbyt wiele razy się sparzyło, by bezrefleksyjnie fetować każdy nowy fenomen.

Warto przy tym pamiętać, jak działają same liczby z watomierza. To narzędzie bardzo precyzyjne, ale nie nieomylne. Różne urządzenia potrafią delikatnie zawyżać lub zaniżać moc, a warunki wyścigu – od temperatury po rodzaj nawierzchni – też wpływają na końcowy odczyt. Dane, które dla jednego analityka są „nierealne”, dla innego zmieszczą się jeszcze w granicach ludzkiego potencjału.

Spór o Seixasa dotyka więc nie tylko jego osoby, ale szerzej – sposobu, w jaki chcemy patrzeć na zawodowe kolarstwo. Czy każdy talent, który wystrzeli, będziemy najpierw podejrzewać, a dopiero potem podziwiać? Czy raczej spróbujemy ufać systemowi kontroli, akceptując, że granice ludzkich możliwości przesuwają się wraz z rozwojem treningu i nauki o sporcie?

Prawdopodobnie można pominąć