Maserati z silnikiem Ferrari w cenie nowej Dacii? Brzmi realnie

Maserati z silnikiem Ferrari w cenie nowej Dacii? Brzmi realnie
4.1/5 - (32 votes)

Na rynku wtórnym trafiają się okazje, które brzmią jak motoryzacyjna bajka.

Jedna z nich dotyczy luksusowego coupé z potężnym V8.

Mowa o Maserati GranTurismo, czyli efektownym włoskim grand tourerze, który jeszcze kilkanaście lat temu kosztował ponad 100 tys. euro. Dziś egzemplarz z kultowym silnikiem konstrukcji Ferrari można kupić za kwotę zbliżoną do ceny nowej, dobrze wyposażonej Dacii Duster.

Kultowe włoskie coupé w cenie kompaktowego SUV-a

Opisywany egzemplarz to Maserati GranTurismo z 2009 roku, wystawiony za 24 990 euro. W przeliczeniu to mniej więcej tyle, ile trzeba zapłacić za nową Dacię Duster w bogatej konfiguracji. Różnica w charakterze auta jest jednak gigantyczna.

GranTurismo startowało z poziomu ponad 100 tys. euro, więc dziś kosztuje mniej niż jedna czwarta swojej ceny z salonu.

GranTurismo uchodzi za jeden z najbardziej udanych stylistycznie modeli marki z lat 2000. Nadwozie zaprojektowało słynne studio Pininfarina, odpowiedzialne za wiele legendarnych aut sportowych. Proporcje są klasyczne: długi przód, mocno zaznaczone nadkola i opadająca linia dachu, która nadaje autu rasowy, ale nadal elegancki charakter.

Już w momencie debiutu w 2007 roku dziennikarze motoryzacyjni pisali o tym modelu jak o czystej pokusie na czterech kołach. Po niemal dwóch dekadach linia nadwozia nadal wygląda świeżo, bez efektu „starego egzotyka”, który stracił blask.

Projekt Pininfariny, który się nie starzeje

Stylistyka GranTurismo to połączenie luksusu z dyskretną agresją. Przód z charakterystycznym grillem i dużym trójzębem od razu zdradza markę. Boczne wloty powietrza za przednim kołem i muskularne biodra dodają autu dynamiki nawet wtedy, gdy stoi na parkingu.

Warto zwrócić uwagę na konkretny egzemplarz, o którym mowa. Lakier w odcieniu ciemnej czerwieni zestawiono z beżowym wnętrzem z czerwonymi wstawkami. To dość rzadko spotykana konfiguracja, inna niż typowe czarne albo szare GranTurismo, których pełno w ogłoszeniach.

Samochód pozostał w pełni seryjny, bez przeróbek układu wydechowego czy tuningowych dodatków, co w przypadku takiego modelu jest dużą zaletą.

Wielu właścicieli montowało głośniejsze wydechy czy różne „ulepszenia”, które czasem obniżają wartość rynkową i utrudniają rejestrację. Tu mamy auto zachowane w oryginalnym stanie, co ułatwia życie kolejnemu nabywcy i lepiej wróży na przyszłość, jeśli ktoś myśli o wartości kolekcjonerskiej.

Silnik V8 rodem z Maranello

Prawdziwy magnes w tym aucie kryje się pod maską. To wolnossące V8 o pojemności 4,2 litra, opracowane w Maranello w oparciu o doświadczenia konstruktorów Ferrari. Motor generuje 405 KM i 460 Nm, kręci się wysoko i słynie z niezwykle charakterystycznego dźwięku.

W późniejszym okresie w ofercie pojawiła się też wersja 4,7 litra o wyższej mocy, ale już „podstawowa” jednostka 4,2 zapewnia osiągi, które wciąż potrafią zrobić wrażenie. Przy odpowiedniej obsłudze ten silnik potrafi przejechać ponad 200 tys. km bez kapryśnych awarii, o ile właściciel nie oszczędzał na serwisie.

Prezentowany egzemplarz ma 99 tys. km przebiegu, a sprzedający zapewnia, że silnik i skrzynia pracują bez zastrzeżeń.

Automat ZF zamiast kłopotliwej przekładni z wczesnych roczników

W pierwszych latach produkcji GranTurismo oferowano z sekwencyjną przekładnią, która potrafiła psuć nerwy i generować wysokie koszty napraw. Od 2009 roku Maserati przeszło na klasyczny automat ZF z sześcioma biegami. To rozwiązanie dużo bardziej dopracowane, znane z wielu innych aut klasy premium.

Opisywana sztuka korzysta właśnie z tej nowszej, sprawdzonej skrzyni. Dla kogoś, kto szuka GranTurismo do normalnego użytkowania, jest to istotny argument, bo ogranicza ryzyko drogich wizyt w warsztacie związanych z przekładnią.

Skąd tak niska cena i gdzie jest haczyk

Przy tak atrakcyjnej kwocie zawsze pojawia się pytanie: dlaczego jest tak tanio? W tym przypadku odpowiedź kryje się w historii auta i formalnościach.

  • Auto pierwotnie sprzedano na rynku w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
  • Później zostało sprowadzone do Niemiec.
  • Opłacono podatki i dokończono procedurę importową.
  • Samochód nie ma ważnego niemieckiego badania technicznego (TÜV).
  • Nie ma też lokalnych tablic rejestracyjnych.

Brak aktualnego przeglądu to główny argument, dzięki któremu sprzedawca mógł zejść z ceny. Według jego deklaracji różnica względem podobnych GranTurismo na rynku niemieckim sięga 5–7 tys. euro.

Kolejny właściciel musi samodzielnie zorganizować przegląd techniczny, ale w zamian dostaje istotnie niższą cenę zakupu.

Dodatkowym atutem są cztery nowe opony w komplecie oraz możliwość zorganizowania transportu auta. Dla polskiego kupującego oznacza to realną szansę na sprowadzenie ciekawego egzemplarza przy relatywnie niskim progu wejścia, jeśli porównać go z innymi egzotycznymi coupé.

Koszty utrzymania: tanio się nie skończy

Przy cenie zbliżonej do nowej Dacii łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że reszta też będzie „w miarę rozsądna”. Rzeczywistość jest inna. GranTurismo pozostaje dynamicznym, luksusowym autem z ambitną techniką, więc serwis i eksploatacja kosztują swoje.

Obszar kosztów Czego się spodziewać
Serwis silnika V8 Droższe przeglądy, częstsza wymiana płynów i elementów osprzętu
Hamulce i zawieszenie Elementy klasy premium, ceny części wyższe niż w autach popularnych
Opony Szerokie, niskoprofilowe, zwykle w wyższej półce cenowej
Ubezpieczenie Wysoka moc, marka uznawana za luksusową, wyższe składki

Do tego dochodzą typowe „drobiazgi”, jak elektronika czy elementy wnętrza. Części oryginalne potrafią kosztować dużo więcej niż w zwykłym kompakcie, a nie każdy warsztat chce się podejmować napraw egzotycznej marki. W praktyce trzeba liczyć się z serwisem w wyspecjalizowanych punktach.

Niska cena zakupu nie zmienia faktu, że utrzymanie włoskiego coupé z silnikiem Ferrari wymaga grubszego portfela niż w przypadku zwykłego SUV-a.

Dla kogo taka Maserati ma sens

Tego typu oferta trafia przede wszystkim do pasjonatów, którzy marzyli o sportowym aucie klasy gran turismo i są świadomi kosztów. To nie jest propozycja dla kogoś, kto liczy każdą złotówkę na stacji paliw albo chce auta „tylko do miasta”.

GranTurismo najlepiej sprawdzi się u kierowcy, który:

  • ma już drugie, bardziej praktyczne auto w rodzinie,
  • akceptuje wyższe wydatki na serwis i paliwo,
  • planuje użytkowanie raczej weekendowe niż codzienne,
  • ceni styl i dźwięk silnika bardziej niż najnowsze gadżety multimedialne.

Zakup takiego samochodu często ma w sobie coś z realizacji młodzieńczych marzeń. Dla wielu osób świadomość, że pod pedałem gazu czeka wolnossące V8, jest warta wyższych rachunków i drobnych niedogodności w codziennym użytkowaniu.

Rynek używanych sportowych aut i rola takich okazji

Spadek cen luksusowych coupé po kilkunastu latach nie jest niczym zaskakującym. Modele, które nowe kosztowały majątek, po dekadzie czy półtorej często trafiają na poziom dostępny dla „zwykłych” kierowców. Tak dzieje się z wieloma Porsche, Jaguarami czy właśnie Maserati.

GranTurismo z wolnossącym V8 ma jednak pewien dodatkowy atut. Silniki tego typu powoli znikają z nowych aut, wypierane przez mniejsze jednostki z turbodoładowaniem i napędy hybrydowe. Dla miłośników klasycznej motoryzacji to argument, by zainteresować się takim modelem, zanim ceny dobrze utrzymanych egzemplarzy znowu zaczną iść w górę.

Warto też pamiętać, że im rzadszy i bardziej charakterystyczny model, tym większa szansa, że za kilka lat jego wartość przestanie spadać, a zacznie się stabilizować. Warunkiem jest dbanie o oryginalność, regularny serwis i unikanie „garażowego tuningu”. W tym kontekście egzemplarz zachowany w stanie fabrycznym z dopracowanym automatem ZF może zainteresować nie tylko kierowców, ale też początkujących kolekcjonerów, którzy szukają pierwszego poważniejszego auta do swojej floty marzeń.

Prawdopodobnie można pominąć