Jak otworzyć wstrząśniętą colę bez fontanny? Jeden prosty trik

Jak otworzyć wstrząśniętą colę bez fontanny? Jeden prosty trik
4.5/5 - (57 votes)

Wkurza za każdym razem.

Fizycy opisali ten efekt, YouTube zrobił z niego viral, a my sprawdzamy, czy da się sprawić, by nawet wymęczona w transporcie puszka gazowanego napoju otworzyła się spokojnie, bez widowiskowego gejzeru.

Dlaczego puszka po otwarciu strzela pianą?

W napojach gazowanych znajduje się dwutlenek węgla rozpuszczony w płynie pod wyższym ciśnieniem. W idealnych warunkach większość gazu „czai się” w pustej przestrzeni nad napojem. Wystarczy jednak podrzucać puszkę w plecaku albo mocno potrząsnąć butelką, by sytuacja mocno się zmieniła.

Podczas wstrząsania gaz przemieszcza się w głąb płynu i zaczyna tworzyć ogromną liczbę drobnych pęcherzyków. Te bąbelki przyczepiają się do wewnętrznych ścianek puszki lub do mikroskopijnych zanieczyszczeń w napoju. Ten proces fizycy nazywają nukleacją, czyli powstawaniem pęcherzyków w konkretnych miejscach, a nie byle gdzie.

Nukleacja to moment, w którym bąbelki gazu rodzą się na ściankach pojemnika lub na maleńkich nierównościach i zanieczyszczeniach w napoju.

Kiedy nagle otwierasz wstrząśniętą puszkę, ciśnienie w środku gwałtownie spada. Bąbelki zaczynają rosnąć i pędzą ku górze, zabierając ze sobą sporą ilość cieczy. Zamiast spokojnego syku, masz wtedy fontannę prosto w twarz lub na podłogę.

Trik z YouTube: cztery stuknięcia i po problemie?

Były inżynier NASA i popularny youtuber Mark Rober poświęcił temu zjawisku obszerny materiał wideo. Zamiast ograniczyć się do memów z wybuchającą colą, postanowił sprawdzić, czy da się to zjawisko ograć w praktyce. I proponuje banalnie prostą sztuczkę.

Na czym polega metoda stukania w puszkę

Sposób jest zaskakująco prosty:

  • weź wstrząśniętą puszkę napoju gazowanego,
  • trzymając ją pionowo, stuknij palcami w jej boki cztery razy – dość zdecydowanie, ale bez wgniatania aluminium,
  • poczekaj dosłownie chwilę,
  • otwórz puszkę standardowym ruchem.

Według Robera i fizycznych wyjaśnień, to właśnie te krótkie, wyczuwalne wibracje są kluczem do sukcesu. Wstrząsy sprawiają, że bąbelki przyklejone do ścianek odrywają się i wracają do górnej części puszki, do strefy z samym gazem. Tam już nikomu nie przeszkadzają, bo nie mają jak wyrwać płynu w powietrze.

Stukanie nie „odgazowuje” napoju. Po prostu przenosi pęcherzyki tam, gdzie nie wywołają piannego wybuchu.

W efekcie ciśnienie rozkłada się spokojniej, a po otwarciu słyszysz zwykły syk i widzisz co najwyżej lekkie uwolnienie piany, a nie szalony gejzer.

Po co czekać, skoro można po prostu odłożyć puszkę?

Wielu z nas zna „domowy” sposób: odłóż wstrząśniętą puszkę na kilka minut i nie dotykaj. Działa? Tak, w dużej części przypadków. Gaz ma wtedy czas, by stopniowo przemieścić się z powrotem do górnej części puszki. Proces przebiega naturalnie, bez dodatkowych trików.

Rober pokazuje jednak, że seria stuknięć w boki znacznie ten proces przyspiesza. Zamiast czekać pięć czy dziesięć minut, możesz spróbować otworzyć napój niemal od razu po krótkim stukaniu. To bywa szczególnie wygodne na imprezach, w podróży czy na meczu, kiedy nikt nie ma cierpliwości, by „odstawić puszkę, aż się uspokoi”.

Kiedy trik ma największy sens

Sytuacja Ryzyko gejzeru Sens stosowania triku
Puszka spadła z niewielkiej wysokości Średnie Warto stuknąć, zwykle bardzo skuteczne
Napój długo latał w plecaku lub torbie Wysokie Stukanie plus chwilka cierpliwości
Ktoś przed chwilą mocno potrząsnął puszką „dla żartu” Bardzo wysokie Stukanie pomaga, ale dobrze dodać kilka minut czekania
Niewielkie poruszenie w drodze z lodówki na stół Niskie Trik nie jest konieczny, bardziej dla spokoju głowy

Kiedy stukanie nie zadziała: piwo to inna historia

W sieci łatwo trafić na nagrania, gdzie ktoś używa tej samej metody przy piwie. Naukowcy z uniwersytetu w Danii postanowili to sprawdzić poważniej niż internetowi żartownisie. W 2019 roku przeanalizowali zachowanie wstrząśniętych piw i doszli do wniosku, że metoda działa znacznie słabiej niż przy klasycznym napoju typu cola.

Powód leży w chemii i budowie piany. W piwie znajdują się białka oraz związki z chmielu, które zachowują się jak naturalne środki pianotwórcze. Piana staje się przez to stabilniejsza, trudniej ją „uspokoić”, a drobniejsze pęcherzyki potrafią utknąć bardzo głęboko w mikrorysach aluminium lub szkła. Nawet energiczne stuknięcia nie są w stanie ich skutecznie oderwać.

Przy piwie drobne bąbelki łatwo pozostają uwięzione w mikrorysach i w pianie, więc stukanie nie wystarcza, by zapobiec wybuchowi.

Naukowcy podsumowali swoje testy prostą zasadą, którą można łatwo zapamiętać na wieczorne spotkania: jeśli chodzi o klasyczny słodki napój gazowany, trik z pukaniem w puszkę sprawdza się w większości zwykłych sytuacji. Przy piwie trzeba zostać przy tradycyjnych środkach ostrożności: ostrożne obchodzenie się z butelką, dłuższe odstawienie, unikanie mocnych wstrząsów.

Jak bezpiecznie obchodzić się z napojami gazowanymi

Proste zasady na co dzień

Kilka drobnych nawyków naprawdę potrafi ograniczyć liczbę „wybuchowych” wpadek przy stole:

  • nie wrzucaj zgrzewki napojów na tylne siedzenie samochodu jak worek ziemniaków – lepiej ją stabilnie ustawić,
  • unikaj gwałtownego przenoszenia napojów z zimnego miejsca do bardzo ciepłego, bo zmiany temperatury też wpływają na ciśnienie,
  • nie otwieraj puszki nad laptopem, konsolą czy drogim sprzętem – zawsze może się nie udać,
  • jeśli ktoś ewidentnie potrząsnął puszką dla żartu, zastosuj stukanie i daj napojowi dodatkowy czas na „uspokojenie się”,
  • przy piwie zachowaj większą ostrożność niż przy colach czy oranżadach, bo piana jest trudniejsza do opanowania.

Dlaczego ten trik tak chętnie podchwytuje internet

Łatwy do zapamiętania gest, widoczny efekt i odrobina prostych wyjaśnień z zakresu fizyki – to przepis na virale w mediach społecznościowych. Trik z pukaniem w puszkę łączy wszystkie te elementy. Jest na tyle prosty, że można go pokazać znajomym przy grillu czy na imprezie, a jednocześnie opiera się na realnych zjawiskach, a nie na magicznym „bo tak”.

Do tego dochodzi jeszcze element „odczarowywania” miejskich legend. Przez lata krążyły sprzeczne rady: stukać w wieczko, w boki, nie dotykać wcale, kręcić puszką dookoła. Rober i naukowcy porządkują temat: kluczowe jest poruszenie ścianek, by bąbelki odczepiły się od aluminium i wróciły na górę, a nie samo symboliczne „popukanie w daszek”.

Gdzie ta wiedza przyda się w praktyce

Na pierwszy rzut oka to drobiazg, ale w realnym życiu takie drobne tricki ułatwiają codzienne sytuacje. Jeśli często zamawiasz napoje z dostawą, podróżujesz z puszkami w plecaku, albo masz w domu małych amatorów potrząsania wszystkim, co się da, kilka stuknięć w puszkę może oszczędzić nerwów i sprzątania.

Warto przy tym pamiętać, że fizyka działa zawsze, ale my nie zawsze mamy pełną kontrolę nad tym, co stało się z puszką wcześniej. Czasem napój był katowany przez kilka godzin w transporcie i nawet najlepsza sztuczka nie da stuprocentowej gwarancji. Rozsądniej więc trzymać napoje w miarę stabilnie, a trik traktować jako sprytną pomoc, nie jako cudowną tarczę ochronną przed każdą fontanną z coli czy oranżady.

Prawdopodobnie można pominąć